piątek, 18 października 2019

Miejsce, w którym czas ma inny wymiar - Stary Pantalejmon

"Aby prawdziwie poznać świat, spójrz w głąb swej istoty.
Aby naprawdę poznać siebie, okaż autentyczne zainteresowanie światem"
Rudolf Steiner


Szczerze mówiąc byłam troszkę zaskoczona faktem, iż w okolicach góry Olimp oprócz greckich bogów, parę stuleci wstecz  stacjonowali również Krzyżowcy. Dowodem na to jest  wznoszący się na szczycie wzgórza i jakby wyłaniający z Morza Egejskiego - Zamek Platamonas.  
Ta imponująca twierdza jest właśnie ich dziełem i pojawiła się tutaj w 1204 roku za sprawą dowódcy IV wyprawy krzyżowej - Bonifacego I z Monferratu, który zapragnął umocnić granice założonego przez siebie Królestwa Tesaloniki. Była to dosyć głośna postać na terenie ówczesnej Grecji. To on otoczył wzgórze solidnymi murami, a w północnej części zamku wybudował potężną ośmioboczną wieżę. Twierdza miała strzec przejścia między górami a morzem. Razem z warowniami półwyspu Chalkidiki mógł trzymać kontrolę nad całą Zatoką Termajską. 
I choć Bonifacy po utworzeniu własnego państwa przeżył zaledwie 3 lata, to twierdza Platamonas do dnia dzisiejszego spogląda na miasto ze szczytu wzgórza, nieustannie przypominając o bogatej historii Imperium oraz ciesząc oczy pięknymi widokami na okoliczne plaże oraz połyskujące w słońcu wody Morza Egejskiego.
Zamek wraz z okolicą przechodził w ciągu wieków pod różne rządy. W 1470 roku zdobyli go Wenecjanie, a w 1556 roku Turcy. Był też kilkakrotnie przebudowywany. Znaleziono tu cechy stylu bizantyjskiego i frankońskiego. Ostatecznie opustoszał na początku XX wieku i popadał szybko w ruinę, jednak do dzisiaj w dosyć dobrym stanie zachowały się mury obronne.
Podejście do zamku jest dosyć męczące. Nie dość, że cały czas trzeba iść asfaltową drogą to jeszcze pod górę.  Kto nie chce pokonywać tej trasy pieszo - może skorzystać z kolejki turystycznej jadącej z Pantalejmonas lub tak jak my, iść na totalną łatwiznę i praktycznie pod sam zamek podjechać samochodem:)
Ruiny można obejść dookoła, wzdłuż murów zewnętrznych, a do środka wchodzi się przez wielką bramę /wejście płatne/. Co prawda wewnątrz, oprócz wieży i małej cerkiewki nie ma zbyt wiele do oglądania - ale warto się tutaj wspiąć chociażby ze względu na pocztówkowe widoki.


Uwielbiam miejsca, w których odnosi się wrażenie, że czas dosyć dawno temu się zatrzymał lub co najmniej płynie w zwolnionym tempie. Czytając książkę Marcina Pietrzyka pt. "Moja Grecja" -  pasjonata greckich klimatów oraz przewodnika wycieczek - od razu wiedziałam, że wypoczywając na Riwierze Olimpijskiej nie mogę pominąć wizyty w wiosce Stary Pantalejmon, w której mieszka - UWAGA: aż 19 osób!!! 
Jakież miłe było zaskoczenie kiedy spacerując uliczkami mogłam spotkać rdzenną mieszkankę tej tej klimatycznej wioski. Jest to idealne miejsce na totalne zresetowanie organizmu. I chociaż nie ma tu żadnych zabytków, ani innych spektakularnych atrakcji, mimo to Stary Pantalejmon  ma w sobie to coś, co nie pozwala o nim zapomnieć. 
Już sam wjazd krętymi serpentynami wywołuje oczopląs i zapowiada mocne wrażenia. Myślę, że oddam teraz głos M. Pietrzykowi, który w ten sposób ją opisuje: 
"Z jednej strony widać potężne góry, ośnieżone do połowy lipca, z drugiej szerokie plaże i Zatokę Termajską. Sama wioska przycupnęła na zboczach Olimpu, na wysokości 700 metrów nad poziomem morza, więc oferuje wyjątkowe widoki".
Potwierdzam te słowa co do joty:)
Jej historia sięga XIV wieku, ale po II wojnie światowej mieszkańcy przenieśli się nad morze i założyli Nowy Pantalejmon. Już nie musieli mieszkać tak wysoko aby się bronić, a na dole życie było zdecydowanie łatwiejsze. 
Jednak jakieś 30 lat temu opuszczona osada zaczęła przyciągać ludzi kochających tradycje i przyrodę, a obecnie Stary Pantalejmon zyskuje coraz większą popularność. Jest zamknięty dla ruchu samochodowego i słynie z doskonale zachowanej macedońskiej architektury. Kamienne domy kryte ceglastoczerwoną dachówką jawią się niczym miniaturowe twierdze. Podziwiając zabudowę z punktu widokowego przy wejściu do wioski, odnosi się wrażenie, że widać tylko dachy ułożone we wzory, a pomiędzy nimi wielkie szare ściany. 
Ktoś mądry wpadł na pomysł, aby spróbować zachować wyjątkowy charakter tego miejsca i prawnie zabroniono budowlanej samowolki /popieram inicjatywę/. Podobna sytuacja jest w Ochrydzie /tutaj/. Można remontować, przebudowywać, odrestaurowywać, ale należy  trzymać się ściśle określonych zasad. 
Dzięki tym zabiegom wszystkie budynki zachowały tradycyjny wygląd. Są solidne, kamienne, przykryte dachówką i ozdobione elementami z drewna. Właśnie dlatego w Starym Pantalejmonie czas stoi w miejscu. Jeśli chodzi o mnie - w ogóle mi to nie przeszkadza, a nawet bardzo imponuje:) 


