poniedziałek, 11 lutego 2019

Zjawiskowy gmach budapesztańskiego Parlamentu

"Architektura polega na zachowaniu trzech zasad: 
trwałości, użyteczności i piękna"
Witruwiusz



Budynek Parlamentu w Budapeszcie, jest najlepszym dowodem na to, że trwałość, użyteczność oraz piękno można połączyć w całość, a wtedy rzeczywiście powstają rzeczy niezwykłe.
Położony nad Dunajem w dzielnicy Peszt, jest jednym z największych gmachów parlamentów narodowych na świecie.  Wybudowano go w okresie, kiedy z połączenia dwóch dawnych miast  Budy oraz Pesztu - powstał Budapeszt. Władze miejskie uznały, że zjednoczona stolica potrzebuje nowej, reprezentacyjnej siedziby. Na jej miejsce wybrano podmokły, bagnisty teren w okolicy wówczas niezamieszkanej, a w dodatku cieszącej się reputacją bardzo niebezpiecznej. 
Zanim doszło do rozpoczęcia prac, teren budowy musiał zostać osuszony i umocniony, konieczna była także wywózka składowanego tam drewna – w tym celu uruchomiono specjalną linię kolejową, którą później transportowano odpowiednie materiały. Rozpisany w 1882 roku konkurs na najlepszy projekt budowli wygrał Imre Steindl - zainspirowany neogotyckim gmachem londyńskiego parlamentu. Zgodnie z duchem czasu stworzył on dzieło eklektyczne, którego ornamentacja mocno nawiązuje do gotyku, a plan i układ przestrzenny powiela wzorce renesansowe i barokowe.
Budowa trwała od 1885 do 1904, choć pierwsze posiedzenie odbyło się już w 1896, podczas hucznie obchodzonej rocznicy 1000-lecia państwa węgierskiego. Pracowało przy nim 1000 osób, zużyto 40 kilogramów złota, pół miliona kamieni szlachetnych i 40 milionów cegieł. Wydaje mi się, że efekt poczynań architekta jest zadziwiający i przerósł nawet najśmielsze oczekiwania władz miasta oraz jego mieszkańców. 
Mnie osobiście gmach budapesztańskiego Parlamentu  zahipnotyzował od początku do końca i niezależnie od tego, z której strony na niego spojrzymy budowla prezentuje się spektakularnie.

Ze Wzgórza Zamkowego cały Budapeszt - łącznie z Parlamentem  wygląda zjawiskowo
W bezpośrednim kontakcie gmach Parlamentu jest jeszcze większy. Trudno go zmieścić w obiektywie
Siedzę, patrzę i podziwiam:)
Mimo iż budynek jest stosunkowo młody - wygląda jakby wzniesiono go co najmniej kilkaset lat temu
A tutaj mamy śliczne widoczki z Góry Gellerta:)

Bardzo żałuję, że nie mogłam wejść do środka Parlamentu. Niestety było już zdecydowanie za późno, a zwiedzanie odbywa się tylko i wyłącznie w określonych godzinach /8.00-16.00/ - z przewodnikiem. W okresie sesji parlamentarnych niektóre pomieszczenia są wyłączone ze  zwiedzania. 
Największymi salami parlamentu są: dawna Izba Niższa (dzisiejsze Zgromadzenie Narodowe/  oraz dawna Izba Wyższa, zniesiona w węgierskim systemie politycznym w 1945, a obecnie pełniąca funkcję reprezentacyjnej Sali Konferencyjnej.
Główna fasada gmachu umieszczona jest od strony rzeki i zdobi ją 88 posągów władców węgierskich z 7 legendarnymi wodzami madziarskimi na czele - natomiast główne wejście do Parlamentu znajduje się w wysuniętym do przodu środkowym ryzalicie od strony placu Kossutha.
Pod względem wymiarów gmach może poszczycić się 268 m długości, 123 m szerokości, 96-metrową kopułą i prawie 18 000 m kwadratowych powierzchni, co stawia go na pierwszym miejscu wśród wszystkich gmachów parlamentu na świecie!!!
Budowla ma 27 bram, 29 klatek schodowych i jest zaopatrzona w 133 wind. Całkiem niezły wynik:)
Prowadzące od głównej bramy schody wiodą do paradnego holu ozdobionego plafonami. W małej niszy na ścianie ustawiono w 1904 r. popiersie twórcy gmachu - Imre Steindela.
Główna brama budynku przeznaczona jest wyłącznie dla wysokich rangą delegacji państwowych. W 2000 roku na 1000-lecie chrześcijaństwa na Węgrzech, wniesiono tędy w uroczystym orszaku Świętą Koronę oraz pozostałe insygnia królewskie, umieszczone w Sali Kopułowej.  Korona św. Stefana w 1944 została wywieziona z Budapesztu (według niektórych wersji ukradli ją żołnierze niemieccy).  Nie wiadomo dokładnie, jak znalazła się po wojnie w Stanach Zjednoczonych  (być może wraz z amerykańskim wojskiem). Zwrócono ją Węgrom dopiero w 1978. Od 2000 koronę i insygnia królewskie można ponownie oglądać w gmachu parlamentu.
W podziemiach gmachu znajduje się muzeum poświęcone węgierskiemu parlamentaryzmowi.
 
