czwartek, 25 czerwca 2015

Śladami Sissi

13.08.2014 r.

Naszą podróż po Kraju Salzburskim rozpoczęliśmy od miejscowości Bad Ischl.  
Co prawda leży ona w Górnej Austrii, ale też warto było ją zobaczyć, tym bardziej, że był to ulubiony kurort cesarza Franciszka Józefa I i jego żony Sissi. 

Co do Sissi nie do końca jest to prawdą, ponieważ bliższe  były jej Węgry, Grecja, Anglia, Włochy, a potem dopiero Austria w której nigdy nie mogła zagrzać miejsca i nigdy nie czuła się w niej dobrze.

Gdy Elżbieta Bawarska /Sissi/ wraz z matką Ludwiką i siostrą Heleną przybyły do Bad Ischl, Sissi miała być tylko świadkiem zaręczyn Heleny z cesarzem Franciszkiem Józefem, które zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami Ludwiki i Zofii /matki Franciszka/ były zaplanowane na 
18 sierpnia 1853 r. Należy dodać, że obydwie kobiety były siostrami, a więc przyszli państwo młodzi byli najbliższymi kuzynami. 
W zasadzie dawniej w ogóle nie przywiązywano wagi do pokrewieństwa w związkach małżeńskich. Był to czysto polityczny interes, bez uczuciowych szaleństw. Nie zdawano sobie sprawy z tego, że skutki takich decyzji niejednokrotnie były opłakane - choroby psychiczne, wady genetyczne i inne zaburzenia pojawiały się notorycznie.  Również w rodzinach książąt bawarskich i domu Wittelsbachów z którego wywodziła się Sissi, u kilku najbliższych osób odnotowano przypadki choroby psychicznej.
Sissi w drugiej połowie swojego życia również zaczęła przejawiać symptomy zaburzeń psychicznych. Szczególnie nasiliły się one po samobójczej śmierci syna Rudolfa.
Bardzo lubiła odwiedzać zakłady dla umysłowo chorych, co traktowane było jako kolejne jej dziwactwo. Po śmierci syna brała niejednokrotnie udział w seansach spirytystycznych, hipnotycznych i twierdziła, że syn regularnie do niej przychodzi. Zdała sobie również sprawę i miała wyrzuty sumienia, że przyczyniła się do jego śmierci, ponieważ nie była najlepszą matką.

Gdy Franciszek zobaczył siostry, jak to często w bajkach bywa zakochał się oczywiście nie w tej która była mu przeznaczona, chociaż Helena uchodziła za piękniejszą, bardziej wykształconą i elokwentną. Jego serce skradła jednak młodsza trzpiotka Sissi, skacząca po drzewach, rozpieszczona przez ojca i nie znająca kompletnie zasad etykiety dworskiej. I to właśnie ujęło Franciszka. Był zachwycony. Sissi również po oświadczynach i na początku ich wspólnego życia kochała cesarza. Stwierdziła : "Bardzo lubię cesarza! Gdyby tylko nie był cesarzem!" 
Ze strony cesarza była to miłość od pierwszego wejrzenia. Franciszek w kolejnym dniu po poznaniu Sissi zrezygnował nawet z polowania, które zawsze było dla niego priorytetem. Zachwycał się: "Jaka ta Sissi słodka, jaka świeża, jak rozchylający się migdał, a jaką koronę z włosów ma na głowie! Jakie ma kochane, łagodne oczy i usteczka jak maliny".

Przyszłą cesarzową przerosła rola, jaką musiała odegrać. Koniec spontaniczności, zaczęło się aktorstwo, a Sissi grać nie umiała i nie chciała. I to doprowadzało do nieustannych konfliktów, szczególnie z teściową Zofią, która była wytrawną aktorką na scenie politycznej i dworskiej.

Kiedy siostry Sissi w dniu jej ślubu z Franciszkiem chciały powitać ją jako cesarzową, całując w rękę ona zaczęła je przytulać. Według Zofii i całego dworu był to pierwszy skandal w wykonaniu młodej cesarzowej. Potem było już tylko gorzej. Skandal gonił skandal, a biedna Sissi chciała być po prostu sobą. Z wrażenia nie mogła jeść i spać.
W czasie miodowego miesiąca młoda para ciągle była otoczona przez dworski orszak. Nie mogli nawet sami zjeść śniadania, bo ciągle ktoś przy nich był. Bardzo jej się to nie podobało, ale niestety takie były wymogi etykiety. 

