piątek, 20 lipca 2018

Czy cuda nadal się zdarzają?

"Bo zaprawdę powiadam wam: 
Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy,
powiecie tej górze:  Przesuń się stąd tam! - a przesunie się.
I nic niemożliwego nie będzie dla was"
Ew. Mat. 17,20


Ostatnimi czasy miałam wielką przyjemność i zaszczyt poznać niezwykłego człowieka, który przez ostatnie 15 lat swojego życia służył i nadal służy jako misjonarz w jednym z najbiedniejszych krajów świata.
Gdybym spotkała go przypadkiem na ulicy - pomyślałabym - biedny, chudziutki i niepozorny emeryt, bojący się pewnie własnego cienia. Jakże pozory potrafią wprowadzić człowieka w błąd.
Kiedy stanął za pulpitem i zaczął swoją opowieść, wszyscy słuchacze otwierali oczy ze zdziwienia i wytężali słuch z wrażenia. Nie dlatego, że posiadał jakieś wybitne zdolności oratorskie, czy przemawiał szczególnie ekspresyjnie, ale historie które przedstawiał brzmiały wprost niewiarygodne i gdybym nie usłyszała ich na własne uszy od człowieka będącego ich naocznym świadkiem - pewnie uznałabym je za zbyt przerysowane i wyolbrzymione.  
Przedstawiam Wam dzisiaj pochodzącego z Czech - pastora Milana MOSKALĘ będącego jednocześnie lekarzem stomatologiem,  który od kilkunastu lat stara się pomagać ludziom mieszkającym na ulicach Bangladeszu.
Ze względu na ograniczoną ilość środków finansowych i ogromny wymiar potrzeb, pastor  szukał sposobu najefektywniejszego dożywiania najmłodszych. Tamtejsze dzieci bardzo często chorowały, a  ich uzębienie świadczyło o totalnym braku witamin. Zastanawiał się jak temu zaradzić. Podjął próby  wypieku pełnoziarnistego chleba, gotowania potrawek warzywnych z ryżem, ale tym co przyniosło najszybsze efekty zdrowotne  w sensie fizycznym, jak i intelektualnym okazały się banany! Jeden banan dziennie dla jednego dziecka ratował mu życie i pozwalał się rozwijać! Prawda, że niesamowite? Po jakimś czasie okazało się, że ten jeden banan miał zbawienny wpływ na  zdrowie dzieci. Brzmi irracjonalnie. A jednak. 
Dla tych, którzy mieliby ochotę na bliższe zapoznanie się z misją Milana Moskali podaję link:

Pastor opowiadał, że kiedy dzieci na ulicy dostawały banany, ich radość była porównywalna do tej jaką odczuwają nasze dzieci na widok najnowszej generacji telefonu komórkowego:):)
Milan Moskala to człowiek wielkiego serca. Z jego inicjatywy w Bangladeszu powstały uliczne szkoły. Tak, tak uliczne. Ponieważ nie ma tam zbyt wielu budynków przeznaczonych na edukację, a dzieci jest bardzo dużo - pastor zorganizował kilku tamtejszych nauczycieli, którzy chętnie przekazywali wiedzę mniejszym oraz większym dzieciakom, siedzącym wprost na ulicy. 
Milan Moskala zorganizował również w Bangladeszu "klinikę stomatologiczną" świadczącą usługi dla najbiedniejszych mieszkańców miasta.
Widziałam, że mój syn oglądając wyświetlane slajdy był "troszkę" zszokowany. I wiecie co? Doszłam do wniosku, że niejednemu z nas przydałaby się od czasu do czasu taka szkoła życia. Jestem przekonana, że przebywając w takich warunkach chociażby przez jeden miesiąc - z ogromną pokorą podchodzilibyśmy do otaczającej nas rzeczywistości, a narzekanie i biadolenie schowalibyśmy bardzo głęboko - na samym dnie kieszeni.
Potrafilibyśmy również okazywać większą wdzięczność naszemu Stwórcy za wszystkie dobre rzeczy, które spotkały nas w życiu.
 

Zanim przejdę do dalszej części opowieści muszę wtrącić kila słów o Bangladeszu. 
Czy wiecie, że powierzchnia tego państwa wynosi 144 tys. km kw., czyli mniej niż połowa Polski - a zamieszkuje go prawie 170 mln ludzi!!!
Bród, smród i ubóstwo, a w przypadku Bangladeszu dodać należy jeszcze ogromne przeludnienie. Niestety, ale takimi właśnie słowami można określić to niechlubne miejsce na naszej Ziemi. 
Kiedy pastor Moskala opowiadał o codziennym życiu jego mieszkańców i pokazywał zdjęcia tych ludzi, uwierzcie mi - nikt z nas - absolutnie nikt nie ma prawa narzekać na to, że w Polsce panuje niedostatek, a ludziom żyje się źle.
My nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić biedy, głodu oraz ekstremalnych warunków mieszkaniowych z jakimi muszą borykać  się na co dzień ci ludzie. 




A teraz opowiem Wam jedną z wielu niezwykłych historii przedstawionych przez Milana Moskalę.  Uwierzcie mi - było ich naprawdę sporo.

