poniedziałek, 21 stycznia 2019

Z ulic Wrocławia prosto na pole bitwy - Panorama Racławicka

"Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, 
zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska"
J. Piłsudski

We Wrocławiu spędziłam tylko jedno czerwcowe popołudnie, ale to w zupełności wystarczyło, żeby miasto zauroczyło mnie na maksa. Jestem przekonana, że jeśli kiedyś wrócę tutaj ponownie - zaszczepione dzisiaj uczucie wybuchnie ze zdwojoną siłą i na pewno się w nim zakocham:)
Akurat tego dnia na wrocławskim rynku odbywał się  Jarmark Świętojański, który organizowany jest  między 18 maja a 25 czerwca, więc atrakcji naprawdę nie brakowało.  Nie tylko dla ducha, czy oka, ale przede wszystkim podniebienia. Stoiska kupców" były wyposażone we wszelkiego  rodzaju smakołyki.
Wróżby, czary, tajemnicze znaki - to tylko część z tego, czego można się spodziewać w Noc Świętojańską obchodzoną 23/24 czerwca. Jest to bowiem zaczarowana noc, kultywowana dawniej wśród Słowian jako święto ognia i wody. Najważniejsze obrzędy związane były z rozpalaniem ognia i zanurzaniem się w wodzie. Sobótka, zwana też nocą świętojańską, była również świętem miłości oraz płodności. Nieraz gorszono się nią, zakazywano jej z ambon, bo aż wrzała od tańców przy ogniskach, nieprzyzwoitych śpiewek, zalotów oraz zabobonów.
Odpowiednie powitanie lata miało zapewnić pomyślność zbiorów, dobrą pogodę i obfitość plonów. Jednocześnie młode dziewczęta i chłopcy wróżyli sobie, jakie powodzenie w miłości przyniesie im gorące lato. Sobótkowe obrzędy musiały zaczynać się przy ognisku. Jedno większe lub kilka małych ognisk musiało być rozpalonych ze świeżego drewna, nad brzegiem rzeki lub na szczycie wzgórza. Wokół ognia tańczono, śpiewano i odprawiano magiczne obrzędy przez całą noc. Tradycyjnie skakano przez ogień w wieńcu lub opasce zrobionych z ziół, co miało chronić przed duchami, demonami, czarownicami oraz chorobami.
Do najpopularniejszych zwyczajów Nocy Świętojańskiej należy rzucanie wianków na wodę przez panny i kawalerów. Dziewczyny rzucające wianki powinny trzymać się pewnych zasad. Po pierwsze, wianek wrzucać należy do rzeki - nie do jeziora, bo woda stojąca jest symbolem zastałych uczuć, starych miłostek. Po drugie rzucać należy z rozmachem, aby nie utknął w sitowiu, ale również z wyczuciem, żeby nie uszkodzić płonącej na nim świeczki, bo to wróży miłosne kłopoty. Po trzecie, przy brzegu musimy zapewnić sobie obecność kawalera - jeśli wianka nikt nie wyłowi, jego właścicielka nie zazna miłości przez cały rok. Jeżeli chłopak nie wyłowi żadnego wianka, samotnie czekać musi do przyszłego roku.
W Noc Świętojańską szukano kwiatu paproci, który miał znalazcy przynieść wielkie szczęście, mądrość i zdolność widzenia wszystkich skarbów ukrytych w ziemi. Niebieski kwiat paproci zakwita raz w roku - właśnie w noc świętojańską. Znaleźć go może podobno tylko człowiek odważny i prawy. Ci, co twierdzą że go widzieli, mówią że jest mały oraz niebieski. Z jednej strony kwiat paproci gwarantuje znalazcy szczęście, bogactwo oraz możliwość wpływania na uczucia innych, ale niestety z drugiej - jego samego prawdziwych uczuć pozbawia. Dlatego jeśli nawet nocna eskapada do lasu okaże się bezowocna, nie ma co rozpaczać. Wystarczy zerwać pęd paproci - ten dużo łatwiej znaleźć i nosić go w portfelu. Wiem, że kwiatu paproci raczej tutaj nie znajdę, więc poszukam chociaż  wrocławskich krasnali:)










Kwiatu paproci co prawda nie znalazłam, ale z krasnalami bardzo się zaprzyjaźniłam:)
Będąc we Wrocławiu absolutnie nie można pominąć wizyty w Rotundzie, której uroczyste otwarcie nastąpiło  14 czerwca 1985 roku. Budynek prezentuje się bardzo oryginalnie, a w jego wnętrzu znajduje się pięknie wyeksponowana  Panorama Racławicka – przedstawiająca zwycięską bitwę pod Racławicami. 
Wystawa natychmiast po otwarciu stała się główną atrakcją miasta i pozostaje nią nieprzerwanie do dziś. Wśród licznych gości zwiedzających Panoramę znaleźli się m.in.: papież Jan Paweł II, królowa Holandii Beatrix, Czesław Miłosz, no i oczywiście my:)


W holu Rotundy można obejrzeć makietę przedstawiającą pole bitwy oraz wojska biorące w niej udział

