środa, 27 grudnia 2017

"Wiersz dla Jezusa"


"Chciałabym napisać dla Ciebie wiersz,
Wielki Boże ...
 Wiersz niezgłębiony jak morze.
Wysoki jak góry.
Wiersz niebieski jak niebo
bez jednej nawet chmury.
I cichy,  jak zapach wieczornej maciejki,
jak zdrowy oddech dziecka.
I tak przydatny i bliski jak pomoc sąsiedzka.
Chciałabym, mój Panie,
aby wiersz ten był pożywny, błogosławiony,
jak chleb na śniadanie.

- Żeby nadawał się na pieśń i do przytulenia.
I żeby mieścił Twoje przyzwolenie
i wieczny czas istnienia - dla Boga.
A gloria Pana,
żeby wiodła strofy na kolanach
na dziękczynne żniwo.
A miłość urodzajną niwą
zaprzątała serca.
- Miłość niezwyciężona,
gdzie wierność już sprawdzona,
jak przyjaciel w bitewnym znoju.
I aby w każdym słowie był Pokój
nieznający niepokojów.
Zawsze z nadzieją tak rozległą
jak spojrzenie ze szczytów.

Boże mój, ból się nie mieści wśród błękitów,
więc go zostawię poza wierszem i z dala.

Pragnę, by wiersz był czysty i nie kalał
rąk, papieru i duszy.

Jeszcze tylko Jezu, łzy muszę wysuszyć ...
Strofy jeszcze mokre,
zupełnie świeże ufnością i najszczersze.

Poznałeś, Panie, który wiesz wszystko,
że to ja jestem ...tym wierszem.

I ja wiem, że to Ty, Stwórco mocą swoją
niepojętą, tęczową,
zmieniłeś mnie cielesną - w poetyckie słowo.


"Wiersz dla Jezusa" - autor: H. Łazaj. 

  

Moi Kochani - niech nadchodzący Nowy Rok 2018
przyniesie Wam wiele radości, inspiracji oraz nieustającej pasji życia. 
Niech Dobry Bóg zawsze prostuje Wasze ścieżki 
i codziennie Wam błogosławi:)

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Powrót do przeszłości - Szentendre


Czy lubicie od czasu do czasu przenosić się w czasie? Ja bardzo lubię, a szczególnym sentymentem darzę  powroty do przeszłości. Gdy tylko jestem w podróży i słyszę o takim oderwanym od rzeczywistości miejscu - przybywam  do niego natychmiast:)
Nie inaczej było w przypadku węgierskiego miasteczka Szentendre, które mimo niezbyt dużych rozmiarów co roku przyjmuje około 1,5 miliona gości!!! 
Z tego wynika, że nie tylko ja jestem fanką chwilowej teleportacji. Ta architektoniczna i krajobrazowa perełka nazywana bywa "miastem malarzy", "miastem baroku" lub "miastem siedmiu wież". Jednym słowem, trudno jest się oprzeć jego urokowi.
Przybycie do Szentendre rozpoczęliśmy dość imprezowo i już na dzień dobry poczuliśmy się jak na wielkim węgierskim  weselu. Co rusz na naszej drodze pojawiała się młoda para - kilkakrotnie nawet z orszakiem weselnym. Szczególnie spodobały mi się druhenki, wyglądające jak małe księżniczki:)



Miasto położone jest na schodzących do samej rzeki zboczach wzgórza Pilis. Wąskie, kręte uliczki wysadzane kocimi łbami, małe placyki, domy z kamienia nadają mu typowo południowy klimat - jednym kojarząc się z  włoskim wybrzeżem, innym z Dalmacją.
Jeśli ktoś nie lubi klimatów outsiderskich i wszechobecnie odpadającego tynku ze ścian - może odebrać Szentendre jako miasto obskurne, ale ja czuję się w nim jak ryba w wodzie i dla mnie jest ono idealne od początku do końca.  
Jeśli kiedyś ponownie nadarzy się okazja, z całą pewnością  wrócę tutaj raz jeszcze. 



