piątek, 29 stycznia 2016

Bóg tak chciał



"Kto szuka dobra,
z trudem je odnajduje;
zło natomiast 
i bez szukania można znaleźć"
                
    
                Demokryt




Lęk, ból, bieda, zanieczyszczenie środowiska, okrucieństwo, nieszczęśliwe wypadki, nienawiść, wojna, choroby, śmierć.

Od momentu pojawienia się na ziemi pierwszych ludzi - ciągle zadajemy sobie pytanie dlaczego na świecie jest tyle zła?

Teolodzy, etycy, filozofowie, psychologowie próbują rozwikłać tę zagadkę i na różne sposoby interpretują jego pochodzenie i skutki wywierające na otoczenie.
O ile większość z nas pochodzenie dobra przypisuje Bogu, o tyle problem zła budzi większe kontrowersje. 
A ostatnimi czasy, kiedy jego eskalacja pod różnymi postaciami osiągnęła już chyba swoje apogeum - ciągle słyszy się pojawiające  pytanie:

Skoro Bóg jest dobry to dlaczego toleruje zło?


Niejednokrotnie rozmawiając z ludźmi /szczególnie dotkniętymi przez los/ słyszę zarzuty skierowane w stronę Boga. Jak On - Pan, Władca i Stworzyciel tego świata, który stworzył nas z miłości i kocha bezgranicznie - nie interweniuje patrząc na degenerację i upadek swoich dzieci?

A skoro jest Wszechmocny i Wszechwiedzący - dlaczego dopuścił do takiej sytuacji? Przecież stwarzając ten świat powinien sprawić, że będzie on doskonały, z doskonałymi bezgrzesznymi ludźmi. Ale skoro już pierwsi ludzie zgrzeszyli i zło wkradło się na ten świat - Bóg mógł przecież zniszczyć go w zarodku - na samym początku, żeby przyszłe pokolenia nie musiały cierpieć.

Przypuszczam, że niejednokrotnie spotkaliście się w swoim życiu z następującymi słowami: "Bóg tak chciał". 
Czy to będąc na cmentarzu - na płycie nagrobnej, czy też na przydrożnym krzyżu - w miejscu gdzie jakiś człowiek zginął tragicznie.
Często widzi się takie napisy.

A teraz, wszystkim osobom czytającym ten post chciałabym zadać pytanie - Czy Wy również uważacie, że w takich sytuacjach Bóg tak chciał?
Mnie osobiście - bardzo śmiałe wydaje się to twierdzenie. 
Zuchwałe i  niesprawiedliwe.
Zatem dzisiaj - chciałabym zająć stanowisko adwokata i podjąć się obrony Boga. Ktoś powie śmiałe wyzwanie i ryzykowne. Zgadzam się. Przecież sam Bóg jest Sędzią Sprawiedliwym i to On zasiądzie na tronie żeby sądzić nas-ludzi. 
Wiem, że Bóg tego nie potrzebuje, ale ja chciałabym mimo wszystko podjąć to wyzwanie, ponieważ nie zgadzam się z tezą, że "Bóg tak chciał".
Nie będę rozprawiać w oparciu o traktaty filozoficzne, teologiczne, ateistyczne czy etyczne, ale  posłużę się tylko i wyłącznie materiałami zawartymi w  Piśmie Świętym i na tej podstawie prześledzimy problem zła od początku jego istnienia do momentu upadku.

Zanim jednak przejdę do meritum, chciałabym zadać Wam kilka kontrowersyjnych pytań.

Skoro przyjmujemy, że Bóg toleruje zło i jest obojętny na wszystkie tragedie i cierpienia tego świata, czy:
- kiedy Jezus umierał na krzyżu, Bóg patrzył na Jego śmierć obojętnie?
- kiedy Jezus wstąpił do nieba, a Jego uczniowie umierali śmiercią męczeńską za wiarę, było mu wszystko jedno co się z nimi dzieje?
- kiedy pierwsi chrześcijanie byli prześladowani czy to przez pogański Rzym, Kościelną Inkwizycję , czy też ginęli i nadal giną za swoje przekonania religijne w ogromnych męczarniach - Bóg nadal siedzi na tronie i patrzy na świat przez różowe okulary?
No bo skoro zakładamy, że "Bóg tak chciał", to znaczy, że wtedy też było mu wszystko jedno co działo się z Jego ukochanym synem i pozostałymi dziećmi na tym świecie.

Czy zgadzacie się z tym twierdzeniem?

