czwartek, 11 stycznia 2018

Podążając śladami cesarzowej Sissi - Pałac Godollo


Myślę, że mało jest osób, dla których słowo "Sissi" brzmi nieznajomo. Napisano o niej co najmniej kilka książek i nakręcono również nie jeden film.  No cóż, ta temperamentna osóbka z całą pewnością zawsze zasługiwała i nadal zasługuje na poświęcenie jej większej uwagi.
Już kiedyś napisałam post o podobnie brzmiącym tytule z tą różnicą, że jego akcja miała miejsce w austriackim miasteczku Bad Ischl /tutaj/, w którym nasza bohaterka od czasu do czasu pomieszkiwała, jeździła konno i spacerowała po pięknym parku oraz okolicy.
Tym razem będziemy podążać śladami Elżbiety Bawarskiej po jej ukochanym, węgierskim  kraju. Brzmi troszkę niewiarygodnie, gdyż Sissi urodziła się w Bawarii i tam właśnie spędziła dzieciństwo oraz wczesną młodość. 
W wieku 17 lat!!! została żoną austriackiego cesarza Franciszka Józefa,  więc w konsekwencji zamieszkała na dworze wiedeńskim i to właśnie on powinien stać się bliski jej sercu. Niestety Sissi  tak naprawdę Wiednia nigdy nie pokochała, czując się w nim obco. Jej niepokorna natura ciągle pchała ją w kierunku tego co nieznane i nieoczywiste, a wszelkie dworskie konwenanse po prostu ją nudziły, dlatego opuszczała dwór przy każdej nadarzającej się okazji.
Co tu dużo mówić - Sissi była nieposkromioną indywidualistką, żyjącą we własnym świecie i spełniającą swoje, niejednokrotnie dziwne zachcianki. Zupełnie wybiegała poza wszelkie ramy epoki, w której przyszło jej żyć. I za to właśnie lubię ją najbardziej:)
Na przykład - w jednym z cesarskich apartamentów w pałacu Hofburg w Wiedniu oraz w pałacu Godollo na Węgrzech, urządziła dla siebie salę ćwiczeń /siłownię/. Uwielbiała jeździć konno /siedząc w siodle jak mężczyzna/ i polować. Kobiety w XIX-wiecznym Wiedniu nie były zbyt oczytane, a poza kreacjami i balami nie za bardzo interesowały się nauką, sztuką czy polityką. Sissi władała kilkoma językami obcymi /do perfekcji opanowała również, uchodzący za jeden z trudniejszych - język węgierki/.  Oczywiście nie muszę wspominać, że swoim prowokacyjnym zachowaniem  wywoływała nieustanne skandale, a od plotek huczał cały Wiedeń. 
Ona po prostu robiła swoje i można by rzec, że była celebrytką na miarę swoich czasów.
Owszem, cesarzowa Elżbieta była również  wybitnie rozkapryszona, a na jej fanaberie cesarz Franciszek wydawał fortunę. No cóż, zakochany mężczyzna zupełnie traci głowę, a mężczyzna bardzo bogaty traci do tego jeszcze pieniądze:)
Kiedy Sissi odbyła jedną ze swoich zagranicznych  wycieczek na Korfu /uwielbiała podróżować i bardzo kochała kulturę starożytną, a Grecję darzyła ogromnym sentymentem/ - jej pragnieniem stało się wybudowanie pałacu na tej wyspie. 
Co zrobił Franciszek? Oczywiście  spełnił marzenie swojej ślicznej żoneczki i po dziś dzień  możemy podziwiać na Korfu piękny pałac Achilleon, który  podobno jest trochę zapuszczony. Czy ktoś z Was może to potwierdzić? Ja niestety nie dotarłam jeszcze na tę wyspę:) 
Od razu Was uprzedzam, że dzisiaj będzie bardzo dużo słowa pisanego, bo prawda jest taka, że na temat Sissi  mogłabym pisać i pisać w nieskończoność:)
Jeśli kogoś z Was interesuje postać tej niezwykłej kobiety - polecam Wam świetną książkę autorstwa Brigitte Hamannn zatytułowaną  "Elżbieta Bawarska". 
A teraz wracam już na ziemię i wyjaśniam związek łączący węgierski pałac Godollo z osobą  naszej bohaterki.
Otóż, prawda jest taka, że Sissi kochała Węgry całym swoim sercem, a istnieją również niepotwierdzone przesłanki, że nie tylko Węgry. 
Była oficjalną zwolenniczką ustroju republikańskiego, podczas gdy jej mąż Franciszek Józef wierny był monarchii. Przebojowa Elżbieta dążyła do reform, a ustatkowany cesarz marzył o spokoju, zarówno w domu jak i polityce. Ogień i woda - tak można by określić ich związek.
A co dzieje się w sytuacji kiedy ogień spotyka się z ogniem? Wiadomo, wybucha ogromny pożar:)
Taka właśnie sytuacja miała miejsce, gdy Elżbieta spotkała na swojej drodze węgierskiego zapaleńca i rewolucjonistę  - hrabiego Guya Andrassiego. Podobne poglądy, podobne temperamenty nie mogły pozostać bez echa:)


