piątek, 9 października 2020

Hallstatt - perełka Górnej Austrii:)

"Wszystko, co możesz sobie wyobrazić - natura już to stworzyła"
Albert Einstein

Kto chociaż raz odwiedził Halsstatt - ten wie, że przy pierwszej nadarzającej się okazji wróci tutaj ponownie.  Nie na darmo w rankingu najpiękniejszych austriackich miast plasuje się na pierwszym miejscu, a ja pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że należy do ścisłej europejskiej czołówki.
Hallstatt to miasto pocztówka i obowiązkowy punkt programu podczas wizyty w Górnej Austrii. W wakacje bywa tu nieznośnie tłoczno – brakuje miejsc parkingowych, a wąskimi uliczkami, po schodkach przeciskają się tłumy turystów z całego świata, by zająć najdogodniejsze miejsca na tarasach widokowych, ruszyć w rejs, czy usiąść w restauracji. Ukochali je szczególnie Japończycy oraz Chińczycy i rzeczywiście ... kiedy parę lat temu byliśmy tutaj po raz pierwszy, wspomniane nacje wiodły prym w obleganiu miasta. Aktualnie koronawirus zweryfikował wszelkie plany dalekich podróży, więc Hallstatt ma szansę na złapanie krótkiego oddechu od tłumu wszechobecnych turystów.
 

Aż trudno uwierzyć, że aktualnie panuje tu względny spokój i cisza - jak za starych, dobrych czasów. Pierwszą drogę prowadzącą do miasta zbudowano dopiero w XIX wieku, a wcześniej wiodły do niego tylko szlaki piesze lub ewentualnie rzeczne.

Wyobraźcie sobie, że Chińczycy również mają swoje Halsstatt, a konkretnie jego podróbkę.  Parę lat temu świat ogarnęła wiadomość o procesie, w którym władzom Szanghaju zagrozili przedstawiciele austriackiego regionu Salzkammergut, w sprawie o tzw. "chińskie podróbki". Jednak z tą różnicą, że ta podobno całkiem udana "podróba"  dotyczyła nie jednej konkretnej rzeczy - lecz całej alpejskiej doliny!!!

Chińczycy z prowincji Guangdong wybudowali kosztem prawie miliarda dolarów podróbkę miasteczka Hallstatt. Nad sztucznym jeziorem stanęły kopie kościoła i domów znad Hallstätter See, a przechadzając się uliczkami imitującymi austriacki pierwowzór, można zajrzeć do kafejek i restauracji, gdzie na gości czekają skośnookie kelnerki w tradycyjnych alpejskich strojach, oferujące chińskim turystom kawę po wiedeńsku i apfelstrudel. Oczywiście przyrządzone po chińsku:)

Początkowo Austriacy byli mocno zszokowani i oburzeni faktem, że Chińczycy skopiowali ich miasto - w dodatku nie pytając o zgodę. Jednak po jakimś czasie burmistrz prawdziwego Hallstatt doszedł do wniosku, że jest to przecież bardzo dobra promocja miasta, a Chińczycy którzy będą je odwiedzać zostawią przy okazji pokaźną gotówkę. 

Udał się więc na oficjalne otwarcie chińskiego Hallstatt, podpisał umowę o współpracy, a Chińczycy rzeczywiście walą drzwiami i oknami, żeby porównać kopię z oryginałem:) 

Nie wiem jak wygląda chińskie miasto, ale to austriackie na pewno jest zjawiskowe 👀



 
Przemierzając łodzią jezioro Hallstätter See można dopłynąć do starego białego zamku, stojącego dokładnie na przeciwnym brzegu od miasteczka. Z budowlą wiąże się pewna mrożące krew w żyłach historia. 
W 1668 roku zmarł ówczesny pan zamku, właściciel lokalnej kopalni soli. Kiedy wykonawcy jego ostatniej woli odczytali pozostawiony przez mężczyznę testament, mieszkańców Hallstatt musiał z pewnością przeszyć zimny dreszcz. Właściciel zamku zażyczył sobie bowiem, aby w każdą rocznicę jego śmierci trumna z jego ciałem była wyciągana z grobowca, umieszczana w specjalnym czółnie i puszczana na jezioro.
O poranku ciało miało być na nowo umieszczane w grobowcu. Pływająca trumna stała się lokalną tradycją na ponad dwie dekady. 
Dopiero pod koniec XIX wieku rytuałowi sprzeciwił się lokalny biskup i pośmiertne wycieczki pana się skończyły. No cóż, mają czasem ludzie dość oryginalne pomysły:)
 