Wiadomo, że  mimo różnic kulturowych, wyglądu skóry, czy statusu majątkowego - tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami i mamy podobne potrzeby, a dzieci jak to dzieci - w każdym zakątku świata są spontaniczne, ciekawskie  i chcą się bawić.
Niestety nie zawsze taka zabawa ma szczęśliwe zakończenie. W pewnej bangalskiej wiosce grupka chłopców w wieku 3-9 lat wybrała się nad staw, żeby łowić ryby. Jeden z nich /najmłodszy/ wpadł do wody. 
Dziecko pochodziło z rodziny chrześcijańskiej, a wiadomo, że dominującą religią w Bangladeszu jest Islam. Około 80% społeczeństwa to muzułmanie. Ludzie z tej wsi wyznawali również religię plemienną,  więc  kontakt z duchami przodków oraz wszelkiego rodzaju bóstwami był na porządku dziennym. 
Chrześcijanie żyjący w tego typu środowisku naprawdę nie mają łatwego życia i już za samą przynależność do tej denominacji religijnej  bardzo często są prześladowani.

Chłopiec utonął i w wodzie spędził pięć godzin!!!

Pozostałe dzieci, zamiast natychmiast powiadomić rodziców o całym zajściu - przestraszyli się i pouciekali do swoich domów.
Dopiero po kilku godzinach kiedy rodzice chłopca zaniepokojeni jego nieobecnością zaczęli go szukać - tamci wskazali na nieszczęsny staw. Niestety było już za późno.

Mieszkańcy wioski również zjawili się na miejscu zdarzenia i według nich -  jedynym i logicznym argumentem tłumaczącym ten tragiczny incydent był fakt, że rodzice dziecka przyjmując wiarę chrześcijańską, sprzeniewierzyli się duchom przodków, które w ten właśnie sposób ich pokarały.
Możecie sobie wyobrazić jak okrutny los gotował się małej grupce chrześcijan wraz z kilkoma służącymi tam misjonarzami. Nie do pozazdroszczenia.
Zwłoki dziecka wyłowione po kilku godzinach ze stawu leżały na ziemi i wyglądały bardzo nieciekawie. Jego ciałko było już lekko opuchnięte i sine.
Kilku misjonarzy, rodzice dziecka oraz parę innych osób upadło na kolana i rozpoczęło żarliwą modlitwę. Oczywiście nie jestem w stanie dokładnie zacytować wszystkich słów  skierowanych do Boga, ale po upływie kilkunastu minut żarliwej modlitwy dziecko zakaszlało, usiadło na ziemi i powiedziało: "jestem głodny". 
Kiedy zgromadzeni ludzie zobaczyli ten cud - przerazili się, a rodzice chłopca jeszcze bardziej wielbili Boga. I wiecie co się stało?
Mieszkańcy wsi, którzy byli naocznymi świadkami tego niezwykłego wydarzenia postanowili porzucić swoje dotychczasowe "religijne" praktyki i przyjęli chrzest w wierze chrześcijańskiej. Stwierdzili, że duchy ich przodków do których zanoszą gorliwe modlitwy nigdy nie dokonały takiego cudu, a Bóg chrześcijański nawet zmarłym przywraca życie.

Być może gdyby tę historię opowiadał mi ktoś "trzeci" uznałabym ją za nieprawdziwą, ale Milan Moskala osobiście rozmawiał z tym chłopcem i pokazywał jego zdjęcia. Ta historia miała miejsce kilka lat temu, więc teraz dziecko jest już starsze, a zapytane o to kim chciałby zostać gdy dorośnie, bez słowa zastanowienia odparł: "Chcę służyć Bogu".
Bardzo żałuję, że nie zabrałam na spotkanie  aparatu fotograficznego i nie mogę pokazać Wam  zdjęć wskrzeszonego chłopca, ale sami musicie przyznać, że historia jest niezwykła.
Słusznie powiedziano, że "wiara może góry przenosić". 

Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii dotyczących tego wydarzenia - cudu. 
Czy można logicznie i naukowo wytłumaczyć fakt 5-godzinnego przebywania pod wodą, bez tlenu? I czy po tak długim czasie ludzkiemu organizmowi można przywrócić czynności życiowe? Zarówno nauka jak i logika odpowiadają, że nie.
Jezus wskrzesił Łazarza trzy dni po śmierci, a ja jestem przekonana, że Bóg wskrzesił tego chłopca pięć godzin po zatonięciu.

W ewangelii Marka 16,17-18 Jezus mówi takie słowa: 
"Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą, węże brać będą do rak, i jeśli co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie".

Jezus powiedział również, że aby doświadczyć prawdziwej mocy Bożej wystarczy mieć wiarę jak ziarno gorczycy - czy jest to tylko tyle, czy aż tyle?



Moi Drodzy bardzo dziękuję za wszystkie miłe komentarze 
pod moim "rocznicowym postem:)

Życzę Wam - aby wiara, nadzieja i miłość 
nigdy Was nie opuszczały:) 


Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...