Będąc w Starym Pantalejmonie grzechem byłoby pominąć specjały tutejszej - podobno doskonałej kuchni.
"Jeśli mam okazję lub chcę kogoś zarazić miłością do Grecji, to przywożę go tutaj na obiad lub kolację - pisze M. Pietrzyk. Znam każdą tawernę, ponieważ wiele razy odwiedzałem wioskę z turystami, jednak własny żołądek powierzam Kathodonowi.  To greckie słowo znaczy "po drodze". Tawerna rzeczywiście stoi przy drodze prowadzącej na główny plac, więc nie ma wyjścia, trzeba obok niej przejść. 
Kiedy siada się na werandzie, można poczuć, że ma się u stóp cały świat. Zaraz potem przychodzi Giorgos. Radiowym głosem zagaduje o wrażenia z wioski i zaczyna opowiadać o tym co serwują. Ileż ten gość złamał kobiecych serc!!! W tawernie wszystko jest tradycyjne. Od wielu lat podają saganaki /twardy żółty ser smażony na patelni/ i chrupiące jagnięce żeberka. Zawsze smakują wyśmienicie, niezależnie od humoru kucharza".  
Rzeczywiście ze wszystkim  muszę się zgodzić - począwszy od pysznych jagnięcych żeberek, poprzez doskonały deser - a skończywszy na przeuroczym kelnerze. Chyba faktycznie z tym podrywem jest coś na rzeczy:)
Kiedy przechodziłam obok Niego zawadiacko puścił do mnie oko, a gdy przyniósł menu - delikatnie, niby nie chcąco musnął dłoń - ach ten Giorgios:) 
Dziewczyny, jeśli będziecie na Riwierze Olimpijskiej, koniecznie odwiedzajcie Stary Pantalejmon - a knajpę Kathodon obowiązkowo:):):)

Kelner Giorgios- czarodziej i uwodziciel:) 
Pychota:):)

Co roku w Starym Pantalejmonie odbywa się  Święto Kasztanów, które podobno są smaczniejsze od tych z placu Pigalle. Chętnie bym spróbowała:)
Wyobraźcie sobie, że w wiosce prąd podłączono dopiero w 2002 roku, a pierwsza żarówka zapaliła się właśnie w Kathadonie.  
Stary Pantalejmon kochają zarówno Grecy jak i przybywający zewsząd turyści. Jednak w trakcie naszej wizyty wioska była zupełnie opustoszała, więc mieliśmy ją praktycznie tylko i wyłącznie do naszej dyspozycji. Tym bardziej nie chciało mi się wracać do głośnej Leptokarii, w której stacjonowaliśmy. Uwielbiam takie klimatyczne, spokojne i swojskie miejsca. Mogłabym bez końca wędrować wybrukowanymi uliczkami, a od czasu do czasu przysiadać na kamiennym murku żeby ot tak, po prostu - gapić się w dal. 
Zdecydowanie polecam Stary Pantalejmon jako odskocznię od gwarnych i zatłoczonych kurortów. To wprost idealne miejsce na romantyczne spacery, a może nawet oświadczyny?:):):) 


Dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze
i życzę aby nadchodzące dni cudownej Polskiej Złotej Jesieni 
przyniosły Wam wiele radości i zadowolenia z życia:) 


Grecja - wrzesień 2019
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...