Pewnego razu spacerując ze swoim bratem zapytała go dlaczego na spacerze nie każe sobie  czytać  w językach obcych /cesarzowa miała ogromne zacięcie językowe, opanowała biegle węgierski, grekę, łacinę,/ padła odpowiedź: "Bo ludzie by pomyśleli, że zwariowałem". Na to Elżbieta: "No to co? Czy nie wystarczy, jeśli samemu się wie, że się nie zwariowało?.

Mnie osobiście bardzo to zaimponowało  i imponuje nadal, kiedy ludzie robiąc coś, nie robią tego pod publiczkę. Niestety szczerość zamiera, a tych którzy szczerość doceniają jest coraz mniej. 


Na pamiątkę zaręczyn w Ischlu arcyksiężna Zofia postanowiła kupić willę, w której spotkali się narzeczeni i przebudować ją na "willę cesarską", letnią rezydencję rodziny cesarskiej. Dobudowano dwa skrzydła, dzięki czemu budowla otrzymała plan litery E jak Elżbieta. 

Zofia lubiła to miejsce szczególnie, ponieważ jak twierdziła wyleczyła się tutaj z bezpłodności a potem, urodziła Franciszka Józefa. Przypisywała to właściwościom kąpieli solankowych, z których słynęło właśnie Bad Ischl. Od tamtej pory ilość kuracjuszy znacznie się zwiększyła. 
Do uzdrowiska przybywali wielcy tego świata: Johann StraussFranciszek Lehár czy Johannes Brahms.

Kto oglądał film pt. "Sissi" z całą pewnością jest zachwycony cesarzową od początku do końca, a opinie na jej temat zawsze są pozytywne: "Och moja ulubiona Sissi" - rozpływa się większość kobiet nad jej postacią.
Kto przeczytał książkę biograficzną Brigitte Hamann pt. "Cesarzowa Elżbieta" ma troszeczkę inny pogląd na ten temat.
Niewątpliwie była to postać nietuzinkowa: nieprawdopodobna indywidualistka, nie dbająca o opinie innych ludzi, wierząca w swoje przekonania i dążąca do celu, czasem za wszelką cenę, nie zważając na konsekwencje jakie to przyniesie. Była ona skandalistką na miarę swoich czasów

Można powiedzieć, że miała ona dwa oblicza. Z jednej strony szczera do bólu, nieobłudna, prawdomówna i bardzo wrażliwa. Kochała sztukę, literaturę /sama pisała wiersze/, bardzo dużo podróżowała.

Z drugiej egoistyczna, wygodna, dbająca tylko o siebie, nie zwracająca uwagi na przykrości jakie niejednokrotnie wyrządzała swojemu mężowi, który za jeden jej uśmiech gotowy był złożyć świat do jej stóp.

Elżbieta była fatalną matką, kompletnie nie interesowała się dziećmi. Szczególny żal miał do niej najstarszy syn Rudolf, który robił wszystko żeby matce zaimponować. Był republikaninem tak jak ona i chciał myśleć podobnymi kategoriami. Myślę, że właśnie brak matczynej miłości, surowa dyscyplina, która zgodnie z tradycją dworu cesarskiego miała zahartować młodego człowieka na trudy wojenne, a wprowadzona przez ojca Franciszka Józefa doprowadziły w efekcie do jego samobójstwa. 
Również druga córka Gizela wzrastała bez matki. Elżbieta była tak zaabsorbowana swoimi sprawami, że poświęcała dzieciom niewiele czasu i nie dawała im ani ciepła ani bezpieczeństwa. Traktowała je jako wychowanków arcyksiężnej Zofii, ponieważ zaraz po porodzie, dzieci zgodnie z tradycją były zabrane od matki.
Elżbieta bardzo to przeżyła i nie mogła się z tym pogodzić. Niejednokrotnie prosiła Franciszka o to, żeby sama mogła wychowywać swoje dzieci. Zofia niestety była bezwzględna.

Myślę, że jej uczucia macierzyńskie zostały po prostu stłamszone, a ceremoniał panujący na dworze spowodował, że z beztroskiej, wrażliwej i dowcipnej dziewczyny stała się zgorzkniałą, pełną nieufności kobietą, uciekającą przed ludźmi.