Według mnie  jest ono  bardzo odważne i zuchwałe. 
Ja osobiście nigdy nie odważyłabym się skierować w stronę Boga takiego zarzutu. 
"Jak Bóg mógł na to pozwolić?" lub "Gdzie był wtedy Bóg?". Zawsze po jakiejś tragedii większej lub mniejszej padają tego typu oskarżenia. 
Na jakiej podstawie my ludzie możemy twierdzić, że "Bóg tak chciał?".
Cokolwiek złego dzieje się na świecie, ludzie od niepamiętnych czasów oskarżają o to Boga.  

Jeżeli jesteś rodzicem czy mógłbyś patrzeć spokojnie gdyby ktoś krzywdził lub mordował Twoje dziecko? Z całą pewnością nie pozwoliłbyś na to i Twoja reakcja byłaby natychmiastowa.
A przecież my również jesteśmy dziećmi Bożymi, więc zadajemy pytanie - dlaczego nasz Ojciec nie reaguje? Żeby zrozumieć tę kwestię, a przede wszystkim żeby zrozumieć Boga trzeba go poznać. 
Ja osobiście uważam, że na temat Boga powtarzanych jest wiele nieuzasadnionych, bardzo krzywdzących stereotypów.

Jest wiele takich przypadków, kiedy człowiek nie potrafi zrozumieć przyczyny tragedii jaka na niego spada. Czy to śmierć dziecka, współmałżonka, czy też najlepszego przyjaciela. Niejednokrotnie modląc się, nie zostaje wysłuchany.
Niektórych ludzi przykre doświadczenia zbliżają do Boga, inni natomiast zupełnie od niego odchodzą, stając się nawet ateistami.

Jeśli nie Bóg - kto zatem stoi za  kurtyną zła i kto jest za nie odpowiedzialny?
Kto cieszył się najbardziej, kiedy Jezus umierał na krzyżu i kto cieszy się nadal, kiedy winą za wszystkie nieszczęścia tego świata ludzie obarczają Boga?

Jest to ten, który kiedyś był odbiciem doskonałości, pełnym mądrości i piękna. To on siedzi za kurtyną i zwodzi ludzi bo wie, że czasu ma mało.

Lucyfer stworzony przez Boga jako doskonały anioł, który zaraz po Chrystusie cieszył się największym szacunkiem Boga oraz wszystkich mieszkańców nieba.
"Ty, który byłeś odbiciem doskonałości, pełnym mądrości i skończonego piękna. Byłeś w Edenie, ogrodzie Bożym; okryciem twoim były wszelkie drogie kamienie: karneol, topaz i jaspis; a twoje ozdoby zrobiono w dniu, gdy zostałeś stworzony. Obok cheruba, który bronił wstępu postawiłem cię - byłeś na świętej górze Bożej. 
Nienagannym byłeś w postępowaniu swoim od dnia, gdy zostałeś stworzony, aż dotąd gdy odkryto u ciebie niegodziwość".
Ezech, 28, 12-15

Zanim powstało zło, w całym wszechświecie panowały pokój i szczęście. Miłość do Boga górowała nad wszystkim, a wzajemna miłość Jego stworzeń była doskonała. Ojciec stwarzając wszystkie niebiańskie istoty działał przez Chrystusa: 
"Albowiem przezeń stworzone są wszystkie rzeczy, które są na niebie, bądź trony, bądź państwa, bądź zwierzchności".
Kol. 1,16.

