czwartek, 16 lutego 2017

Hej na krakowskim Rynku - smog i gołębie:)


Czy wiecie, że krakowski smog /nie mylić ze smokiem wawelskim:)/ może mieć pozytywne konotacje, jeśli chodzi o spacerowanie, zwiedzanie oraz delektowanie się Krakowem?
Puste ulice, prawie pusty Rynek i nawet w restauracjach nie trzeba wcześniej rezerwować stolików - zaprawdę powiadam Wam, rzadki to rarytas:)
Być może gdyby nasza córeczka poinformowała nas wcześniej o czwartym stopniu przekroczenia wszystkich dopuszczalnych norm zanieczyszczenia powietrza - zostalibyśmy w domu, ale my nic nikomu nie mówiąc postanowiliśmy poszwendać się po mieście. 
I dopiero kiedy przy wieczornej herbatce zaczęliśmy się zachwycać  pięknym oraz pustym Krakowem - dziecko postukało się po czułku i stwierdziło, że nikt normalny w takim dniu do Krakowa raczej się nie wybiera.  
A ja po prostu myślałam, że  wszyscy wyjechali na ferie zimowe i stąd wziął się taki sympatyczny stan rzeczy:)
Żeby nasza młoda osóbka za bardzo w piórka nie obrosła - odparowałam jej, że dziesięć lat temu smog był taki sam, albo jeszcze większy - tylko czujników wtedy nie było. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Pamiętam ten wszechobecny smród z kominów i powietrze gęste od zanieczyszczeń. A przecież ...naście, czy też ... dziesiąt  lat temu  Huta im. Lenina, a potem Sendzimira również robiła swoją czarną robotę.
To fakt, że  samochodów było wtedy o wiele mniej, ale pieców i dymiących na czarno kominów było z kolei o wiele, wiele więcej. 
A jakie jest Wasze zdanie na ten najmodniejszy i najbardziej popularny w ostatnim czasie hicior, czyli smog?


A teraz koniec już opowieści o tym złowrogim i wszechobecnym "draniu". Zachwycajmy się Krakowem w promieniach popołudniowego, lutowego słoneczka, które nie wiem dlaczego, ale tak jakoś niezbyt wyraźnie dzisiaj świeci /czyżby jednak ten złoczyńca czaił się gdzieś w powietrzu?/.
Któż z nas nie słyszał o słynnych krakowskich kawiarniach takich jak "Hawełka", "Wierzynek", czy "Piwnica pod Baranami". To przecież w ich wnętrzach bujnie rozwijało się i kwitło życie towarzyskie oraz artystyczne Krakowa. 
Oj wiele te mury widziały i słyszały:)

Twórca "Piwnicy pod Baranami" Piotr Skrzynecki relaksuje się w promykach słońca:)

Ratusz miejski był kiedyś najokazalszą budowlą użytku publicznego.  Rozebrany został w I poł. XIX wieku, a dzisiaj podziwiać możemy tylko Wieżę Ratuszową zajmującą honorowe miejsce na krakowskim Rynku. 
W XVI w. w ratuszu urzędował burmistrz, obradowali rajcy, odbywały się sądy, przechowywano kasę miejską, trzymano więźniów. Tutaj mieszkał hetman ratuszny /szef straży miejskiej/ i stacjonowali strażnicy miejscy, którzy pilnowali bram, a także dniem i nocą patrolowali ulice, przypominając mieszkańcom:
Już dziesiąta na zegarze!
Idźcie spać, gospodarze!
Strzeżcie ognia i złodzieja,
Chwalcie Boga Dobrodzieja!
Na sługi się nie spuszczajcie,
Lepiej sami doglądajcie!
Ostrożnie z ogniem!
Do właściwego ratusza od strony Sukiennic wiodły okazałe schody. Stamtąd wchodziło się do obszernej sieni, a z niej do reprezentacyjnej Izby Pańskiej. W podziemiach ratusza mieściła się ciemnica oraz izba tortur, ale także słynna piwiarnia "Piwnica Świdnicka".  
Obecnie działa w tym miejscu restauracja "Pod Ratuszem".

Ratusz - zdj. internet



Sukiennice - to średniowieczna hala targowa, w której sprzedawano głównie bele sukna. 
Nadal  spełniają swoją funkcję - zarówno mieszkańcy Krakowa, ale przede wszystkim turyści mogą zaopatrzyć się w tym miejscu w przeróżne artykuły pamiątkarskie oraz wyroby rzemieślnicze. 
Dawniej to właśnie tutaj, na Rynku koncentrował się cały krakowski handel. Wszyscy rzemieślnicy i przekupnie mieli kramy w przydzielonych miejscach i tylko tam mogli sprzedawać swoje towary. 