Pod koniec życia jej głównym problemem było poczucie beznadziejności życia.  Świadczyć o tym mogą jej słowa skierowane do najstarszej córki Walerii gdy ta była w pierwszej ciąży: "Każde narodziny są nieszczęściem, gdyż przeznaczeniem człowieka jest nieszczęście"
Nie potrafiła cieszyć się z radości córki, była przygnębiona i zrezygnowana, a gdy Waleria zaproponowała jej konsultację lekarską stwierdziła: "Ach, przecież lekarze i księża to takie osły".

Bardzo dbała o siebie.  Ćwiczyła po kilka godzin dziennie, a zanim "wyszła do ludzi" jej toaleta zajmowała do trzech godzin. Stosowała restrykcyjną dietę - miała ok. 46 cm. w pasie. 

Elżbieta uwielbiała Grecję i wszystko co z nią związane: sztukę, literaturę, a miłość do Grecji była poparta doskonałą znajomością mitologii i historii tego kraju. Podczas spacerów zawsze towarzyszył jej grecki student, z którym rozmawiała po grecku. Była bardzo chłonna wiedzy. Mówiła: "Chciałabym, żeby dzień był dwa razy dłuższy, nie mogę tyle się uczyć ile bym chciała".



Bardzo często wraz ze swoim dworem podróżowała po Grecji, a na wyspie Korfu, wielbiący ją mąż wystawił jej piękny pałac Achilleion /mam nadzieję go zobaczyć/ który nazwała tak na cześć Achillesa. Lubiła tam przebywać sama lub w towarzystwie swoich lektorów. 

W Linzu zapragnęła poczuć chociaż namiastkę Grecji i tutaj znowu cesarz Franciszek stanął na wysokości zadania budując dla ukochanej "Willę Hermesa". Rozkapryszona cesarzowa stwierdziła, że Wiedeń ją przytłacza, a prawdziwe szczęście może znaleźć jedynie podróżując tu i tam. 

Nie można zapomnieć również o pięknym pałacu na Węgrzech w miejscowości Godolllo, który otrzymała jako dar od tamtejszej szlachty w podziękowaniu za poparcie i przekonanie Franciszka Józefa do ich roszczeń oraz uwolnienie  jej przyjaciela, węgierskiego hrabiego Gyula Andrassego.
Na Węgrzech kazała zbudować sobie arenę, jak kiedyś jej ojciec Maksymilian w Monachium. Tam uczyła się jeździć konno i pracować z końmi cyrkowymi. Na wiedeńskim dworze było to nie do pomyślenia. Sissi była głównym tematem plotek, a ona jakby na przekór wszystkim i wszystkiemu, robiła to na co miała ochotę. Zapraszała cyganów i hołotę spod ciemnej gwiazdy. Do Godollo sprowadziła atrakcję budapesztańskiego cyrku - dwie zrośnięte ze sobą Murzynki. Gdy się nimi znudziła kazała je odesłać. Nie wiadomo jaki był ich dalszy los. 

W  Ischlu spędzała niewiele czasu, a jeśli już tutaj bywała to realizowała swoją pierwszą życiową pasję jaką była jazda konna. Całe godziny spędzała w plenerze i siodle. Podobno niejeden mężczyzna  zazdrościł  jej jeździeckich umiejętności i  koni jakie przewijały się przez cesarskie stajnie. Sprowadzano okazy z najlepszych hodowli w świecie. 
Kto za to płacił? Wiadomo. 

Gdy spacerujemy ścieżkami wokół pałacu i kierujemy się w górę, trafiamy do malowniczo położonej małej willi, gdzie Sissi samotnie lubiła spędzać czas



Aktualnie jest to muzeum fotografii w którym wystawione są sprzęty i akcesoria fotograficzne z minionej epoki. Jest również dużo fotografii przedstawiających rodzinę cesarską


Śniadanie w Hofburgu
Elżbieta w węgierskim stroju koronacyjnym - 1867 r.
Młoda para cesarska w 1858 r.
Srebrne wesele pary cesarskiej
Sissi potępiała monarchię, siebie nazywała republikanką i twierdziła, że nienawidzi wyzysku biednych przez bogatych. /Trudno w to uwierzyć skoro sama pławiła się w luksusie i korzystała z bogactwa "pełną piersią"/.
"Ach, gdyby był krawcem" - tak mawiała o swoim mężu Sissi. 
Tutaj pojawia się jej drugie oblicze. Rozkapryszona i rozpieszczona do granic możliwości sama nie wiedziała czego chce.
Wiadomo, pieniądze nie do końca dają szczęście, ale gdyby ich nie miała przypuszczam, że narzekałaby na ich brak. Ciągle sprawiała wrażenie niezadowolonej i rozgoryczonej. 