A skąd właściwie wzięła się ta "płomienna" miłość Elżbiety do kraju węgierskiego? 
Wydaje się, że wynikała ona przede wszystkim z jawnej niechęci cesarzowej do sztywnej etykiety  dworu wiedeńskiego, a jej zainteresowanie Węgrami rosło w miarę pogarszania się stosunków z tymże dworem oraz zaborczą i żądną władzy teściową, która za wszelką cenę chciała podporządkować sobie oraz przejąć całkowitą kontrolę nad życiem swojej synowej.  
Gdy Sissi urodziła pierwsze dziecko, arcyksiężna Zofia od razu zdecydowała, że to właśnie ona zajmie się jego wychowaniem. Również kolejne dziecko przekazano pod opiekę żądnej władzy  teściowej. 
Dopiero przy czwartym porodzie Sissi przeforsowała swoje matczyne prawa, wyznając: "Teraz wiem jakie to niewymowne szczęście mieć dziecko. Teraz mam już odwagę je kochać i pozostawić przy sobie. Moje starsze dzieci natychmiast mi zabierano. Mogłam widzieć się z nimi tylko, gdy arcyksiężna Zofia wydała na to pozwolenie. Ona była też zawsze obecna, kiedy odwiedzałam dzieci. Wreszcie zrezygnowałam z walki i rzadko odwiedzałam własne dzieci".
Myślę, że dla matki był to wystarczający powód do tego, żeby zniechęcić się, a nawet znienawidzić pewne miejsca oraz pewne osoby. 

W latach pięćdziesiątych Węgry, nie wyłączając szlachty pozostawali w opozycji do dworu wiedeńskiego, a majątki tamtejszych arystokratów biorących udział w rewolucji 1848-49 skonfiskowano, w efekcie czego wielu z nich żyło na wygnaniu lub zostało osadzonych w więzieniu.
Sissi ciągle "suszyła" głowę Franciszkowi, żeby darował wymierzone kary.  Dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych, po tym jak cesarz zwrócił im majątki i darował karę więzienia albo nawet zniósł karę śmierci /jak w przypadku Gyuli Andrassyego/ - rewolucjoniści wrócili do Budapesztu. 
Jednak dla dworu wiedeńskiego nadal pozostali rebeliantami i spotykali się z ciągłym brakiem zaufania i pogardą. Zwłaszcza arcyksiężna Zofia /matka cesarza Franciszka/ nie ukrywała, że Węgrów uważa za zatwardziałych rebeliantów. Odznaczali się bowiem pewnością siebie i dumą, której władca absolutny z "Bożej łaski" nie mógł tolerować u poddanych. Tak to sobie przynajmniej wyobrażała arcyksiężna.
Z kolei Sissi miała zupełnie odrębne zdanie, dlatego nigdy nie mogła dojść do porozumienia z teściową. Dla niej wszyscy ludzie byli równi, natomiast Zofia oficjalnie nienawidziła "woli ludu".
Po upadku węgierskiej rewolucji unieważniono dawne przywileje oraz starą konstytucję. Węgry były więc zarządzane centralnie - z Wiednia, co stanowiło ciągłą prowokację. 
Od 1848 do 1867 roku /przez prawie 20 lat/ były buntowniczą, niespokojną prowincją, którą trzeba było trzymać w ryzach przy pomocy silnej załogi wojskowej, a każda podróż na Węgry dla młodego cesarza była ogromnym ryzykiem osobistym. 
Sissi jako bystra obserwatorka życia politycznego wiedziała, że taki stan rzeczy nie przyniesie nic dobrego. Początkowo znała niewielu Węgrów, potem jednak zaczęła się spotykać z magnatami węgierskimi, którzy w Budapeszcie zawsze witali ją z ogromnym entuzjazmem. Cesarzowa będąc na Korfu spotkała Imra Hunyada - Węgra, który nauczył ją pierwszych słów po węgiersku. Po powrocie z Korfu cesarzowa postanowiła regularnie uczyć się węgierskiego. Pomysł ten nie przypadł oczywiście do gustu teściowej, a sam cesarz również nie był zachwycony - twierdząc, że język ten jest dla niej za trudny. 
Wiadomo, że dla Sissi słowa krytyki stanowiły jeszcze większą motywację i ku ogólnemu zaskoczeniu opanowała ten język perfekcyjnie. Teraz już swobodnie mogła konwersować z węgierskimi przyjaciółmi. Gdy miała sobie wybrać damę do towarzystwa - oczywiście zdecydowała się na węgierkę - Idę Ferenczy.  Jej znaczenia w biografii Sissi nie sposób przecenić. Była najlepszą powiernicą i służyła jej wiernie przez 34 lata - aż do śmierci cesarzowej.
Ida Ferenczy - zdj. internet