Chrystusowi, tak jak Ojcu całe niebo oddawało cześć. Łącznie z Lucyferem. Bóg oczekiwał od wszystkich stworzeń miłości - czci wypływającej z rozumnej oceny Jego charakteru. 
Nie cieszyło go poddaństwo, wynikające z przymusu - dlatego też zapewnił wszystkim stworzonym istotom wolną wolę, by służyli mu dobrowolnie.
Ja osobiście rozumiem Boga i chyba każdy rodzic podziela moje zdanie. Jako rodzice chcemy, aby nasze dzieci były nam posłuszne nie dlatego, że boją się kary, ale dlatego, że wynika to z ich wewnętrznego przekonania, szacunku i miłości.
Pewien człowiek będąc ze swoją córeczką w kościele ciągle musiał ją upominać, ponieważ wierciła się i wstawała. Kiedy napominanie nie przyniosło skutku - przytrzymał małą i posadził ją na siłę. Dziecko na to: "Tatusiu, nawet teraz kiedy siedzę - to w środku i tak stoję".
Myślę, że w posłuszeństwie nie o to chodzi.
Dlatego właśnie Bóg oczekiwał od nas bezwarunkowej miłości, bo taką właśnie miłością On pokochał nas. Mógł przecież od razu stworzyć wszystkie istoty doskonałe, a problem grzechu nigdy by się nie pojawił. Ja osobiście nie chciałabym być takim zaprogramowanym robotem, który nie ma własnego zdania i zachowuje się identycznie jak pozostałe roboty.
Niestety czas pokazał, że wolna wola nie wyszła człowiekowi na dobre. Podobnie jak Szatanowi.
W jego sercu zrodziła się myśl, żeby wspiąć się na wyżyny i zająć miejsce Boga. Do tego pomysłu i buntu, przekonał również część aniołów. 
"Twoje serce było wyniosłe z powodu twojej piękności. Zniweczyłeś swoją mądrość skutkiem swojej świetności" 
 Ez. 28,6.
"A przecież to ty mawiałeś w swoim sercu (...) Wstąpię na niebiosa, swój tron wyniosę ponad gwiazdy Boże!" 
Iz, 14,13-14.
Zamiast starać się o to, by Bóg zajmował najwyższe miejsce co do miłości i posłuszeństwa ze strony wszystkich stworzeń, Lucyfer usiłował pozyskać ich służbę i hołd dla siebie. Pożądając czci jaką Ojciec obdarzył swego Syna - książę aniołów chciał zdobyć władzę, której sprawowanie jest wyłącznym przywilejem Chrystusa. Opuściwszy swoje miejsce tuż obok Boga, Lucyfer poszedł siać niezadowolenie wśród aniołów, starając się wzbudzić współczucie dla siebie, mówiąc że Bóg postąpił z nim niesprawiedliwie obdarzając Chrystusa większymi zaszczytami.
Bóg długo tolerował i  napominał Szatana, żeby wyraził skruchę i uległość. Jego pycha jednak zwyciężyła i wszystkie siły swego wspaniałego umysłu, skierował przeciwko Stwórcy.
Usiłował podważyć słowo Boże i system rządów - twierdząc, że Bóg nie postępuje sprawiedliwie, narzucając mieszkańcom nieba prawa i przepisy, pragnąc wywyższyć jedynie siebie. Bóg musiał wykazać przed mieszkańcami nieba, że Jego rządy są sprawiedliwe, a prawo doskonałe. 
Kiedy zdecydował, że Lucyfer nie może dłużej pozostawać w niebie - zrzucił go na ziemię.
"I wybuchła walka w niebie; Michał i aniołowie jego stoczyli bój ze smokiem. I walczył smok i aniołowie jego.
Lecz nie przemógł i nie było już dla nich miejsca w niebie.
I zrzucony został ogromny smok, wąż starodawny, zwany diabłem i szatanem, który zwodzi cały świat. Zrzucony został na ziemię, zrzuceni też zostali z nim jego aniołowie".
Obj. 12, 7-9

Pojawia się pytanie. Dlaczego Bóg nie zniszczył go od razu , znając parszywą naturę szatana?  
Jak wiemy, w niebie mieszkały miliony innych aniołów, którzy nieprzygotowani byli do zrozumienia natury i skutków grzechu. Nie mogliby dopatrzeć się sprawiedliwości i miłosierdzia Bożego w zniszczeniu szatana.

Gdyby został natychmiast zgładzony, służyliby Bogu raczej ze strachu niż miłości, zarzucając mu niekonsekwencję w zakresie wolnej woli danej każdemu stworzeniu. 
Bóg chciał mieć istoty, które darzyłyby Go spontaniczną, dobrowolną miłością i lojalnością. Tego rodzaju uczucia są dostępne jedynie istotom obdarzonym wolnością wyboru.
Wpływ zwodziciela nie zostałby całkowicie zniszczony i nie usunięto by w pełni ducha buntu.
Aniołowie miłowali Lucyfera i ufali mu, a jego nagłe i niewyjaśnione zniknięcie spowodowałoby zaniepokojenie, podejrzenia i lęk. Inni aniołowie zadawaliby pytanie: "Kto z nas następny zniknie w niewyjaśnionych okolicznościach". Bóg pozbawiłby życia jednego buntownika, ale duch niezadowolenia i szemrania pozostałby na zawsze, dlatego wybrał mądrzejsze i trudniejsze rozwiązanie.
Zło musiało dojrzeć. Dla dobra wszechświata szatanowi pozwolono rozwinąć skrzydła, aby wszystkie stworzone istoty ujrzały jego zarzuty przeciwko rządom Bożym we właściwym świetle. By już nikt - nigdy nie kwestionował sprawiedliwości i miłosierdzia Bożego oraz niezmienności Jego prawa.
Bunt szatana miał być dla wszechświata lekcją po wszystkie czasy, a w przyszłości trwałym zabezpieczeniem dla wszystkich rozumnych stworzeń, by nie popełniły grzechu i nie musiały ponieść kary.
Ale jak pokazuje późniejsza historia biblijna - stworzony przez Boga człowiek, niestety na błędach się nie uczy i zamiast słuchać Stwórcy - znów szatan wkracza do akcji, przekonując ludzi, że nigdy nie umrą i będą tacy jak Bóg - znający dobro i zło.
Brzmi to kusząco w ustach tego, który jest arcymistrzem kłamstwa. Czy to jest wina Boga, że Ewa zerwała jabłko i podała go Adamowi - czy szatana? 
Przecież Bóg wyraźnie ostrzegał jakie będą konsekwencje ich nieposłuszeństwa, a skoro oni go  zlekceważyli, Bóg równie dobrze mógł zrobić to samo, pozostawiając ich pod przewodnictwem Szatana.
Lecz Biblia przedstawia nam prawdziwy charakter Boga, który jest "miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący łaskę dla tysięcy, odpuszczający winę, występek i grzech"  
Wj 34,6-7.
Co zatem robi Bóg? 
Jako dowód swojej  miłości do człowieka oraz tego, że nie jest mu wszystko jedno co się z nami stanie -  oddaje swego jednorodzonego  Syna, jako okup za upadły rodzaj ludzki.