A co na to Franciszek? Kochał ją od początku do końca. Mimo humorów, ciągłej niedyspozycji, szczególnie w czasie lub przed ważnymi uroczystościami państwowymi, gdzie jej obecność jako żony cesarza byłaby wskazana, wykręcała się bólem głowy lub pilnym wyjazdem. 

9 września 1898 roku Elżbieta wraz z hrabiną Sztaray wyjechała do Szwajcarii, gdzie w depozycie pozostawiła dość znaczny majątek i swoją spuściznę literacką. Była zmęczona życiem i pociągała ją śmierć. Odrzucała wszelkie propozycje przydzielenia jej ochrony. Podróżowała incognito /pod nazwiskiem hrabiny von Hohenembs/. Gdy po całodniowej wycieczce wracały do hotelu w Genewie, 25-letni włoski anarchista Luigi Lucheni przygotował się do swojego czynu zakupując narzędzie zbrodni -pilnik którego ostrze oszlifował na kształt noża. Jego ofiarą miał być książę Henryk Orleański, ponieważ nie stać go było na wyjazd do Włoch aby zabić króla Umberta. Niestety Henryk się nie pojawił, więc Luigi stwierdził, że Elżbieta też może być: arystokratka, bogata, była osobą znaną, więc morderstwo musiało wywołać sensację, dzięki której świat o nim usłyszy. Gdy damy zbliżyły się do niego, wymierzył i zadał cios prosto w serce Elżbiety. 


Winieta prasowa po zamordowaniu Elżbiety
Uciekł, ale policja zaraz go złapała. Elżbieta podniosła się, ruszyły dalej, rozmawiając ze sobą. Dopiero na statku, którym miała wracać do Austrii upadła i zmarła bezboleśnie. Kapitan statku nie wiedział nawet, że była to cesarzowa Austrii. 
Luigi Lucheni został skazany na dożywocie. Po jedenastu latach popełnił samobójstwo wieszając się na własnym pasku.

Niesamowity zbieg okoliczności. W Bad Ischl żoną Franciszka  Józefa zostać miała  Helena, a została nią młodsza siostra, Sissi. W Szwajcarii  miał zginąć Henryk Orleański, a zamiast niego znowu była to Sissi. 

A Franciszek po jej śmierci ciągle powtarzał: "Jak można było zamordować kobietę, która nigdy nikomu nie uczyniła nic złego".


Do hrabiego Parra wypowiedział słowa, w które nikt nigdy nie wątpił: 
"Nie ma Pan pojęcia, jak bardzo kochałem tę kobietę"


Widocznie Sissi zasługiwała na tę miłość i miłość ludzi, którzy nigdy w nią nie zwątpili, dlatego do dzisiaj cieszy się tak wielką sympatią współczesnych, 
a kobiety nadal powtarzają: 
"Moja ulubiona Sissi"


Oprac.:
B. Hamann "Cesarzowa Elżbieta"

piątek, 19 czerwca 2015

St. Wolfgang


17.08.2014 r.
W ostatnim dniu naszej podróży dotarliśmy do miejscowości St. Wolfgang – gmina targowa i miejscowość wypoczynkowa w Salzkammergut, w regionie Górnej Austrii, na północnym brzegu Wolfgangsee, u stóp góry Schafberg. W okresie zimowym jest to popularny ośrodek narciarstwa.

Typowe dla Austrii piękne motywy roślinne na kamienicach i domach

Kościół pw. Świętego Wolfganga umiejscowiony w samym centrum miasta liczy ponad tysiąc lat. Główny ołtarz kościoła jest dziełem średniowiecznego artysty z Tyrolu Michaela Pachera.