Jedno jest pewne - Ida Ferenczy miała powiązania z węgierskimi liberałami, którzy pracowali nad ugodą z dworem wiedeńskim, a nawiązanie dobrych stosunków z cesarzową mogłoby im w tym zdecydowanie pomóc. 
Jako pierwszy krok w kierunku pojednania króla z Węgrami politycy widzieli wizytę Franciszka Józefa w Budapeszcie. Zaledwie po kilku tygodniach przebywania w otoczeniu cesarzowej - Ida zdołała ją przekonać  o konieczności takiej wizyty. Cały dwór wiedeński wiedział już o zaangażowaniu się Sissi w sprawę Węgier.
W czerwcu 1865 roku  po wielu naciskach ze strony Węgier oraz własnej żony - Franciszek Józef odbył tę podróż i przy okazji poczynił pewne ustępstwa: zniósł jurysdykcję wojskową, ogłosił amnestię za wykroczenia prasowe. Te skromne posunięcia nie wystarczyły jednak Węgrom. Nadal obstawali przy żądaniu ponownego wprowadzenia konstytucji węgierskiej i koronacji Franciszka na króla Węgier. 
Niebagatelną rolę odgrywał w tych pertraktacjach hrabia Gyula Andrassy, sprawujący najważniejsze funkcje polityczne na Węgrzech. Regularnie korespondował z  Idą Ferenczy, a dzięki temu również Sissi była informowana o jego poglądach politycznych, które były bliskie jej sercu oraz o jego pełnym przygód życiu prywatnym. 

Gyula Andrassy - zdj. internet

Andrassy powrócił do ojczyzny z emigracji dopiero w roku 1858 - po zniesieniu przez cesarza wyroku śmierci za czyny z lat rewolucji. Był człowiekiem wielkich idei i pomysłów - nie lubił się rozdrabniać, a racji swoich bronił z ogromną pewnością siebie i temperamentem. Podobnie jak cesarzowa Sissi
Po raz pierwszy ich drogi skrzyżowały się w roku 1866. Ona miała wtedy dwadzieścia osiem lat, a on czterdzieści dwa. Sprawy Węgier były w toku. Gdy do Wiednia przybyła delegacja węgierskiego parlamentu, na czele z prymasem, żeby oficjalnie zaprosić cesarza Franciszka do ich kraju i złożyć mu życzenia urodzinowe - pojawienie się Sissi wprawiło wszystkich w zachwyt. 
Andrassy nie mógł od niej oderwać oczu. Miała na sobie  węgierski strój narodowy, który ozdobiony był bogatymi łańcuchami pereł i diamentów. 
Ku ogólnemu zdziwieniu i zaskoczeniu wszystkich obecnych - cesarzowa podziękowała prymasowi za życzenia w spontanicznej mowie, wygłoszonej bezbłędnie po węgiersku. Mowa ta została przyjęta z ogromnym entuzjazmem. 
Wieczorem delegacja węgierska została zaproszona na przyjęcie. Tym razem Sissi pojawiła się w białej sukni z trenem oraz perłami wplecionymi w długie włosy. Wtedy właśnie odbyła się pierwsza rozmowa cesarzowej z Gyulą Andrassym - oczywiście po węgiersku. 
Cesarzowa wtedy powiedziała: "Widzi pan, boli mnie, kiedy sprawy cesarza wyglądają źle we Włoszech, ale kiedy to samo dzieje się na Węgrzech - to mnie zabija".
Wszystko to było naturalnie zasługą Idy Ferenczy. Andrassy wiedział, że w Elżbiecie znalazł orędowniczkę sprawy Węgier. 
Ku niezadowoleniu wiedeńskiej partii dworskiej, para cesarska rozpoczęła pod koniec stycznia 1857 r. spotkanie z Budapesztem. Zaistniała nadzieja na rozwiązanie wieloletniego konfliktu.
Oczywiście hrabia Andrassy cały czas przebywał w pobliżu cesarzowej, a złośliwe gazety komentowały fakt, że para ta zbyt dobrze się bawi  podczas przyjęć dworskich, rozmawiając oczywiście  w języku węgierskim, którego damy dworu kompletnie nie rozumiały.