Sukiennice

W dni targowe /wtorki, piątki/ od samego rana zjeżdżały na rynek chłopskie wozy z okolicznych wiosek, ciągnęli piesi z tobołami i koszami pełnymi towaru. Handlowali nabiałem, drobiem, jarzynami, chlebem, czasem wiejscy rękodzielnicy próbowali sprzedawać swoje wyroby, ale z tym było trudniej, bo cechy miejskie zazdrośnie strzegły swoich przywilejów. 
Draby miejskie pilnowały też, by przekupki nie podkupywały towaru od wieśniaków, aby potem sprzedawać go z wielkim zyskiem - takie praktyki były surowo karane. 
W 1566 r. doliczono się wokół Sukiennic aż 342 kramów i straganów.
Dzisiaj na Rynku również urządza się targi, zazwyczaj w okresach przedświątecznych. Wewnątrz Sukiennic, na ścianach znajdują się herby miast oraz wyszczególnione są profesje poszczególnych cechów rzemieślniczych.







W ciasnych uliczkach /maclochach/ między kramami i straganami gęsto zapełniającymi Rynek pomieszkiwali złodzieje, ludzie luźni /włóczędzy/ i biedota zatrudniona do pilnowania dobytku kupców i przekupniów. Zdarzyło się, że nierządnice na miejscu świadczyły usługi przygodnym klientom. 
W takim tłoku łatwo było o skrytobójstwo. 
Za Zygmunta Starego po Rynku przechadzał się sławny błazen Stańczyk, który założył się z królem /i zakład wygrał/, że spośród wszystkich profesji Polacy najlepiej znają się na lecznictwie i każdy jest  domorosłym medykiem. Obwiązał więc sobie gębę chustką i udając ból zęba, zbierał oraz zapisywał porady od przechodniów, z których wszyscy bez wyjątku mieli niezawodną metodę na tę przypadłość - każdy oczywiście inną:)

  
Pewnie wiecie o tym, że Krakowski Rynek podczas XIII-wiecznej lokacji zaplanowany z rozmachem przez Ślązaków na prawie magdeburskim jest największym rynkiem średniowiecznej Europy. 
Jego wymiary wynoszą 200 x 200 metrów.

Zdjęcie Rynku -  Polska z drona.pl

Na początku XVI wieku rajcy miejscy wzięli się za porządkowanie zabudowy Rynku, przerabiając go na bardziej nowoczesną - w owym czasie, renesansową modłę. Wyrównano powierzchnię, wybrukowano plac na nowo. Rada miejska pod dużym wpływem królowej Bony wydała rozporządzenie nakazujące zlikwidować podcienie, dachy ze stromych zamienić na pogrążone, gdzie zbierającą się wodę wypluwały rzygacze. 
roku 1571 zarządzono: "świń na Rynek nie wprowadzać". 
I chociaż świnie już nie spacerowały, to mieszkańcy miasta na każdym kroku musieli mieć się na baczności, zwłaszcza podczas pierwszej i ostatniej godziny dnia.
Na okrzyk z góry "Leje się!" - powinni być gotowi i czujni do odskoczenia w bok, jeśli nie chcieli zostać oblani pomyjami, zwyczajowo wylewanymi wprost z okna. 
Trzeba było też bacznie spoglądać pod nogi, gdyż kamienny bruk był koślawy, brakowało go w ogóle lub zastępowały go drewniane dyle, na których podskakiwały wozy, a konie łamały nogi. 
Przypuszczam, że współczesny Rynek, troszkę różni się od tego XVI-wiecznego:)
Piękne, dostojne dorożki zaprzężone w jeszcze piękniejsze konie, są bardzo oryginalną i nieodłączną wizytówką Krakowa.