A co robi szatan?
Podejmuje dalszą walkę z Jezusem o panowanie nad światem. Jednak jego charakter jako zwodziciela tutaj na ziemi zostaje całkiem zdemaskowany. Nic tak skutecznie nie przyczyniło się do wykorzenienia z serc aniołów i wiernych Bogu istot wszechświata przyjaznych uczuć dla szatana, jak jego okrutna walka ze Zbawicielem świata. 
Kiedy Jezus przebywał na ziemi - Szatan robił nieustanne podchody, żeby zwieść Jezusa. Prowadząc go na szczyt góry żądał, aby Chrystus złożył mu pokłon, nalegał żeby rzucił się w dół w zamian za to obiecując mu wszystkie królestwa świata. Jego perfidna gra w efekcie doprowadziła do tego, że ludzie odrzucili Jezusa. Szatan użył wszelkich sił i chytrości żeby Go zniszczyć, gdyż wiedział, że miłosierdzie i miłość Zbawiciela, tak naprawdę ukazują światu doskonały charakter Boga. Sprzeciwiał się wszystkiemu co Jezus mówił i czynił. Używał ludzi, którzy napełniali życie Zbawiciela cierpieniem i smutkiem. 
W Ogrójcu, tuż przed ukrzyżowaniem kiedy przerażony Jezus modlił się i pocił krwawym potem, nawet wtedy nie odpuścił.

Czy kolejny raz nie moglibyśmy zadać Bogu pytania gdzie wtedy był i dlaczego nie ocalił Jezusa? Oto odpowiedź:
"Albowiem Bóg tak umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto weń wierzy nie zginął, ale miał żywot wieczny".
Jan, 3,16
Kiedy wielka ofiara dokonała się, Chrystus wstąpił do nieba prosząc Ojca za nami:
"Chcę, aby ci których mi dałeś, byli ze mną, gdzie ja jestem"
 J, 17,24
Jezus nie miał już żadnej skazy. Upokorzenie skończyło się, ofiara się dokonała i dane Mu zostało imię przewyższające wszelkie imię, a nas w ewangelii Jana 14,1-6, zapewnia słowami:
"Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie. 
W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście gdzie Ja jestem i wy byli. I dokąd ja idę, wiecie i drogę znacie. Rzekł mu Tomasz: Panie nie wiemy, dokąd idziesz, jakże możemy znać drogę?
Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie".
Czy chcesz skorzystać z Jego zaproszenia i żyć razem z nim już na wieki?
Bez chorób, wojen, nienawiści i śmierci? Ja bardzo chętnie chciałabym skorzystać z tej propozycji. Uczniowie Jezusa byli przekonani, że wróci On po nich bardzo szybko. Sprzedawali nawet swoje majątki, a pieniądze dzielili między siebie oraz przekazywali ubogim. Zestarzeli się jednak, cierpieli prześladowania, umierali - a Jezus wciąż nie wracał. Mogli przecież zwątpić w Boga i Jego obietnicę. Tak się jednak nie stało, ponieważ ufali mu bezgranicznie i wiedzieli, że Bóg zawsze dotrzymuje słowa
Ale zachodzi pytanie dlaczego Jezus nadal nie wraca? 
Odpowiedzi udziela nam św. Piotr w swoim 2 liście 3,3-10:
"Wiedzcie przede wszystkim to, że w dniach ostatecznych przyjdą szydercy z drwinami, którzy będą postępować według swych własnych pożądliwości.
I mówić będą: Gdzież jest przyobiecane przyjście jego? Odkąd bowiem zasnęli ojcowie, wszystko tak trwa, jak było na początku stworzenia.
Niech to jedno umiłowani, nie uchodzi uwagi waszej, że u Pana jeden dzień jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień.

Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, chociaż niektórzy uważają, że zwleka - lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce aby wszyscy przyszli do upamiętania.
A cierpliwość Pana naszego uważajcie za ratunek".
Myślę, że Boża cierpliwość jest już na skraju wyczerpania. A najlepiej wie o tym Szatan, który za wszelką cenę próbuje jak największą ilość ludzi zaprowadzić na manowce oraz zasiać w ich umysłach przekonanie, że  za całe zło tego świata odpowiedzialny jest Bóg.
Szatan zdaje sobie sprawę z tego, że przedśmiertny okrzyk naszego Zbawiciela na Golgocie: "Wykonało się" - jest dla niego samego dzwonem pogrzebowym.
Dlatego apostoł Piotr  w swoim I liście ostrzega nas:
"Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć".
Z kolei apostoł Jan w Objawieniu 12,12 mówi:
"Dlatego weselcie się niebiosa i wy, którzy w nich mieszkacie. Lecz biada ziemi i morzu, gdyż zstąpił do was diabeł pałający wielkim gniewem, bo wie iż czasu ma niewiele".
Nie ma się zatem co dziwić, że Szatan chce ten czas wykorzystać na "maksa".
Od czasów Adama aż do dzisiaj wróg ludzkości używa swej mocy, by ujarzmić i zniszczyć człowieka. Obecnie przygotowuje się do ostatecznej walki z Bożym Kościołem. Wszyscy, którzy kroczą śladami Jezusa, będą musieli stanąć twarzą w twarz z bezlitosnym wrogiem. Niejednokrotnie jest tak, że im bardziej chrześcijanin naśladuje Chrystusa, tym pewniejsze jest, że stanie się celem ataków szatana, który jest sztukmistrzem perfidii i kłamstwa. 
Szatan to nie jest rogata, brzydka  bestia. On potrafi przybierać różne oblicza:
"I nic dziwnego; wszak i szatan przybiera postać anioła światłości. Nic więc nadzwyczajnego, jeśli i słudzy jego przybierają postać sług sprawiedliwości; lecz kres ich taki, jakie są ich uczynki".
II Kor. 11,14-15

Jezus w ewangelii  Mateusza 24,10-14 przestrzegał również przed tym:
"I wówczas wielu się zgorszy i nawzajem wydawać się będą i nawzajem nienawidzić. I powstanie wielu fałszywych proroków i zwiodą wielu. 
A ponieważ bezprawie się rozmnoży, przeto miłość wielu oziębnie.
A kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.
I będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie po całej ziemi na świadectwo narodom i wtedy nadejdzie koniec".
A jaki będzie koniec dla szatana, który starał się usidlić Chrystusa najwymyślniejszymi pokusami i atakami? 
Pamiętajmy, że walka ta była stoczona dla nas, a zwycięstwo Jezusa - umożliwia nasze zwycięstwo. Nasz Zbawiciel udziela siły każdemu, kto jej pragnie. Żaden człowiek bez wyrażenia swej zgody nie może być zwyciężony przez szatana. Kusiciel nie ma mocy panowania nad naszą wolną wolą lub zmuszania do grzechu. Może człowieka dręczyć, ale nie może go zmusić. To od nas samych zależy czy mu ulegniemy. Fakt, że Chrystus zwyciężył, powinien dodać Jego naśladowcom odwagi do mężnej walki z grzechem i szatanem, którego w efekcie będzie czekał taki los na jaki sobie zasłużył:
"A diabeł, który ich zwiódł, został wrzucony do jeziora z ognia i siarki, gdzie znajduje się fałszywy prorok i będą dręczeni i dniem i nocą na wieki wieków"
"Udziałem zaś bojaźliwych i niewierzących i skalanych i zabójców i wszeteczników i czarowników i bałwochwalców i wszystkich kłamców będzie jezioro płonące ogniem i siarką".
A co stanie się z ludźmi, którzy do końca będą konsekwentnie trwać przy  Jezusie?
"I otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie. Albowiem pierwsze rzeczy przeminęły.
Oto wszystko nowym czynię. 
Zwycięzca odziedziczy to wszystko i będę mu Bogiem, a on będzie mi synem".
Obj. 21, 4-7
Czy chcesz być dzieckiem Boga i przez całą wieczność być szczęśliwym?
Gdy kiedyś zadałam to pytanie moim dzieciom, stwierdziły, że w niebie musi być nudno bo ciągle będzie się robić  jedno i to samo.