Sissi - zdj. internet

W Budapeszcie Elżbieta znajdowała się całkowicie pod wpływami węgierskimi. Swoimi listami wywierała coraz większy nacisk na swojego cesarskiego małżonka, popierała węgierskie żądania i zmuszała Franciszka do pośpiechu w ich wypełnianiu. 
Sissi była posłusznym, a nawet fanatycznie oddanym narzędziem Gyuli Andrassyego i jego politycznych celów. Doskonale umiał wzbudzić w niej poczucie, że jest ona ratunkiem dla Austrii oraz Węgier. 
Cesarz czuł się osaczony ze wszystkich stron. Na dworze wiedeńskim dawały znać o sobie nastroje antywęgierskie, a jego żona niezmordowanie pisała entuzjastyczne listy w tej sprawie. Do Wiednia zaglądała bardzo rzadko, a jeśli już to robiła, to cały czas zaprzątała głowę Franciszka węgierskimi żądaniami.
Sissi nie za bardzo okazywała zrozumienie dla trudnej sytuacji politycznej Austrii i nawet w czasie największego kryzysu ekonomicznego zapragnęła kupić dla siebie zamek. Zamiast troszczyć się o potrzeby cesarstwa, cesarzowa widziała tylko swoją wygodę i chęć osiedlenia się na ukochanych Węgrzech. Chciała więc kupić zamek na wsi - wiedziała już nawet jaki: Godollo. Można powiedzieć, że Sissi dopięła swego.
W połowie lutego 1867 roku Węgrzy przeforsowali ugodę, która tak naprawdę była wspólnym dziełem cesarzowej Elżbiety oraz hrabiego Andrassyego
Ponownie została wprowadzona z życie konstytucja węgierska. Z cesarstwa austriackiego powstało państwo unijne Austro-Węgry z dwiema stolicami: Wiedniem i Budapesztem, dwoma parlamentami, dwoma gabinetami. Gyula Andrassy został powołany na pierwszego premiera Węgier. 
Przygotowania do koronacji pary cesarskiej trwały kilka tygodni. Ceremoniał 4-dniowych uroczystości był tak skomplikowany, że koniecznym okazało się przeprowadzenie próby generalnej z udziałem cesarzowej i cesarza. 
Dzień koronacji miał miejsce 8 czerwca 1867 roku w kościele św. Macieja w Budapeszcie. Podczas  uroczystości kościelnych prymas namaścił Franciszka Józefa, a hrabia Andrassy /w zastępstwie palatyna/ nałożył mu koronę. Również Elżbieta została namaszczona na królową i spełnił się w końcu jej sen o połączeniu obu państw.


