wtorek, 16 października 2018

Greckie Karaiby - czy jest to możliwe?

"Twoje życie będzie takie,  jakim uczynią  je Twoje myśli"
Marcus Aurelius

 

Na Wyspach Karaibskich co prawda nie byłam, ale jeśli tamtejsze plaże  chociaż troszeczkę przypominają te z greckiego  Półwyspu Chalkidiki - jak najbardziej jestem na tak:)
Zanim pojechałam do Grecji dużo o niej czytałam, no i oczywiście posiłkowałam się Waszymi blogami, na których tak pięknie pokazaliście  mi  tę mityczną krainę bogów:)
Zapraszam Was dzisiaj na najpiękniejsze plaże Półwyspu Chalcydyckiego, a konkretnie jego środkowej odnogi, czyli "Sithonii". To właśnie tutaj spędziliśmy większą część  tegorocznego urlopu. 
Półwysep oblewają wody Zatoki Termajskiej oraz Morza Egejskiego, a swoim kształtem przypomina on trójpalczastą dłoń wyciągniętą w morze. 
Palce - przylądki o długości około 40 km każdy, różnią się nazwami, ukształtowaniem powierzchni i charakterem. 

Przylądek Kassandra wysunięty najdalej na zachód jest najmniej górzysty ze wszystkich, dość słabo zalesiony i obfituje w rozległe piaszczyste plaże. Podobno do tej części półwyspu najlepiej pasuje określenie Karaiby Grecji. Powiadają, że jest najbardziej skomercjalizowanym i zatłoczonym  przylądkiem pośród dwóch pozostałych.

Sithonia - to lesiste wzniesienia, strome klify, piaszczyste zatoczki, malownicze widoki i bardzo dużo zieleni w postaci wszędobylskich gajów oliwnych oraz pachnących lasów piniowych.  Wydawało nam się, że właśnie ten "środkowy paluszek" będzie idealnym miejscem na nasz letni wypoczynek. 
A teraz mogę to potwierdzić. Pobyt na Sithonii z całą pewnością na długo pozostanie w mojej pamięci. Powiem więcej - z przyjemnością odwiedziłabym ją raz jeszcze.

Athos to najbardziej tajemniczy i niedostępny przylądek jeśli chodzi o rozwój zaplecza turystycznego. Jest on najdalej wysunięty na wschód, a jego "paznokieć" tworzy skalisty szczyt Świętej Góry Athos /2033 m.n.p.m./. Większą część jego terytorium zajmuje Republika Teokratyczna  państwa mnichów prawosławnych istniejąca od IX wieku
Wyobraźcie sobie, że od dziesięciu wieków na jego teren nie mają wstępu kobiety oraz samice ssaków - za wyjątkiem kur oraz kotek. 
No w końcu coś jeść trzeba i łowić myszy też :)
Jeśli chodzi o mężczyzn - mogą je odwiedzać  w liczbie ograniczonej do 120 Greków dziennie i 10 obcokrajowców za okazaniem odpowiedniej przepustki, którą wyrobić można w Biurze Pielgrzyma w Salonikach.
Jedyną dostępną dla wszystkich opcją pozwalającą obejrzeć słynne monastyry wpisane na listę UNESCO jest rejs statkiem wycieczkowym, m.in. z miejscowości Uranupuli i Ormos Panagias.
Statek nie może podpływać bliżej niż na przepisową odległość 350 metrów od brzegu.


Jak już wcześniej wspomniałam naszą kotwicę zarzuciliśmy na przylądku Sithonia w miejscowości Vourvourou /wiem, wiem - można połamać sobie język/ i muszę stwierdzić, że był to strzał w dziesiątkę. Zieloną i górzystą Sithonię  omywają wody Zatoki Kasandryjskiej oraz zatoki Toroneos, a skoro już jesteśmy w Grecji nie może również zabraknąć mitu opowiadającego dzieje jego powstania.
Przylądek wywodzi swoją nazwę od Sithona, króla Macedonii, który był synem boga morza Posejdona oraz Ossy /bogini wiadomości i plotek/. Jeśli wierzyć mitom miał on piękną córkę  Pallini, o której rękę starało się wielu adoratorów z różnych krain. Żeby ją zdobyć każdy z nich musiał się zmierzyć z Sithonem. Władca był jednak biegły w sztuce walki i Pallini przez długie lata pozostawała panną na wydaniu.
Z biegiem lat Sithonowi coraz trudniej było  pojedynkować się z młodszymi rywalami. Wymyślił więc, że dwaj kolejni stoczą pojedynek między sobą. Tak się stało i wkrótce naprzeciwko siebie mieli stanąć Kleitos i Dryantas. Serce Pallini zabiło mocniej na widok tego pierwszego.
Bojąc się o jego życie, poprosiła o pomoc jedną z dworzanek. Ta przekupiła sługę Dryantasa, żeby uszkodził jego rydwan i uniemożliwił mu zwycięstwo. Spisek jednak wyszedł na jaw i rozwścieczony Sithon postanowił spalić córkę żywcem na stosie. 
Kiedy jednak podłożono ogień, z jasnego nieba spadła ulewa, która natychmiast go ugasiła. 
Król postanowił uszanować wolę opatrzności i pozwolił zakochanym wziąć ślub. 
I pomyśleć, że to właśnie dzięki tej romantycznej historii powstała nazwa Sithonia:)