Niektórzy ludzie zastanawiają się nad tym:
Jak będzie można żyć bez telewizora, komputera, czy telefonu? Bez szybkiego samochodu i dreszczyku emocji gdy przekracza się dozwoloną prędkość? 
Bez imprezowania oraz innych fajnych rzeczy? 
Na to pytanie nie znam odpowiedzi, ale wiem jedno. Bóg zapewnia nas, że 
w niebie z całą pewnością nie będzie nudno. Na dowód tego przytoczę słowa apostoła Pawła z drugiego listu do Koryntian 2,9:
"Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy go miłują".
Szczerze w to wierzę, ponieważ wiem, że Bóg nigdy nie zawodzi i zawsze 
- w przeciwieństwie do Szatana, wywiązuje się ze złożonej obietnicy:
"Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą".
Łk, 21,33
Nie wiem czy moje argumenty chociaż w maleńkim stopniu przekonały Was, że za zło całego świata nie jest odpowiedzialny Bóg, lecz jego przeciwnik - Szatan. Dlatego kiedy w naszym życiu dzieje się coś złego - módlmy się do Boga. Chociaż nasze prośby nie zostają od razu wysłuchane, nie zniechęcajmy się i nie odchodźmy od Niego, ponieważ: 
"Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika, który się upamięta, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych".

Pamiętaj o tym, że odchodząc od Boga - Jemu nie jest wszystko jedno co  dzieje się z Twoim życiem.
Bóg nie zostawił nas samymi, abyśmy walczyli przeciwko szatanowi. Dał nam naturalną zbroję, która czyni nas odpornymi na ataki szatana.
"W końcu bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy jego. 
Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich.
Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i dokonawszy wszystkiego - ostać się".
Weźcie też przyłbicę zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże".
Ef. 6,10-17

Jeżeli odrzucisz Boga - szatan z całą pewnością będzie wiedział jak odpowiednio wykorzystać taką szansę. A kiedy Twoje życie zupełnie straci sens i wartość - on w mistrzowski sposób całą winę za niepowodzenia zrzuci na Boga, żebyś Ty mógł za nim powtarzać,  "Bóg tak chciał".

Nigdy nie zwalaj  winy na Boga za to, że Cię opuścił. 
Pamiętaj: On nigdy nie robi tego pierwszy. 

"Bóg sam może świat zniszczyć i drugi wystawić,
Ale bez naszej pomocy nie może nas zbawić"
A. Mickiewicz


Wszystkim czytającym mój dzisiejszy post bardzo chciałabym polecić film zatytułowany "Bóg nie umarł". 
Naprawdę warto obejrzeć.


poniedziałek, 25 stycznia 2016

Z wizytą u Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce

Myślę, że od czasu do czasu nie zaszkodzi przypomnieć sobie o ludziach, którzy w jakiś szczególny sposób wpłynęli na zmianę naszego życia, czy to w sferze naukowej, kulturalnej, czy też technicznej.
Ludzi o których mówi się dzisiaj niewiele lub zupełnie się o nich zapomniało, a dzięki którym możemy lepiej funkcjonować, a ich wynalazki przyczyniają się  do lepszego, codziennego funkcjonowania. 
No może we współczesnym świecie bez lampy naftowej da się żyć, ale bez ropy naftowej byłoby trudno.
Przyznam szczerze, że w swoim domu posiadam kilka sztuk takowych lamp, a ich światło wprowadza wieczorem niezwykłą atmosferę.
Parę lat temu, podczas ogromnej śnieżycy i szronu - w naszej wsi zostały uszkodzone przewody wysokiego napięcia i przez kilka dni nie było prądu.
Więc świece i lampy naftowe "poszły w ruch". Ależ to były przyjemne chwile. Nawet dzieciaki były zadowolone, mimo iż komputer i telewizor poszły w odstawkę.
A jeszcze żyjąca wtedy moja babcia, opowiadała nam niesamowite historie z czasów swojej młodości i dzieciństwa. Opowiadała o czasach wojny, głodu i biedy. O tym, że ludzie w tamtych czasach codziennie musieli funkcjonować bez światła, a dzięki temu stawali się sobie bliżsi i więcej ze sobą rozmawiali. 
W moim domu raczej dużo się rozmawia, ale wtedy był to wyjątkowy okres, kiedy siedzieliśmy przy piecu kaflowym w którym palił się ogień - grając w warcaby, karty, czy też po prostu zwyczajnie rozmawiając. Moje dzieci doszły do wniosku, że częściej powinny pojawiać się takie awarie. Nie narzekały, że brakuje komputera, komórki /nie dało się naładować/ lub telewizora.
Myśleliśmy nawet o agregacie prądotwórczym, ale było tak sympatycznie i klimatycznie więc doszliśmy do wniosku, że skoro babcia wytrzymała bez prądu całe dzieciństwo - my też jakoś damy radę.
A kiedy awaria została naprawiona, muszę Wam powiedzieć, że dzieci zamiast "hurra", były jakby trochę zawiedzione. 

