środa, 29 listopada 2017

Namiastka Toskanii w węgierskim miasteczku Badacsony


Jak się okazuje  specyficzny toskański klimat, hektary winnic położonych na stokach wzgórz oraz piękne pejzaże nie koniecznie możemy znaleźć tylko we Włoszech.
Podobnych wrażeń wizualnych, estetycznych oraz smakowych dostarczyło nam węgierskie miasteczko Badacsony, które przy okazji  letnich wakacji - postanowiłam odwiedzić głównie ze względu na osobę Egry Józsefa /1883-1951/ - słynnego węgierskiego malarza, będącego wiernym piewcą nadbalatońskiego krajobrazu.
Podobno przy każdej nadarzającej się okazji zabierał On ze sobą płótno, sztalugi oraz farby i maszerował w plener, aby delektować się pięknem tutejszego otoczenia, a efektem nieustannego zachwytu są namalowane przez niego obrazy.
Malarz trafił w okolice Balatonu podczas pierwszej wojny światowej w wyniku  odniesionych ran. W czasie rekonwalescencji tak bardzo rozkochał się w tym miejscu oraz miejscowej pannie, która w efekcie została jego żoną, że postanowił osiąść tutaj na stałe. 
Najpierw zamieszkał w Keszthely /tutaj/, a następnie przeniósł się do Badacsony.   
Jego postać  przypomina mi troszkę Vincenta van Gogha, który z kolei wielką miłością obdarzył  Prowansję, maniakalnie malując zamieszkujących ją ludzi oraz tamtejsze pejzaże.
Czy wiecie, że Van Gogh namalował w swoim życiu aż 800 obrazów i tylko jeden  udało mu się sprzedać za życia? 
Egry na początku swojej drogi artystycznej również nie był szczególnie "rozchwytywany". Zmarł w roku 1951, ale dopiero 20 lat później węgierska publiczność odkryła jego talent ponownie. 
W roku 1973 malarz pośmiertnie doczekał się otwarcia nad Balatonem  muzeum, gdzie zgromadzono sporą ilość obrazów oraz pamiątek po nim. 
W związku z tym, że moi chłopcy wybierają opcję rekreacyjną i pluskanie w wodach Balatonu - ja kieruję się w stronę Muzeum Józsefa Egry, żeby spojrzeć na impresjonistyczną twórczość  tego artysty, w której dominującym tematem jest ukazanie łączności człowieka z otaczającą go przyrodą.




Przy promenadzie nad jeziorem, ponownie wita mnie postać Józsefa Egry, trzymającego pod pachą sztalugi oraz mały stołeczek. Tak jak za życia, podobnie i teraz - malarz zapatrzony jest z jednej strony w szarobure wody Balatonu, a  z drugiej na piętrzące się wysoko powulkaniczne stoki gór o tej samej nazwie. 
Nie ma się co dziwić jego fascynacji okolicą, ponieważ Badacsony należy do najbardziej malowniczych miejscowości nad jeziorem.
Piękne krajobrazy, majątki ziemskie i wszechobecne winnice. Do tego pakietu dokładamy jeszcze piękną pogodę, zapach lawendy  oraz ziół. Czy  można chcieć czegoś więcej?


Po spędzeniu przyjemnego czasu nad wodą, przemieszczamy się w wyższe partie miasteczka i dopiero tutaj dostrzegam jego walory krajobrazowe oraz prawdziwie toskańskie oblicze.  Jestem tym miejscem absolutnie  oczarowana.  
Łagodne zbocza zstępujące w kierunku wód Balatonu zostały zagospodarowane przez winiarzy. Spacer na szczyt wzgórza to czysta przyjemność, a rozpościerające się stąd widoki zapierają dech w piersiach. 
Warto przysiąść na tarasie którejś z winnic /jest ich naprawdę sporo/ lub restauracji serwującej pyszne jedzenie oraz regionalne wina typu:  Szürkebarát, Olaszrizling, Kéknyelű, Muskotály, Chardonnay.
Jestem przekonana, że miłośnicy spektakularnych widoków, dobrego jedzenia oraz wybornego wina na pewno nie będą rozczarowani tym miejscem.
Trzeba się tylko troszkę powspinać, ale jeśli ktoś woli wersję bardziej komfortową - może również wyjechać samochodem.
Z przyjemnością wróciłam wspomnieniami do tamtych ciepłych chwil, a patrząc dzisiaj za okno mam nadzieję, że i Wam po obejrzeniu moich słonecznych zdjęć zrobiło się troszkę cieplej na duszy:) 

 





Przesyłam do Was moc ciepłych życzeń,
bardzo dziękuję za odwiedziny
oraz wszystkie pozostawione komentarze:)



Węgry, Badacsony - wrzesień 2017
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...