Pomysłodawcą Panoramy Racławickiej  był znany lwowski malarz Jan Styka (1858–1925), który zaprosił do współpracy znakomitego batalistę Wojciecha Kossaka. Pomagali im Ludwik Boller, Tadeusz Popiel, Zygmunt Rozwadowski, Teodor Axentowicz, Włodzimierz Tetmajer, Wincenty Wodzinowski i Michał Sozański.
Patrząc na to olbrzymie malowidło o wymiarach 15 × 114 metrów !!! można odnieść nieodparte wrażenie, że stoi się na środku pola bitwy i bierze w niej czynny udział.
Dla mnie Panorama Racławicka jest godna podziwu i muszę się Wam do czegoś przyznać. Nie wiem kto zawalił w tym przypadku - czy była to moja szkoła, która nie wysłała mnie do Wrocławia, czy też ja sama nie odrobiłam pracy domowej - w każdym bądź razie jestem tutaj po raz pierwszy i bardzo chciałabym zachęcić osoby, które być może z  podobnych przyczyn co ja, nie brały udziału w tej słynnej bitwie. Uważam, że każdy Polak powinien na własne oczy zobaczyć Panoramę Racławicką.
Autorom pomysłu zależało głównie na upamiętnieniu tradycji narodowych w setną rocznicę insurekcji kościuszkowskiej – bitwy stoczonej 4 kwietnia 1794 r. pod Racławicami przez wojska powstańcze (z udziałem słynnych kosynierów) pod wodzą generała Tadeusza Kościuszki (1746–1817) z wojskami rosyjskimi dowodzonymi przez generała Aleksandra Tormasowa.



Ta krzepiąca serca bitwa racławicka miała dla będącego wówczas w niewoli narodu niezwykłe znaczenie. Dlatego organizowana w roku 1894 we Lwowie Powszechna Wystawa Krajowa była dobrą okazją do realizacji projektu Styki. Specjalnie tkane płótno zakupiono w Brukseli, żelazną konstrukcję rotundy projektu Ludwika Ramułta – w Wiedniu. Budynek rotundy, usytuowanej w Parku Stryjskim we Lwowie gotowy był w lipcu 1893. Olbrzymie malowidło powstało w ciągu zaledwie 9 miesięcy, między sierpniem 1893 a majem 1894. 
Uroczyste otwarcie Panoramy nastąpiło 5 czerwca 1894. Od początku cieszyła się niesłabnącym zainteresowaniem widzów i od razu stała się głównym magnesem przyciągającym do Lwowa rzesze turystów.
Wojenne i późniejsze losy Panoramy Racławickiej okazały się burzliwe. Obraz przeżył bombardowanie, wieloletnią egzystencję z trutką na szczury w naprędce skleconej drewnianej skrzyni, a po wojnie wraz z częścią zbiorów Ossolineum trafił do Wrocławia. Tu stał się obiektem starć i kartą przetargową polityków najwyższego szczebla i przez wiele lat nie był udostępniany publiczności, przeprowadzono jedynie kilka konserwacji płótna w szkolnych salach gimnastycznych.
Kolejne społeczne komitety czyniły starania o właściwą konserwację i ekspozycję płótna, jednak niewygodna dla władz PRL-u tematyka obrazu powodowała wstrzymywanie działań. Oczekiwania wielu Polaków spełniły się dopiero po wstrząsie sierpnia 1980, kiedy to pomysł wybudowania we Wrocławiu rotundy ekspozycyjnej uzyskał nareszcie przysłowiowe zielone światło. 
Dzieło Styki i Kossaka stało się wtedy świadectwem solidarności Polaków, którzy wielkodusznie zorganizowali zebranie funduszy na stworzenie odpowiedniego miejsca ekspozycji.
Solidarność Polaków - jakże pięknie to brzmi. Niestety patrząc na ostatnie wydarzenia w naszym kraju odnosi się wrażenie, że słowo to nie ma żadnego praktycznego zastosowania. Przykre, ale jakże prawdziwe.


Kiedy Jan Styka pracował nad swoim dziełem - w owym czasie w  Europie  panowała moda na tworzenie panoram, a szczególną popularnością cieszyły się panoramy o tematyce historycznej, batalistycznej oraz religijnej. 
Popularność opierała się na spotęgowanych monumentalnością i owalnym kształtem efektach iluzji, które przy pomocy środków artystycznych uzyskiwali ich twórcy. Dzięki połączeniu obrazu olejnego z elementami dekoracyjnymi leżącymi u jego podnóża, artyści zacierali granicę między widzem a dziełem i publiczność odczuwała wrażenie uczestnictwa w uwiecznionych wydarzeniach, co rzeczywiście mogę potwierdzić.
Po zakończeniu prac związanych z Panoramą Racławicką,  Jan Styka napisał następujące słowa:
"Kiedy powziąłem myśl wykonania tego dzieła, nie szło mi jedynie o uświetnienie tryumfu oręża polskiego, bo zwycięstwa większe miała Polska w dziejach swoich - ale chodziło mi o to by wykazać, że tutaj przed stu laty złączyły się wszystkie stany dla obrony Ojczyzny".

Już nie jeden raz historia pokazała, że  my Polacy jako mało kto, potrafimy jednoczyć się w obliczu zagrożenia, ale kiedy panuje względny spokój -  człowiek  człowiekowi  wilkiem. Jak myślicie dlaczego tak się dzieje i czy nie powinniśmy wyciągać odpowiednich wniosków z tragicznych wydarzeń mających miejsce na przestrzeni wieków w naszej Ojczyźnie???


Dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze
i życzę Wam udanego tygodnia:)





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...