czwartek, 27 kwietnia 2017

Najpiękniejszy widok na Florencję - Piazza Michelangelo



Zanim dotrzemy do serca Florencji, dzisiaj chciałabym pokazać Wam jak prezentuje się to cudowne miasto z  zewnątrz, a konkretnie z górnej i chyba najpiękniejszej perspektywy, czyli Piazza Michelangelo /Plac Michała Anioła/.
Z centrum Florencji możemy tutaj dotrzeć na wiele sposobów: pieszo, autobusem linii 13 lub własnym samochodem.
My - po całodziennym, wyczerpującym maratonie po Florencji, wybraliśmy oczywiście opcję samochodową. Parking jest bardzo duży i przestronny, więc bez żadnych problemów parkujemy auto, a następnie delektujemy się boskim widokiem niewątpliwej kolebki włoskiego Renesansu. 
Z miejsca tego można podziwiać praktycznie całą panoramę Florencji wraz z jej najważniejszymi zabytkami.  Sławny widok na miasto z tego właśnie punktu widokowego, od lat jest odtwarzany na niezliczonych pocztówkach i zdjęciach.
Czy należy się temu dziwić? Jeśli chodzi o mnie mogłabym  przychodzić tutaj codziennie, przysiadać na murku i patrzeć, patrzeć ...




Piazza Michelangelo poświęcony jest największemu rzeźbiarzowi doby Renesansu - Michałowi Aniołowi. Miejsce to powstało  według projektu Giuseppe Poggi z okazji upamiętnienia 400-rocznicy urodzin tego wszechstronnego artysty. 
Uważam, że Michelangelo w pełni zasługuje na  odrębny post - tym bardziej, że w czasie naszej włoskiej eskapady  odwiedziliśmy po drodze dom, w którym Michał Anioł przyszedł na świat. Oczywiście efekty poszukiwań wioski o nazwie Caprese również Wam w przyszłości opiszę. 
Na środku placu za pomocą odlewów z brązu wzniesiono wielki pomnik, który upamiętnia jego dwa wielkie dzieła: "Dawida" oraz "Cztery pory dnia".


Jestem przekonana, że w takim fartuchu mój mąż nie będzie miał sobie równych w kuchni :)

Jeśli ktoś nadal czuje ciągły niedosyt związany z podziwianiem panoramy Florencji (:)  - koniecznie musi skierować swoje kroki w stronę kościoła San Miniato al Monte, położonego na wzgórzu, nieopodal  placu  Michała Anioła. To naprawdę niezwykła przyjemność przejść się tam spacerkiem, ze wzrokiem skierowanym w stronę Florencji, skąd rozciągają się  równie spektakularne widoki. 

 
Odnoszę nieodparte wrażenie, że tutaj nawet kawa smakuje inaczej:)

Jeśli istnieje na świecie miejsce, które  stanowi wzorzec dla potencjalnych studentów Akademii Sztuk Pięknych, czy Wydziałów Architektury, to z całą pewnością Florencja zaliczana jest do ścisłej czołówki. 
Gdziekolwiek człowiek się nie obróci, wszędzie znajdzie natchnienie oraz "model" służący do odwzorowania - czy to w postaci  rzeźb,  wspaniałych katedr, czy też iście niebiańskich krajobrazów. Tutaj bez końca można  rozwijać swoją pasję oraz trenować szkic, kreskę i wszelkie możliwie rodzaje proporcji - z dalszej lub bliższej perspektywy.
Kiedy jestem w takich miejscach, czasami bardzo żałuję, że  nie zostałam obdarzona chociażby maleńką szczyptą talentu, np.  malarskiego. 
Mój mąż twierdzi jednak, że z całą pewnością Pan Bóg wiedział co robi, bo każda  nasza potencjalna podróż musiałaby się znacznie przedłużać, a moje zachwyty nad "potencjalnym materiałem" przeciągałyby się w nieskończoność:)
No cóż, ja i tak mam ogromny problem, kiedy muszę opuścić jakiś obiekt moich westchnień, ochów i achów:)


Kościół San Miniato al Monte uchodzi za jeden z piękniejszych kościołów we Florencji. W końcu już samo jego położenie do czegoś zobowiązuje. 
Został wybudowany w 1018 r. w hołdzie dla pierwszego florenckiego męczennika Miniasza - eremity, któremu ścięto głowę i który potem wędrował po wzgórzach z ową głową oddzieloną od ciała trzymaną pod pachą:).
Niejednokrotnie mnie przerażają, ale chyba częściej powodują pusty śmiech takie niewiarygodnie "rzewne", wyjęte żywcem ze średniowiecza  historie oraz podania wymyślone przez ludzi, a które o zgrozo  nie za bardzo są negowane przez wydawałoby się świadomy, ówczesny Kościół.
Fasadę zdobi biało-zielony marmur, a wnętrze pełne jest malowideł ściennych o tematyce biblijnej i nie tylko. 
Pod ołtarzem, w najstarszej części kościoła mieści się ogromna krypta, gdzie przechowywane są kości /ciekawe, czy razem z głową/ świętego Miniasza. Wybaczcie mój sarkazm, ale co do wiarygodności takich relikwii, zawsze podchodzę z ogromnym dystansem i znacznym niesmakiem.



W kolejnych postach przeniesiemy się do serca Florencji. Będziemy ją zwiedzać, spacerować jej uliczkami, ale przede wszystkim będziemy celebrować dzieła największych artystów, tworzących i działających w tym mieście.