Dawna Izba Wyższa- zdj. wikipedia
Hol główny /paradny/
Korona św. Stefana i insygnia królewskie
Kuluary

Naprzeciwko Parlamentu wznosi się piękny budynek, który w XIX wieku pełnił funkcję Pałacu Sądu Najwyższego. Jest jednym z najbardziej charakterystycznych dzieł węgierskiego eklektyzmu, łączącego w sobie formy renesansowe i barokowe. Zdobienia na fasadzie wiążą się tematycznie z sądownictwem i prawem. Od 1972 r. w budynku mieści się Muzeum Etnograficzne, a tuż  przed nim na betonowych  schodkach  przysiadają ludzie mocząc nogi w wodzie - od czasu do czasu spoglądając w stronę Parlamentu.
Po drugiej stronie placu wznosi się maszt flagi węgierskiej, a za nim pomnik wodza rewolucji /1848-49/ Lajosa Kossutha
I można by tak spacerować po Budapeszcie od rana do wieczora, ciągle dowiadując się czegoś nowego. Szczerze mówiąc nie miałabym nic przeciwko ponownej wizycie w tym nietuzinkowym mieście. Czy Wam również spodobał się gmach Parlamentu? Kto widział go na żywo, na pewno przyzna mi rację, że zdjęcia nawet w połowie nie oddają jego ogromu oraz niebanalnego wyglądu :)


Dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze:)
Trzymajcie się moi Drodzy i pamiętajcie o tym, 
że wiosna tuż, tuż:)


czwartek, 7 lutego 2019

Atrakcje Wzgórza Plaośnik w Ochrydzie

"Największym urokiem świata jest urok drugiego człowieka" 
Z. Nałkowska



Ochryda należy do tego typu miast, w których nuda człowiekowi na pewno nie grozi, a gdziekolwiek potencjalny turysta skieruje swoje kroki - zawsze znajdzie coś atrakcyjnego i godnego uwagi.
A to stara cerkiewka wisząca nad brzegiem jeziora, a to ruiny rzymskiej budowli traktowanej przez mieszkańców miasta jakby oni sami ją wystawili, a to jakieś niezwykłe muzeum, w którym stoi na przykład kopia maszyny Gutenberga. I  mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Jednym słowem Ochryda ma moc:)
Dla mnie prawdziwy wypoczynek, oprócz leżenia plackiem na plaży musi wnosić powiew nowości, dlatego nie za bardzo widzę siebie w wersji "all inclusive", ale zdecydowanie bliższa jest mi wersja "everything to see". Bardzo lubię poznawać nowe miejsca, stare zabytki, miejscowych ludzi oraz ciekawe historie z nimi związane. 
Oprócz tego co już wcześniej opowiadałam  o Ochrydzie - dzisiaj chciałabym odkryć przed Wami kolejne atrakcje czekające na nas  w tym mieście. Kiedy spod ślicznej cerkwi Jana  Kaneo /tutaj/ udamy się  w kierunku parkowego wzgórza o nazwie Plaośnik będziemy mogli podziwiać piękną panoramę - zarówno starej jak i nowej części miasta.  Spacerek w cieniu sosnowych drzew jest bardzo przyjemny - tym bardziej, że temperatura powietrza oscyluje wokół 30 stopni, więc chyba całkiem sporo jak na wrzesień:)
  
Z tego miejsca wyruszam w górę:)

Gdybym miała wskazać jakąś szczególną cechę, którą Macedonia wyróżnia się na tle innych europejskich państw - na pewno wskazałabym wszechobecne cerkwie, ze swoją  charakterystyczną i bardzo oryginalną architekturą. 
Oto jedna z nich - cerkiew św. Klimenta i Pantelejmona - wzniesiona w roku 893 przez pierwszego słowiańskiego biskupa Klimenta, a poświęcona św. Pantelejmonowi. Pierwotnie była to duża budowla w kształcie trójlistnej koniczyny. Kliment nakazał zbudować tu również swój grobowiec.
Przy klasztorze funkcjonował uniwersytet, w którym nauczano słowiańskiego piśmiennictwa i obrządku religijnego. Wykształciło się tutaj około 3,5 tysiąca studentów. 
Od XII do XIV wieku kościół kilkakrotnie przebudowywano, aż ostatecznie w XV stuleciu został przekształcony na meczet. Turcy nazwali go Imaret, co znaczy "stół jadalny", gdyż zorganizowano tu jadłodajnię dla ubogich. 
Pierwotny monastyr nie dotrwał do współczesnych czasów, a obecna cerkiew o kamiennym korpusie i architekturze nawiązującej do starych wzorców bizantyjskich  jest stosunkowo bardzo młoda.