Z okazji koronacji naród węgierski podarował parze królewskiej pałac Godollo  jako własność prywatną. Budowla pochodzi z XVIII wieku, a jej  twórcą był Antal Grassalkovich - jeden z najwybitniejszych przedstawicieli szlachty węgierskiej. Magnat był bliskim współpracownikiem Marii Teresy, która osobiście odwiedziła pałac dwa lata po jego ukończeniu. 
W XIX wieku ród Grassalkovichów wymiera i pałac przechodzi z rąk do rąk, aż w końcu w roku 1867 ta wspaniała rezydencja staje się prezentem koronacyjnym dla Franciszka Józefa oraz Elżbiety. 
Dar ten oznacza w końcu jej tryumf. Co prawda wcześniej szanowny małżonek z powodu braku funduszy odmówił zakupu tej posiadłości, ale i tak jej marzenie się ziściło. A spełnił je nie kto inny jak hrabia Andrassy - w imieniu wdzięcznego narodu węgierskiego.
Oficjalnie para cesarska przyjeżdżała tu głównie wiosną i jesienią, chociaż Sissi robiła to znacznie częściej, uciekając od wiedeńskiego blichtru i etykiety.
Pałac do II wojny światowej pełnił funkcję rezydencji regenta Węgier. Dopiero w 1944 roku splądrowały go wojska niemieckie i radzieckie, a po wojnie przez 40 lat w budynkach gospodarczych stacjonowała Armia Czerwona, natomiast w głównym skrzydle urządzono dom starców.
Remont kompleksu rozpoczął się w 1985 roku, a po 11 latach otwarto dla zwiedzających pierwsze sale Pałacu Królewskiego wraz z salą paradną i dawnymi komnatami cesarskimi na czele.  
W 100-ną rocznicę śmierci cesarzowej Sissi,  oddano również do ekspozycji salę poświęconą jej osobie.
Powiem Wam w sekrecie, że nie łatwo było wyrolować kobitki, które bardzo skrupulatnie pilnowały królewskich apartamentów przed wszechobecnymi fotografami, w postaci ciekawskich turystów.
No cóż, mnie jak zwykle udało się pstryknąć kilka fotek, więc zapraszam Was również do pałacowych wnętrz:)

Oto współczesna wersja Sissi w stroju light:):):)
Elżbieta i Franciszek w strojach koronacyjnych. Obok , z ręką uniesioną ku górze  - Gyula Andrassy.
Apartamenty cesarskie
Sala paradna jest naprawdę paradna:)

Chociaż rozmachem i przepychem zachwycają przede wszystkim schody pałacu i słynąca ze wspaniałej akustyki sala paradna, to największe wzruszenie i zainteresowanie zwiedzających budzą wyraźnie fiołkowe komnaty Sissi. 
Był to ulubiony kolor cesarzowej i dlatego  w tych właśnie odcieniach zaaranżowała swoje pokoje. 
I chociaż w roku 1879 wszystkie komnaty pary cesarskiej przerobiono tak, by zgodne były z wiedeńską kolorystyką: bielą, czerwienią i złotem, to jednak podczas renowacji zdecydowano się na "fiołki" w pokojach Sissi, żeby lepiej oddać osobowość cesarzowej, o której można by rozprawiać w nieskończoność. 
Z jednej strony patrząc na Elżbietę przez pryzmat szklanego ekranu, widzimy w niej zazwyczaj piękną, inteligentną oraz wrażliwą osobę o artystycznej duszy i łagodnym sercu. Jednak ta druga strona medalu odbiega troszkę od propagowanego telewizyjnego wzorca. 
Jedno jest jednak pewne. Sisi była kobietą nietuzinkową, wykraczającą poza wszelkie konwenanse oraz ramy czasowe, w których przyszło jej żyć i pewnie dlatego jej postać od zawsze budziła i nadal budzi sporo kontrowersji. Jeśli chodzi o mnie - jedyne słowa jakie przychodzą mi do głowy to: szacunek oraz podziw. 
Dla mnie Sissi jest dowodem na to, że jeśli się czegoś bardzo pragnie i chce - można to osiągnąć. Oczywiście nie za wszelką cenę. 



Godollo to również zachwycający i gigantyczny park, z mnóstwem kwitnących roślin oraz budynkiem palmiarni. 
Nie dziwię się, że kompleks ten tak bardzo przypadł do gustu Sissi. Jest to idealne miejsce zachęcające do wypoczynku, refleksji i zadumy. Park stanowi również idealny plener  dla odbywających się tutaj nieustannie sesji ślubnych, a w przypadku cesarzowej - był zapewne miejscem, w którym oddawała się swojej ulubionej formie wypoczynku, czyli jeździe konnej.
Czy warto odwiedzić Godollo? Ocenę pozostawiam Wam - moi drodzy czytelnicy oraz obserwatorzy:):):)

Pomnik Sissi


Dziękuję bardzo za pozostawione komentarze 
 i życzę Wam spokojnych oraz dobrych dni:)




Oprac. na podstawie książki B. Hamann pt. "Elżbieta Bawarska"

Węgry, Godollo - wrzesień, 2018
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...