Dosyć już wspomnień i zapraszam wszystkich do zwiedzania Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego w Bóbrce, które powstało dzięki pionierowi światowego przemysłu naftowego - Ignacemu Łukasiewiczowi.

Zlokalizowane jest na terenie pierwszej w świecie kopalni ropy naftowej, zwanej wówczas olejem skalnym.








Na terenie muzeum znajduje się obelisk zbudowany w 1872 r. przez Ignacego Łukasiewicza. Na obelisku widnieje napis: "Dla utrwalenia pamięci zołożoney kopalni oleyu skalnego w Bóbrce WR 1854 Ignacy Łukasiewicz".

Kopalnia powstała w 1854 r. Do dzisiejszego dnia wydobywana jest tutaj ropa naftowa z dwóch czynnych kopanek - "Franek" i "Janina" - kopane ręcznie.
 














Na początku nie było łatwo. Łukasiewicz całe ryzyko poszukiwań wziął na siebie i w 1854 r. wywiózł do Wiednia 300 cetnarów nafty galicyjskiej. Był to pierwszy sukces handlowy. Pieniądze przeznaczył na dalsze poszukiwania.
Najpierw kopano rów o głębokości 1,2 m i długości ok. 120 m, w którym zbierała się wyciekająca ropa, a następnie sczerpywano ją z powierzchni różnymi naczyniami. Ilość ropy była bardzo mała, zaczęto więc kopać "kopanki" od kilku do 150 m głębokości.

Dopiero w siódmym roku prowadzenia eksploatacji w Bóbrce i po uruchomieniu trzeciej destylarni w Polance - przyszedł sukces finansowy. W 1863 r. Łukasiewicz kupił 714-morgowy majątek ziemski obejmujący wsie Chorkówka i Leśniówka. 
Dbał o to, by kopalnia w Bóbrce była nowoczesnym obiektem przemysłowym. Zainteresowany był rozwojem techniki wiertniczej i eksploatacyjnej, popierał poszukiwanie źródeł ropy. Chętnie współpracował z ludźmi, którzy w wydobycie wnosili wiele nowego.
Mimo upływu lat, zachowały się różne narzędzia świadczące o zmyśle technicznym i organizacyjnym ludzi, którzy tu pracowali, a znajdujące się sprzęty  stanowią  ważne dowody ciągłości myśli technicznej narodu i jego postępu cywilizacyjnego.
Przemysł naftowy w Polsce jest niewątpliwie najstarszym na świecie. Niejednokrotnie w swych przeszło stuletnich dziejach przodował poziomem technicznym, rozmachem i wielkością. Świadczą o tym głównie zachowane przedmioty i urządzenia, których jest coraz mniej, a wiele z nich uległo zniszczeniu w czasie wojny.
Urządzenie do wiercenia udarowego














W domu Łukasiewicza z 1865 r. zgromadzono pamiątki w postaci fotografii, kolekcji lamp naftowych, aparatury laboratoryjnej, zbiorów bibliotecznych.
Gabinet



Portrety 

rodziców 
Ignacy Łukasiewicz

 W korytarzu znajduje się kolekcja pięknych lamp naftowych

Pracownia Łukasiewicza
W 2000 roku przekazano do użytku Pawilon Wystawowy, w którym mieszczą się trzy sale ekspozycyjne, gdzie prezentowane są wystawy związane z górnictwem naftowym, gazowniczym oraz przemysłem rafineryjnym.

W bardzo ciekawy, obrazowy  sposób przedstawione jest wydobycie gazu ziemnego, ropy naftowej oraz ich zastosowanie.





Obok domu otoczonego parkiem znajduje się popiersie Ignacego Łukasiewicza umieszczone na cokole z marmuru.



W pobliżu wzniesiony został budynek - pierwowzór górskiej stacji benzynowej Centrali Produktów Naftowych, przed którym eksponowane są unikalne oryginalne dystrybutory paliw, z początkowych lat rozwoju stacji benzynowych.