Nad drzwiami wejściowymi mozaikowa postać św. Klimenta
Domniemany grób św. Klimenta

Tuż przed cerkwią wyłaniają się fragmenty wielkiej wczesnochrześcijańskiej bazyliki pochodzącej z IV-VI wieku z bocznymi absydami nadającymi jej kształt czterolistnej koniczyny. Powstała ona wtedy, kiedy miasto nazywało się Lichnidos i stanowiło wówczas siedzibę biskupstwa. 
Ruiny przykrywa zadaszenie, które chroni bezcenne mozaiki o niespotykanej nigdzie indziej tematyce, przedstawiające faunę i florę z regionu Jeziora Ochrydzkiego.
Ogląda się je dzięki poprowadzonej wokół świątyni platformie. Na terenie ruin wciąż trwają prace wykopaliskowe i odsłaniane są kolejne fundamenty wczesnośredniowiecznej budowli.



Idziemy dalej przez sosnowy las:)

W najwyższym punkcie miasta, na samym szczycie wzgórza Plaośnik wznoszą się pozostałości dawnej twierdzy cara Samuela. Pierwszą budowlę obronną wzniesiono tu w III w.p.n.e. Rozbudowy dokonał car Samuel pod koniec X wieku, kiedy Ochryda była stolicą państwa bułgarskiego. Twierdza stała się wówczas głównym elementem fortyfikacji, którymi otoczono miasto od strony lądu. 
Z warowni zachowały się tylko mury odrestaurowane w 2002 roku - znaleziono tu wówczas złotą maskę pogrzebową z I w.p.n.e. Trzykilometrowe fortyfikacje mają wysokość od 11 do 16 metrów, a dodatkowe wzmocnienie stanowi 18 baszt. Dawniej do twierdzy prowadziły trzy bramy, obecnie tylko jedna - monumentalna konstrukcja z dwiema półokrągłymi wieżami. 
Zdecydowanie największą atrakcję stanowi spacer po murach twierdzy, skąd roztacza się przepiękna panorama miasta oraz  Jeziora Ochrydzkiego.





Nie od dziś wiadomo, że Polak głodny - to Polak zły:) Wstępujemy więc do restauracji o groźnie brzmiącej nazwie "Gladiator",  która znajduje się tuż obok naszego apartamentu. Kiedy wchodzę do środka  jest mi wszystko jedno - czy jedzenie będzie dobre, czy też złe. Najważniejsze jest dla mnie klimatyczne wnętrze oraz cudowne widoki rozpościerające się na zewnątrz:)
Mogę stąd spojrzeć na cerkiew Bogurodzicy, w której wnętrzu kilka dni wcześniej zachwycałam się przepięknymi freskami /tutaj/. Po mojej prawej stronie lśni w słońcu tafla Jeziora Ochrydzkiego, a tuż pod stopami ulokowane są ruiny teatru rzymskiego, pochodzącego z II wieku p.n.e. Czy w tak podniosłej chwili mogłabym myśleć tylko o jedzeniu?:):)
Jak to drzewiej w rzymskich amfiteatrach bywało, również  i w tym miejscu odbywały się różnego rodzaju widowiska oraz walki gladiatorów. Na marmurowych siedzeniach mieściło się 5 tysięcy widzów, a niektórzy z nich mieli nawet swoje stałe miejsca, podpisywane wyrytymi w kamieniu inskrypcjami, które zachowały się do dziś.
Teatr przetrwał w bardzo dobrym stanie, ponieważ przez stulecia znajdował się pod ziemią. Odkryto go dopiero na początku XX wieku, a w 1970 r. rozpoczęły się prace archeologiczne i rekonstrukcyjne. Od czasu do czasu odbywają się w tym miejscu przedstawienia.

A swoją drogą jedzonko było bardzo smaczne:)

Na górze wznosi się cerkiew Bogurodzicy, a na dole Teatr rzymski

Niech nadchodząc dni
przyniosą Wam same radosne i słoneczne chwile:)
 Bardzo dziękuję za odwiedziny 
oraz wszystkie pozostawione komentarze:)




Macedonia, Ochryda - wrzesień 2018
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...