piątek, 30 listopada 2018

Niedzielny targ w Marsaxlokk - czyli szwarc, mydło, powidło:)

"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań.
Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj"
Mark Twain


Marsaxlokk to mała rybacka wioska leżąca na południu Malty. Swoją popularność zawdzięcza m.in. dzięki kolorowym łodziom tzw. luzzu, unoszącym się wdzięcznie przy brzegach portu oraz słynnemu targowi ryb, odbywającemu się  w każdą niedzielę /Malta to zdecydowanie kraj katolicki/ i przyciągającemu  rzesze ciekawskich turystów. 
Nie ukrywam, że ja również przybyłam do Marsaxlokk głównie po to, żeby zakupić  oryginalną pamiątkę wyprodukowaną przez tamtejszych "rzemieślników". Byłam święcie przekonana, że z pustymi rękami na pewno stąd nie wyjadę - tym bardziej że mój maltański przewodnik wyraźnie wspomina o lokalnym rękodziele jako głównej atrakcji targu.
A tymczasem co widzę? Szwarc, mydło i powidło. Jednym słowem  totalne badziewie pochodzące chyba ze wszystkich zakątków świata, głównie z Chin. Oczywiście są też ryby, no bo w końcu to targ rybny, ale ku mojemu zaskoczeniu lokalnego rękodzieła w postaci dzierganych obrusów jakoś dostrzec nie mogę albo po prostu w tę akurat niedzielę mam pecha:)
Mówi się trudno i idzie się dalej - między straganami z przyprawami, oliwkami, nalewkami  oraz "chińskim rękodziełem", czyli torbami, walizkami, serwetkami i plastikowymi zabawkami. 
No cóż, skoro zakupy okazały się fiaskiem /żałuję, że nie kupiłam soli/ - maszeruję więc dalej i poddaję się  zupełnie klimatowi  miasteczka, któremu jednej rzeczy na pewno nie można odmówić - uroku osobistego:)
Dawno nie widziałam tak kolorystycznie zaakcentowanego miejsca. Nie dziwię się, że Marsaxlokk potrafi siebie tak wdzięcznie reklamować w folderach turystycznych. Tutaj nie tylko łodzie są kolorowe /podobno nie ma dwóch identycznych wzorów/, ale także ludzie  pochodzący z różnych krajów, kultur i języków wprowadzają bardzo etniczny klimat. Czy wiecie, że mieszkańcy Malty posługują się aż trzema językami?
Można to zauważyć głównie w autobusach. Pewna kobieta prowadząca dialog ze swoim synem posługiwała się raz angielskim, a raz jakąś dziwną odmianą arabskiego. Kiedy zapytałam ją o to,  jakim językiem na co dzień posługują się  maltańczycy - odpowiedziała, że wszystko zależy od okoliczności:) 
Zazwyczaj używają maltańskiego - który w swoim brzmieniu przypomina coś między włoskim i arabskim oraz angielskiego i włoskiego. Ucięłyśmy więc krótką pogawędkę  i dowiedziałam się, że mieszkanka Malty marzy o odwiedzeniu naszej Ojczyzny. Oczywiście zareklamowałam Polskę jak tylko potrafiłam najlepiej:):)
A skąd właściwie na Malcie wzięła się taka różnorodność językowa? Odpowiedź jest prosta. Na samym początku  wyspa znajdowała się pod panowaniem Kartaginy oraz Rzymu, ale swoje wpływy odcisnęła na niej również kultura grecka. 
W IX wieku Maltę zajęli emirowie arabscy. Ich panowanie trwało tylko dwa wieki, ale zostawiło trwały ślad na języku i kulturze mieszkańców archipelagu. Ja dodałabym jeszcze do tego pakietu architekturę, m.in. w postaci kolorowych, podwieszanych balkonów, którymi nieustannie się zachwycałam we wszystkich maltańskich miastach.
W XI wieku Maltę zdobywają Normanowie i zostaje włączona do powstającego Królestwa Sycylii. Wiek XVI do XIII należy do kawalerów Zakonu Maltańskiego, a w roku 1800 władzę nad wyspą przejmują Anglicy.
No i wszystko stało się jasne, dlaczego na Malcie możemy zauważyć akcenty włoskie, arabskie oraz angielskie. Sami zresztą zobaczcie:)


Musicie mi wybaczyć, ale kołatki będą się u mnie pojawiać notorycznie. Mam do nich straszną słabość:)
Jajeczka od kur bezstresowo hodowanych w promieniach maltańskiego słońca:)
Czerwona ryba może i nie jest urodziwa, ale za to bardzo smaczna:)
Właśnie dla tych widoków warto przyjechać do Marsaxlokk. Idealny plener do zdjęć:)

Chyba muszę potwierdzić tezę, że w porcie nie ma dwóch identycznie pomalowanych łodzi
To chyba najbardziej "lokalny " i oryginalny produkt  jaki mogłabym zakupić:)

Słynny maltański napój "kinnie". Po pierwszym łyku podziękowałam za współpracę:)
Nie przypuszczałam, że tuńczyki to aż takie giganty:) Nie wiem jak nazywa się urocza rybka poniżej:)

Na Malcie prawie każdy, nawet najbiedniejszy prywatny dom zaopatrzony jest w kołatkę.

Maltańczycy - podobnie zresztą jak Włosi, Grecy, czy Hiszpanie potrafią celebrować każdą chwilę:)
Trzy w jednym, czyli włoskie akcenty, arabskie balkony oraz brytyjskie budki telefoniczne:)
A nie mówiłam, że będę Was prześladować?:)


Mimo małej powierzchni przydomowe ogródki są bardzo zadbane:)


 Czy warto odwiedzić Marsaxlokk? Oczywiście, że warto. Jednak gdybym miała zrobić to ponownie, zdecydowanie wybrałabym dzień powszedni - żeby w spokoju i względnej ciszy przysiąść na ławeczce i w promieniach maltańskiego słońca obserwować pstrokate łodzie luzzu wdzięcznie kołyszące się na błękitnych wodach Morza Śródziemnego lub powłóczyć  uliczkami miasta w poszukiwaniu kolejnych kołatek:)
Zapomniałabym wspomnieć o dosyć istotnym fakcie historycznym mającym miejsce w Marsaxlokk. To właśnie tutaj w roku 1989 odbyło się "spotkanie na szczycie" - prezydenta USA G. Busha z przewodniczącym Rady Najwyższej ZSRR - M. Gorbaczowem.  
Maltę wybrano ze względu na jej strategiczne położenie - między Wschodem, a Zachodem. Przywódcy mieli się spotkać na pokładzie amerykańskiego statku "Belknap", ale w noc spotkania zerwał się silny sztorm, który wdarł się do portu.
Gorbaczow nie chciał opuścić swojego statku i odwołał kolację, jednak Bush dołączył do radzieckiego przywódcy na jego statku o nazwie "Maksym Gorki", na którym podpisano pakt dotyczący zakończenia "zimnej wojny".




Dziękuję bardzo  za wszystkie pozostawione komentarze
i życzę Wam dobrego oraz  spokojnego weekendu:)



Malta, Marsaxlokk - listopad 2018
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...