Gdybym miała wymyślić nazwę "od siebie", pasującą do tego uroczego miasteczka - zdecydowanie optowałabym za określeniem "miasto artystów". Co rusz pojawia się  galeria, czy to z obrazami, czy też innym lokalnym rękodziełem - na przykład w postaci przepięknej porcelany. 
Początkowo Szentendre zamieszkiwali głównie Serbowie, a złotym okresem był dla nich wiek XVIII. Wówczas to, w ciągu zaledwie kilku dziesięcioleci powstała większość obecnych zabytków. Podstawą dobrobytu były rzemiosło, handel oraz przyniesiona z Serbii sztuka uprawy winorośli. Tutejsi kupcy w swoich podróżach po Europie nie  omijali również Polski, a miejscowi winiarze zasłynęli znakomitymi wermutami i słodkimi winami. 
Szentendre to istna "Wieża Babel" i mieszanka kulturowa oraz językowa. Wprowadzili się tutaj Niemcy, Węgrzy, Słowacy, Grecy i tzw. Dalmatyńczycy, czyli katoliccy Chorwaci. 
To właśnie dzięki nim miasto stało się barwne i oryginalne - miasto kilku wyznań i dwóch kalendarzy.
Wiek XIX nie był zbyt łaskawy dla miasta i przyniósł ogromny kryzys. Cechy rzemieślników rozwiązano, a epidemia filoksery całkowicie zniszczyła tutejsze uprawy winorośli. Duża część mieszkańców pozostała bez środków do życia. 
Gdy w roku 1886 do Szentendre doprowadzono kolej - ten malowniczy zakątek Węgier, zaczęli odkrywać i odwiedzać inteligenci ze stolicy, a wśród nich zachwyceni malarze. 
I tak pozostało do dzisiaj.

A kuku:)
Carpe diem:)
 

Sercem miasteczka jest otoczony XVIII-wiecznymi kupieckimi domostwami Foter
Na placu wznosi się charakterystyczny "krzyż morowy", który cech serbski wystawił w 1763 r., powielając katolicką tradycję wznoszenia pomników upamiętniających zarazy.
Zabudowa placu w pełni oddaje kupieckiego ducha miasta. Tutejsze murowane domy miały zwykle cztery poziomy, połączone zamkniętą wewnętrzną klatką schodową. 
Na parterze mieścił się sklep, na piętrze mieszkanie, a na strychu magazyn. Piwnica służyła najczęściej do przechowywania oraz produkcji wina.

Na każdym kroku spotykamy ulicznych artystów wystawiających swoje obrazy lub grafiki

Prawda, że urocza jest ta kucheneczka:)
Przy głównej ulicy miasta wystawiono mnóstwo przedmiotów z minionej epoki
Trdelnik, to pyszne ciasto opiekane nad ogniem. Występuje w kilku smakach. Mniam, mniam:)

Spośród siedmiu wzniesionych w miasteczku cerkwi do dziś służą prawosławnym wiernym cztery z nich. Ciekawostką jest fakt, że tutejsze cerkwie noszą nie tylko imiona świętych patronów, ale także miejsc skąd przybyli uciekinierzy, którzy je wybudowali. 
Obok obiektów sakralnych drugą wielką grupę atrakcji tworzą muzea artystów plastyków. Większość z nich poświęcona jest tuzom węgierskiego malarstwa związanych z miastem - kubiście Janosowi Kmettyemu, Jeno Barcsayowi,  czy postimpresjoniście Beli Csobelowi.
Wśród turystów największym powodzeniem cieszy się niezmiennie - uznawane za najpopularniejsze w kraju Muzeum Ceramiki Margit Kovacs. Ta niezwykła artystka świadomie szukała formy ekspresji w nawiązaniu do sztuki ludowej i naiwnej. 
W Szentendre z pełnym zapałem kultywuje się artystyczne tradycje. W miasteczku działają dwa "osiedla artystów" oraz szereg galerii prezentujących wystawy czasowe.

Uliczka schodząca w dół miasta prowadzi nas do brzegu Dunaju
W tej galerii dostałam oczopląsu od ilości oraz  jakości wyrobów z  porcelany:)
W drodze powrotnej przystajemy, żeby rzucić jeszcze raz okiem na spokojnie płynące wody Dunaju
Zarówno przyjazd jak i wyjazd z Szentendre przebiegał nam w iście imprezowych klimatach:)


Z całego serca życzę Wam
aby nadchodzące dni przyniosły wiele radości, 
  spokoju oraz szczęścia w gronie najbliższych osób:)
 
 
Węgry, Szentendre - wrzesień 2017 rok.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...