Ignacy Łukasiewicz urodził się 8 marca 1822 r. w Zadusznikach k. Mielca. 
Naukę z zakresu szkoły powszechnej pobierał w domu, a po zdaniu egzaminu został przyjęty do Gimnazjum Ojców Pijarów w Rzeszowie. Jednak po śmierci ojca, po ukończeniu 4 klas zmuszony został do podjęcia praktyki w aptece Antoniego Swobody  w Łańcucie. Praktyczną wiedzę aptekarską zdobywał ponadto w Rzeszowie i we Lwowie, a uwieńczył ją tytułem magistra farmacji po odbyciu studiów rozpoczętych na uniwersytecie w Krakowie, 
a zakończonych w Wiedniu. Pod zarzutem kierowania przygotowaniami do wybuchu powstania w rejonie rzeszowskim 19 lutego 1846 r. wraz z innymi spiskowcami został aresztowany i osadzony w rzeszowskim więzieniu. Po dwóch latach został zwolniony z obowiązkiem pobytu we Lwowie.
W 1848 r. podjął pracę we lwowskiej aptece, należącej do Piotra Mikolascha, gdzie wraz z farmaceutą Janem Zehem pracował nad badaniami właściwości ropy naftowej, obficie występującej na terenie Galicji. Ich praca zaowocowała wydestylowaniem nafty oświetleniowej.

Wykonana przez lwowskiego blacharza Adama Bratkowskiego lampa naftowa zapłonęła 31 lipca 1853 r. podczas nocnej operacji chirurgicznej w Szpitalu Powszechnym we Lwowie. Jest to symboliczna data przyjęta za początek polskiego przemysłu naftowego.
Łukasiewicz wypowiedział wtedy znamienne słowa: "Olej skalny - to przyszłe bogactwo kraju - to dobrobyt i pomyślność dla jego mieszkańców, to nowe źródło zarobków dla biednego ludu i nowa gałąź przemysłu, która obfite zrodzi owoce".
Po dokonaniu epokowego wynalazku Łukasiewicz porzucił Lwów i przeniósł się w roponośne tereny podkarpacia. 
Od 1854 r. związany był z kopalnią ropy naftowej w Bóbrce, gdzie powstała pierwsza spółka naftowa między Łukasiewiczem, Tytusem Trzecieskim i Karolem Klobassa-właścicielem lasu bobrzeckiego.
Ignacy Łukasiewicz był człowiekiem o wybitnych cechach charakteru. Cechowała go skromność, patriotyzm, filantropia. Zajmował się budową dróg i mostów, dbał o rozwój kultury i oświaty. 
Honorata - żona  Łukasiewicza
Był fundatorem szkół powszechnych w Bóbrce, Chorkówce, Zręcinach i Żeglcach. 
Założył prowadzoną przez jego żonę Honoratę szkołę koronkarską dla dziewcząt w Chorkówce, która w krótkim czasie zasłynęła w Galicji z doskonałych wzorów koronek.
Na kopalni w Bóbrce założył Kasę Bracką.
Była to pierwsza w Polsce i Europie instytucja ubezpieczeniowa. Każdy robotnik z zarobków miał obowiązek wpłacić do kasy 3 centy od zarobionego złotego reńskiego. Zgromadzone fundusze przeznaczone były na bezpłatne leczenie w razie choroby, renty rodzinne w razie śmierci pracownika, zapomogi w razie pożaru mieszkań.
Aby zapobiec praktykom lichwiarskim, Łukasiewicz zorganizował kasy gminne, które udzielały krótkoterminowych pożyczek, spłacanych w ratach tygodniowych. Gdy zarzucano mu łatwowierność i rozrzutność, wyrażał pogląd, że lepiej dać 99-ciu nie potrzebującym niż jednego potrzebującego opuścić.
Okoliczne klasztory, kościoły i cerkwie unickie bezpłatnie wyposażał w naftę. Wraz z Karolem Klobassą ufundował kościół w Zręcinie. 
Za działalność charytatywną papież Pius IX w 1873 r. nadał mu tytuł szambelana papieskiego i odznaczył Orderem św. Grzegorza.
Ignacy Łukasiewicz zmarł na zapalenie płuc 7 stycznia 1882 r. w Chorkówce. Pochowany został na cmentarzu parafialnym w Zręcinie.
Jego przyjaciel i współpracownik Teofil Merunowicz w nekrologu napisał:
"Uszczęśliwiać i do dobrego prowadzić drugich było głównym warunkiem szczęścia dla niego. Setki, może tysiące tych, co doznali od niego osobistych dobrodziejstw zachowają go do końca życia ze wdzięcznym wspomnieniem. Zasłużył on jednak na to, aby cały naród zaliczył jego imię do rzędu najlepszych, najszlachetniejszych synów swoich".