Miasto powstało na miejscu celi pustelniczej Świętego Wolfganga - biskupa Ratyzbony i od niego przyjęło nazwę. 
Podczas II wojny światowej był tu umieszczony podobóz Dachau.



Po krótkim spacerze po mieście, które przypominało trochę Hallstatt udaliśmy się w stronę kolejki, gdzie uroczą zabytkową ciuchcią w ciągu 35 minut wyjechaliśmy na górę Schafberg /owcza góra/ ponad jeziorem księżycowym (Mondsee). Górski szczyt o wysokości 1783 metrów n.p.m. z panoramą na 7 jezior i Alpy w Austrii.

Śmiało można stwierdzić, że było to ukoronowanie naszego krótkiego pobytu w Austrii. 

Pogoda cudowna, bajkowa sceneria i jeziora u podnóża gór. 
Cudowne doznania i spełnione marzenie mojego męża /ja oczywiście też byłam zachwycona/.

Niesamowite wrażenie sprawiała msza, którą ksiądz odprawiał nad samą przepaścią i tłum siedzących tam ludzi. Wizualnie przypominało to Kazanie na Górze. Przypuszczam, że mentalnie trochę odbiegało. 

Podziwiamy, podziwiamy i podziwiamy te cuda stworzone przez Boga. Często słyszy się opinię, że właśnie w górach można dostrzec Boską potęgę i moc. Rzeczywiście, wtedy jesteśmy tacy malutcy.


Chyba już czas wracać do domu. Było wspaniale, ale ja bardzo lubię swój dom, więc jadę do niego z przyjemnością.
Przyznam, że miło się tak czasem w życiu zatrzymać i nabrać dystansu do codzienności i samego siebie. Niekoniecznie trzeba jechać w Alpy. Można to zrobić na spacerze w lesie, górach, czy własnym domu. Przeanalizować i przewartościować, to co jest, a co powinno być w życiu najważniejsze.  Szkoda tracić czasu i energii na zbędne przepychanki, czepianie się byle kogo i za byle co, w pracy, domu, na ulicy. Co jakiś czas każdy z nas powinien zdać przed samym sobą rachunek sumienia i zastanowić się, czy przypadkiem nie warto zacząć od naprawiania własnych błędów. Czego życzę sobie i wszystkim wokół mnie.
Ostatni rzut okiem


czwartek, 18 czerwca 2015

Bad Gastein


16.08.2015 r.

Bad Gastein gmina w Austrii, w kraju związkowym Salzburg, w powiecie Sankt Johann im Pongau, w Wysokich Taurach, na wysokości 1000 metrów. Około 6 tys. mieszkańców. Największe austriackie uzdrowisko z cieplicami radioaktywnymi, znane już od czasów rzymskich, znany ośrodek turystyczno-wypoczynkowy. Ważne centrum kongresowe i ośrodek sportów zimowych.
W Bad Gastein, od 2007 roku, rozgrywany jest kobiecy turniej tenisowy, Nürnberger Gastein Ladies, zaliczany do rozgrywek WTA Tour.
Zabytki:
  • kościół filialny Sankt Nikolaus (1410-1420)
  • neogotycki kościół parafialny (1866-1876)
Miasteczko położone jest w niecce, a widoki z górnej części przepiękne

Charakterystyczną cechą łączącą wszystkie tradycyjne austriackie uzdrowiska jest przedrostek „Bad”, stanowiący niemalże tytuł szlachecki znanych i cenionych kurortów takich jak: Bad Aussee, Bad Bleiberg, itd.

Pierwsze wzmianki o dolinie Gastein, znanej od dawna jako transalpejski szlak handlowy, a także jako rejon, w którym wydobywano złoto, pochodzą z X wieku. Wiadomo, że później należała do księstwa Bawarii, a w 1297 roku została kupiona przez arcybiskupa Salzburga i pozostawała w granicach arcybiskupstwa przez kilka stuleci, by ostatecznie znaleźć się w austriackim Kraju Salzburskim.