Pomnik Mickiewicza - ulubione miejsce przesiadywania miejskich gołębi:)

Na Rynku od dawien dawna zabawiały kupujących i przechodniów liczne trupy komediantów-rybałtów /aktorów wędrownych i śpiewaków/, linoskoków, wagabundów i kuglarzy.
Oj teraz również nie brakuje artystów wszelkiej maści i profesji. Począwszy od tancerzy, śpiewaków, przebierańców, a skończywszy na mimach. Niestety dniu dzisiejszym nie było ani jednego mima - wielka szkoda. Bardzo lubię patrzeć na tych pomalowanych i poprzebieranych ludzi, którzy jak kameleony potrafią zastygnąć  w zupełnym bezruchu.
Dzisiejsze występy artystyczne ukierunkowane były raczej na taniec nowoczesny, chociaż  do końca nie potrafiłam rozszyfrować intencji pewnego starszego pana, który chyba sam nie za bardzo wiedział jaki styl taneczny reprezentuje:)

 
Już z daleka do naszych uszu dolatuje dźwięk trąbki hejnalisty, który od setek lat co godzinę wygrywa hejnał z Wieży Mariackiej na cztery strony świata: na Wawel dla króla, na ratusz - dla burmistrza i rajców, na Bramę Floriańską - dla gości i na Wendetę /obecnie Mały Rynek/ - dla miejscowych kupców i rękodzielników.

 

Zwróćcie uwagę na to, że Kościół Mariacki stoi skosem do Rynku. Ceglaną budowlę wzniesiono w XIV wieku w stylu gotyckim, za czasów Kazimierza Wielkiego, który zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Prace wykończeniowe zajęły kolejne 200 lat.
Jedna z dwu wież kościoła - hejnalica ma 81 m i jest o 15 metrów wyższa od wieży kościelnej. Należała ona do miasta i musiała nad nim górować, żeby siedzący na szczycie strażnik-hejnalista mógł w porę dostrzec zbliżających się napastników lub ostrzec mieszkańców przed pożarem.

 

U podnóża wieży strażniczej znajduje się kaplica św. Antoniego, zwana Kaplicą Złoczyńców, gdyż tu dawniej spowiadano zbrodniarzy, którym następnie kat ścinał toporem /szlachetnie urodzonym rycerzom mieczem z zaokrąglonym czubkiem/ głowę na pniu, zwanym "biskupem". 
Było to specjalne podwyższenie, instalowane przed głównym wejściem do kościoła. Wykonywano tu nie tylko kary śmierci przez ścięcie, ale także - spalenia na stosie, co w 1539 r. spotkało nieszczęsną Katarzynę z Zalaszowskich Malcherową. 
Była to 80-letnia, trochę sklerotyczna  staruszka, rajczyni krakowska, wdowa po złotniku i rajcy Malchorze Wajglu, która "przez Żydy zmamiona, chrześcijańską wiarą wzgardziła". Mimo napomnień biskupa Piotra Gamrata upierała się, że Chrystus nie był synem Bożym, więc poszła na śmierć "tak śmiele jako na wesele". Jej prochy wrzucono do Wisły.
To samo w 1580 r. spotkało złodziei okradających kościoły, a jako że kościół katolicki "krwi nie przelewał", więc palił i torturował wszelkich odstępców oraz heretyków "myślących inaczej". 
Polecam Wam mój post pt. "Sewilla - kolebka Hiszpańskiej Inkwizycji" /tutaj/.
Kaplica Złoczyńców


Wnętrze Kościoła Mariackiego jest ogromne i robi niezapomniane wrażenie. Malowidła na ścianach i sklepieniach zaprojektował sam mistrz Jan Matejko, z pomocą swoich sławnych uczniów: Stanisława Wyspiańskiego i Józefa Mehoffera. Rzeźb i obrazów nikt by nie policzył, ale i tak najpiękniejszy ze wszystkich jest największy gotycki ołtarz w Europie - sławny ołtarz Mariacki.
Jest to dzieło niemieckiego mistrza rzeźbiarza z Norymbergi, Wita Stwosza, który długo mieszkał w Krakowie za czasów króla Kazimierza Jagiellończyka. 
Ołtarz Mariacki rzeźbił aż 12 lat  /1477-1489/ na koszt krakowian, którzy zapłacili mu 2.808 złotych florenów
Była to ogromna kwota równa rocznym dochodom miasta! Ale patrząc na to z drugiej strony, nie ma się co dziwić. W końcu dwanaście lat życia spędzonych przy  "jednej robocie" musiało zostać sowicie wynagrodzone.


Niestety nie udało mi się zrobić wyraźnego zdjęcia ołtarza, ze względu na kiepskie światło. Co prawda w kościele obowiązuje całkowity zakaz fotografowania, ale ja tak jakoś nigdy nie potrafię się powstrzymać:)
Skrzydła boczne są zazwyczaj zamknięte, ale  po otwarciu odsłaniają główną, środkową część ołtarza, przedstawiającą Zaśnięcie Matki Boskiej. Sławny ołtarz jest cennym źródłem informacji o XV-wiecznym Krakowie i jego mieszkańcach, a nawet przyrodzie, ponieważ Stwosz był niezwykłym artystą, jednym z największych w swoich czasach. 