 Dziękuję za  pozostawione komentarze
i życzę nam wszystkim słoneczka, 
które sprawi, że w końcu przestaniemy 
psioczyć na paskudną pogodę:)



Włochy - Florencja, 03.03.2017

sobota, 22 kwietnia 2017

Pozostałe przystanki na szlaku Cinque Terre - Manarola, Vernazza, Monterosso i Corniglia, której nie było ...


W pierwszym odcinku moich włoskich opowieści, o skalnych miasteczkach położonych w Ligurii - odwiedziliśmy Riomaggiore - tutaj
Dzisiaj chcę pokazać Wam cztery pozostałe miasta wchodzące w skład Cinque Terre. Różne są opinie na ich temat, ale jestem przekonana, że  każdy kto tutaj przyjeżdża   typuje swojego faworyta. Nie inaczej było w moim przypadku. Jeśli chodzi o ich położenie, są do siebie bardzo podobne, ale mimo wszystko różnią się od siebie.
W ogólnym rankingu zazwyczaj wygrywa Vernazza i to właśnie ona jest wizytówką wszelakich turystycznych folderów, ale ja jako niepoprawna romantyczka wybieram Manarolę, która pod tym względem również spełnia wszystkie niezbędne ku temu kryteria, a w moim "prywatnym plebiscycie" to ona plasuje się na pierwszym miejscu.  

 

Wzdłuż głównej ulicy Manaroli, na betonowych murkach przedstawione są fotografie ludzi mieszkających tutaj kilkadziesiąt lat temu. Zajmowali się oni głównie uprawą winorośli, rosnących na stromych zboczach wioski, z których produkowano i nadal produkuje się  wino. 
Najpopularniejsza jest biała odmiana Sciacchetra -naturalnie słodkie, aromatyczne wino deserowe o dużej zawartości alkoholu, wyrabiane ze starannie wyselekcjonowanych, przejrzałych winogron.
Butelka  Sciacchetry wyprodukowanej tradycyjnymi metodami  kosztuje około 35 Euro - dość sporo jak na kieszeń przeciętnego europejczyka.

  
Manarola liczy około 700 mieszkańców i w XX wieku przyciągała głównie włoskich artystów. Obecnie jej wąskie zaułki przemierzają, zamiast malarzy i pisarzy turyści z całego świata, którzy chociaż przez chwilę chcą nacieszyć oko pięknymi widokami, nasycić nozdrza egzotycznymi zapachami lub zregenerować duszę wsłuchując się w szum morskich fal.
Manarola jest prawdopodobnie najstarszym miasteczkiem, wchodzącym w skład Cinque Terre. Kamień węgielny pod kościołem San Lorenzo pochodzi z 1338 r. Dzięki lokalizacji na skałach początkowo miała znaczenie militarne, jednak po doprowadzeniu do miasta torów kolejowych wykutych w skale, zyskała znaczenie turystyczne.
Podróż pociągiem z jednego miasteczka do drugiego trwa  zaledwie kilka minut.

 

Jak wcześniej wspomniałam Vernazza uchodzi  za najpiękniejszą, pośród wszystkich miasteczek Cinque Terre i zdobi strony tytułowe wielu książek o Ligurii. Sielankowy nastrój zamkniętej dla ruchu kołowego wioski /700 mieszkańców/, zakłóca jedynie duży napływ turystów - szczególnie w okresie letnim. Znany z pocztówek widok miejscowości możemy podziwiać ze szlaku turystycznego wiodącego do Corgnilii.

XIII-wieczny kościół św. Małgorzaty Antiocheńskiej ma bardzo surowe wnętrze


Monterosso  niestety nie dało nam większego wyboru i tutaj kończymy  naszą "skalną podróż". Pogoda robi się coraz gorsza, a deszcz i ziąb powodują, że ostatnie miasteczko - Corniglia musi się jakoś bez nas obejść.
Jeszcze tylko szybciutko maszerujemy w kierunku starej Twierdzy położonej nad brzegiem morza, a następnie wracamy do pociągu  i kierujemy się z powrotem do La Spezi - miasta z którego wyruszyliśmy w naszą dzisiejszą, całodniową podróż.



Jeśli do dzisiaj miałam jakiekolwiek wątpliwości dotyczące "szalonego Japończyka w podróży", fotografującego wszystkich i wszystko dookoła - to w tym momencie należą one już do przeszłości.
Będąc tu i ówdzie potwierdzam oficjalnie fakt, że ludzie tej narodowości kochają fotografię w każdym wymiarze, w każdym miejscu i o każdej porze dnia oraz nocy.  
A kiedy zobaczyłam jeszcze dwie panie w akcji z pociągiem - byłam pełna "podziwu" dla ich pasji. Jednym słowem nic nie jest w stanie umknąć przed ich wszechobecnym obiektywem - nawet błyskawicznie przejeżdżający pociąg.
Idąc zatem w ślady moich współpasażerek, nie chciałam być od nich gorsza:)
Muszę Wam powiedzieć, że w niektórych  miejscach /a nawet w bardzo wielu/, mnie również dopada "syndrom Japończyka ":)
Przecież świat jest taki piękny i interesujący, że bardzo trudno jest oprzeć się jego urokowi. 


Dziękuję za pozostawione komentarze.
Witam serdecznie nowych obserwatorów
i ślę pozdrowienia dla wszystkich 
czytelników mojego bloga:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...