Zdjęcie zamku - internet
 
Skoro już jesteśmy przy tematyce życia pozagrobowego, absolutnie nie można pominąć wizyty w Kaplicy św. Michała, gdzie w kostnicy znajduje się około 1200 ludzkich czaszek - w tym 600 z nich jest podpisanych i pięknie udekorowanych. Pod półką z czaszkami leżą również sterty kości. Brrr!!!
Najstarsze pochodzą z XII wieku, ale można też znaleźć kilka względnie nowych. Najmłodsza - to znaczy ostatnia czaszka, która została tutaj umieszczona pochodzi z 1995 roku i należy do kobiety /zachował się złoty ząb/, której ostatnim życzeniem zapisanym w testamencie było pochowanie właśnie w "Kaplicy czaszek."  
Skąd taki makabryczny pomysł? Hallstatt to małe miasteczko wciśnięte między góry a jezioro. Mieszkańcy tych okolic od zawsze borykali się z problemem niedostatku wolnej ziemi pod pochówki. Z czasem więc powstał zwyczaj odzyskiwania miejsc na lokalnym cmentarzu. Kiedy zbliżał się pogrzeb kolejnego "hallstatczyka", rozkopywano najstarszy grób, wyciągano z niego czaszkę i w to miejsce chowano kolejną osobę. Czaszki natomiast podpisywano, nanosząc na nie dekoracyjne inskrypcje – imię i nazwisko zmarłego lub jego inicjały, a następnie składano do przycmentarnej kaplicy.
Malowidła na czaszkach nie są przypadkowe i mają znaczenie symboliczne. Liść dębu -  to znak sławy i chwały. Liść laurowy - oznacza zwycięstwo, bluszcz - jest znakiem życia,
a róża znakiem miłości. Czaszki położone na książkach należą do księży - duchownych.
Szczerze mówiąc dziwne to uczucie obcować sam na sam z tak pokaźną ilością czaszek ...
 



Obiecałam sobie, że jeśli kiedykolwiek wrócę do Hallstatt koniecznie muszę wjechać kolejką na punkt widokowy górujący nad miastem i odwiedzić najstarszą na świecie Kopalnę Soli "Salzwelten". Niestety, ze względu na obostrzenia związane z covidem - zrezygnowaliśmy z wejścia do środka.  

Wydobycie soli rozpoczęło się na tym terenie prawdopodobnie już w piątym tysiącleciu przed Chrystusem, natomiast ok. 1200 r. p.n.e. powstaje w Hallstatt pierwsza kopalnia, uznawana za najstarszą na świecie. Na „białym złocie” wyrosło prawdziwe bogactwo regionu Salzkammergut - obecnie wpisanego na listę UNESCO

W 1607 r. powstał w tym miejscu 40-kilometrowy rurociąg transportujący solankę do Ebensee, który obecnie jest najstarszym funkcjonującym obiektem tego typu. Intensywne wydobycie soli w Hallstatt wkrótce się skończyło, ale udostępniona turystom kopalnia jest jedną z największych atrakcji miasta. 
Dziś można ją zwiedzać - spacerować tunelami, a nawet na odcinku 64 metrów zjeżdżać zjeżdżalnią z której kiedyś korzystali górnicy. Z istniejących 65 km tuneli - 22,5 km można pokonać pieszo. W Salzwelten znajduje się podziemne jezioro solne, wspaniałe podziemne kino oraz najstarsze drewniane schody w Europie. Kolejną ciekawostką kopalni jest dobrze zachowane ciało prehistorycznego górnika "Człowiek w soli", odkryte już w XVIII wieku. Uważa się, że człowiek zniknął w wypadku w 1 tysiącleciu p.n.e. 

W 2013 roku otwarto platformę widokową 360 metrów nad dachami Hallstatt. Widoki na najpiękniejsze miasto Austrii, jezioro Hallstätter i masyw Dachstein zapierają dech w piersiach. Można tak stać  i gapić się w nieskończoność... oczywiście pod warunkiem, że jest w miarę ładna pogoda. My akurat mieliśmy to nieskrywane szczęście ...:):):)

Od punktu widokowego do kopalni idzie się około 10 minut

Moi Drodzy:)

Niech nadchodzące dni Polskiej Złotej Jesieni 

przyniosą Wam dużo radości, ogrom miłości,  sporo pokładów cierpliwości 

oraz zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia:):) 

 

Austria, Hallstatt - październik 2020 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...