Ołtarz Wita Stwosza - na zdjęciu wygląda niepozornie, ale to tylko złudzenie

Mistrz zdążył jeszcze wykonać nagrobek króla Kazimierza Jagiellończyka, po czym jako bogaty człowiek w roku 1496 powrócił do Norymbergi.
W kolejnych latach, prawdopodobnie na skutek zmowy dwóch kupców norymberskich Stwosz wplątał się w poważne kłopoty. Pożyczył dużą sumę pieniędzy jednemu z nich. Kupiec ten zbankrutował, a Stwosz nie mogąc odzyskać należnej mu sumy - podrobił weksel, za co został oskarżony i w dniu 16 listopada 1503 r. zatrzymany przez straż miejską i osadzony w więzieniu. 
Z pomocą przyszedł jego zięć, dzięki któremu uniknął kary śmierci lub oślepienia. 
Karę "ograniczono" do wypalenia mu rozgrzanym żelazem piętna na obu policzkach i nakazania nieopuszczania miasta do końca życia, co doprowadziło do kolejnego konfliktu z Radą Miejską. 
W przypadku Wita Stwosza sprawdziło się chyba powiedzenie, że "pieniądze szczęścia nie dają".

Ołtarz mistrza Stwosza - zdj. internet
W bocznej kaplicy wystawiona jest szopka:)
Obraz Józefa Mehoffera


Bocznym wyjściem wychodzimy na Plac Mariacki gdzie stoi mały kościół św. Barbary. Jest to jeden z najbardziej uroczych zakątków Krakowa. Na środku placu stoi fontanna ozdobiona figurką chłopca z brązu.
Dawniej, w miejscu obecnego placu Mariackiego znajdował się cmentarz, zlikwidowany dopiero po rozbiorach Polski w 1796 r., kiedy to władze austriackie nakazały likwidację cmentarzy parafialnych w centrum miasta i zleciły utworzenie nekropolii komunalnych na jego obrzeżach.
W XV wieku za główną bramą cmentarną stał wielki kamienny grób. Do niego składano zmarłych zimą, by pogrzebać ich o sposobniejszej porze. Podczas zarazy zwożono tu na kupę trupy, aby potem wywieźć je za miasto - do dołów na Łobzowie.
Kościół św. Barbary, będący pierwotnie kaplicą cmentarną, w roku 1583 przejęli jezuici. Rok później ich przełożonym został Piotr Skarga.
W dniu dzisiejszym  byliśmy świadkami zaślubin naszej rodaczki z obcokrajowcem. 
Muszę przyznać, że ksiądz całkiem dobrze radził sobie z prowadzeniem nabożeństwa w dwóch językach.


Postój taksówek na Rynku:)
Piękne, zabytkowe kamienice

Tuż przy wlocie do ulicy Grodzkiej stoi mały, biały kościółek św. Wojciecha.
Należy bezsprzecznie do najstarszych w Krakowie. Według podania miał tutaj kazania św. Wojciech przed wyprawą misyjną do Prus (X wiek). 
Mimo skromnego wyglądu zewnętrznego można w kościółku wyodrębnić kilka kolejnych faz: przedromańską, romańską, gotycką, renesansową i barokową.  
Jest więc w tym małym budyneczku kawał historii Krakowa. W podziemiach znajduje się niewielkie Muzeum Dziejów Rynku. 

Głód daje o sobie znać, więc wybieramy gruzińskie jadło na ulicy Grodzkiej
Nie od dzisiaj wiadomo, że na krakowskim Rynku rządzą gołębie:)
Puste  planty w Krakowie to widok bardzo rzadki
Księgarnia pod Globusem


Mam nadzieję, że dzisiejszy spacer 
z małą domieszką XVI-wiecznej historii miasta oraz delikatną nutką krakowskiego smogu przypadł Wam do gustu:)

W związku z tym, że przez jakiś czas na blogu mnie nie będzie, 
więc przesyłam do Was skondensowaną moc 
serdecznych pozdrowień  na najbliższe dni oraz tygodnie:)
Zatem do kolejnego postu:)




Oprac. na podstawie książki 
Mariusza  Wollnego pt. "Z Kacprem Ryksem po renesansowym Krakowie" - przewodnik