Spójrzcie na ilość plaż rozmieszczonych na zaledwie 40-kilometrowym odcinku!
Nie muszę nawet dodawać, że jakość wody w Grecji znajduje się poza wszelką konkurencją, a na Chalkidiki zlokalizowane jest aż 1/6 wszystkich plaż, które zostały oznaczone  międzynarodowym certyfikatem Błękitnej Flagi. Przyznaje się go kąpieliskom spełniającym najwyższe kryteria w zakresie ochrony środowiska, bezpieczeństwa i infrastruktury. 
Na samym półwyspie Chalcydyckim miejsc oznaczonych Błękitną Flagą jest aż 89!
Nie dość, że na każdym kroku możemy znaleźć piękne plaże odpowiadające naszym gustom, to jest jeszcze jeden dodatkowy atut przemawiający za wypoczynkiem w tej bajkowej scenerii. Wszystkie wejściówki na plaże są darmowe:)
Trzeba jedynie zapłacić za leżak i parasol, ale kwoty są naprawdę niewielkie. 
Na Sithonii "zaliczyliśmy" kilka plaż, ale ja po wstępnym rekonesansie  najchętniej wracałam na plażę Karidi, gdzie oprócz prażącego słońca mogłam relaksować się w cieniu drzew sosnowych, a piasek w tym miejscu jest gładki jak nigdzie indziej:)
Jednym słowem na Sithonii aż roi się od ilości bajkowych plaż oraz turkusowej wody i  uwierzcie mi na słowo: każda z nich zasługuje na miano "greckie Karaiby". 
Zapraszam Was więc na krótki przegląd kilku miejscówek, w których leniuchowaliśmy na maksa i zażywaliśmy słonecznych oraz morskich kąpieli:)



Karidi Beach /moja faworytka/ leży nieopodal miejscowości Vourvourou i jest jedną z najpopularniejszych i najchętniej wybieranych plaż w całej Sithonii. 
Plaża podzielona jest na kilka części. Szeroka na kilkaset metrów plaża główna oraz  malownicze i wąskie zatoczki - sprawiają, że  każdy może znaleźć własną, intymną przestrzeń.
To co wyróżnia Kardidi na tle innych plaż, to piasek o charakterystycznej pudrowej konsystencji, który w słońcu połyskuje niczym brokat i jest gładki jak aksamit.  
Woda przy brzegu nie przekracza wysokości talii , więc jest idealnym rozwiązaniem dla mniej wprawionych pływaków i dzieci. 
Przy samej plaży nie ma żadnych większych punktów gastronomicznych, ale zawsze kursuje  jakiś sprzedawca z zimnym piwem i przekąskami. Bary i restauracje znajdują się w odległości krótkiego spaceru. 
Na plaży znajduje się dużo drzew sosnowych, w cieniu których można schronić się przed słońcem. W pobliżu jest także cypel, pełen malowniczych zatoczek i skałek. 
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w folderach turystycznych reklamujących plaże Chalkidiki duża ilość zdjęć pochodzi właśnie stąd. 
Z tego miejsca możemy również podziwiać owiany legendą i osnuty notoryczną mgłą szczyt góry Athos.

A kuku:)
W tle góra Athos. Niestety nie zaszczyciła mnie ukazaniem swojego oblicza w pełnej krasie:)

Znakiem rozpoznawczym plaży Orange Beach jest wyciśnięta w skale muszla. Oprócz głównej plaży na wielu kilometrach linii brzegowej można znaleźć mnóstwo malowniczych, piaszczystych zatoczek. Część z nich jest trudno dostępna i można się do nich dostać wspinając po skałkach lub tylko od strony morza. 
Każdy może tutaj odkryć dla siebie prywatną plażę, by w samotności móc delektować się ciszą i spokojem. Liczne skałki idealnie nadają się do słonecznych kąpieli. Na prawo od plaży głównej znajduje się kamping oraz plaża dla nudystów, którzy dzielnie integrowali się z pozostałymi plażowiczami:)
   


Czy do szczęścia potrzebny jest człowiekowi drogi apartament, skoro mieszka się w takiej scenerii?

Oto i gospodarz tej nadmorskiej posiadłości. Pozwolił mi rozgościć się u siebie na tarasie:)

Mniam, mniam - arbuz zerwany na tutejszym polu smakuje wybornie:)
Chodzące przekąski:)


Klimat plaży Kalamitsi chyba najbardziej kojarzy mi się z Karaibami lub Hawajami:) Miejscowość położona jest praktycznie na samym końcu przylądka Sithonia i podobno  znajdują się tutaj  bardzo dobre restauracje. Nie spożywałam,  więc nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć. 
Jedno jest pewne - na każdym kroku czuć w tym miejscu gorące, greckie klimaty. 
I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno do Kalamitsi docierała niewielka ilość turystów. Obecnie  miejscowość jest jednym z popularniejszych kurortów na Chalkidiki dysponujących ogromnym zapleczem turystycznym.


Aloha:):)
Palemki co prawda brak, ale i tak smakuje wybornie:)

Murowane kapliczki są wszędzie.
W takim miejscu życie staje się jeszcze piękniejsze:)
Z plaży można udać się na spacer pośród gajów oliwnych i podziwiać okolicę z góry.


Pasące się kozy w Grecji to codzienność. Niestety wychodzą na drogę w najmniej oczekiwanym momencie.

Moi Drodzy:):):)
pozdrawiam Was bardzo serdecznie 
i dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze.
Życzę Wam, żeby promyczki naszej Polskiej Złotej Jesieni
świeciły w naszych sercach jak najdłużej:):)

Grecja - Chalkidiki /Sithonia/ - wrzesień 2018

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...