Wiadomo, że w 1436 roku poddał się kuracji wodami Bad Gastein cesarz Fryderyk III Habsburg, a w XVI wieku badał ich właściwości Paracelsus. Najlepszy okres dla Bad Gastein przyszedł w XIX wieku, wraz z rozkwitem mody na jeżdżenie "do wód", i trwał mniej więcej do połowy XX wieku - byli tu wówczas gośćmi m.in. austriacki cesarz Franciszek Józef i cesarzowa Elżbieta ("Sisi"), cesarz niemiecki Wilhelm I i kanclerz Otto von Bismarck, później król Iraku Faisal I, król Arabii Saudyjskiej Ibn Saud i ostatni szach Iranu Mohammad Reza Pahlavi, ale też intelektualiści i artysci (m.in. pisarze Heinrich Mann i W. Somerset Maugham).
W 1904 roku zbadała wody Bad Gastein Maria Skłodowska-Curie, stwierdzając w nich obecność radonu (co według niektórych, a w każdym razie według większości osób zajmujących się dzisiaj promocją uzdrowiska, wyjaśnia ich jakoby lecznicze właściwości). W drugiej połowie pierwszej dekady XX wieku doprowadzono do Bad Gastein linię kolejową, co zapoczątkowało w regionie turystykę masową, choć do połowy lat 30. XX wieku ograniczała się ona do pobytów w sezonie letnim.  

Specjalnością Bad Gastein jest mała radonowo – termalna łaźnia parowa, położona w centrum miejscowości. Pierwszą łaźnię parową zbudowano w 1794 roku obok ówczesnego zajazdu Straubinger. W 1827 roku wybudowano nową łaźnię parową nad głównym źródłem.


Tuż nad sztolnią źródła IX (źródła Elżbiety) para wydobywająca się ze źródeł termalnych jest kierowana systemem szybów do basenów. Kuracjusz przebywa wśród oparów ze źródła przez ok. 20 min.


Zasada terapeutyczna polega tutaj na bardzo intensywnym wchłanianiu radonu, możliwym w tych warunkach bez obciążania krwioobiegu i wpływu ciśnienia hydrostatycznego, które występują w przypadku kąpieli całkowitej. Kąpiel parowa odróżnia się od terapii w sztolniach leczniczych dużo mniejszym przegrzaniem organizmu.

Tyle na temat Bad Gastein, a teraz pniemy się w górę i stajemy przy kolejce która wywiezie nas w miejsce z którego można podziwiać najwyższy szczyt Alp Austriackich  Grobglockner /3798/. 



Tutaj na dole temperatura wynosiła około 15 stopni powyżej zera






Na górze było już mniej kolorowo. Temperatura spadła poniżej zera i zaczął nawet padać śnieg /przypominam, że mamy 16 sierpień/

Ale za to powietrze było czyste jak kryształ. Wentylacja płuc gwarantowana



Konie sprawiały niesamowite wrażenie. W górach można było je spotkać praktycznie wszędzie

"Zielony mosteczek ugina się...". Niestety było to nie tylko w przenośni. Mogę tylko powiedzieć, że nie chciałabym powtórzyć spaceru po nim, a przepaść była dość duża. Ja osobiście wolę czuć grunt pod nogami.
Niektórzy udają, że nie robi to na nich żadnego wrażenia




Stojąc na platformie masz wrażenie, że latasz  w powietrzu
Gdy spacerowaliśmy po szczytach gór, na ich tle wyglądaliśmy jak mrówki
Bez problemu pozwalały się głaskać
Żegnamy już majestat gór i jedziemy dalej
przez miejscowość Werfen  w środkowej części Austrii.  Położona pośród majestatycznych szczytów Alp Berchtesgadeńskich około 40 km w kierunku południowym od Salzburga. Jednym z ciekawszych zabytków jest tu usytuowany na wysokiej skale (150 metrów) potężny średniowieczny Zamek Hohenwerfen.


Pierwotna warownia wzniesiona została tu już w XI wieku. Głównym inicjatorem budowy zamku był ówczesny arcybiskup Salzburga Gebhard (ok. 1010-1088). Jednym z zadań fortecy miała być kontrola pobliskiej doliny rzeki Salzach.
Widok na zamek z parkingu
Na przestrzeni wieków twierdza był wielokrotnie przebudowywana i rozbudowywana aż osiągnęła swoje obecne imponujące rozmiary. Przez kolejne stulecia zamek wykorzystywany był tez jako miejscowe więzienie. W locach warowni przetrzymywano takie osobistości jak m in. arcybiskupa Adalberta III czy gubernatora Styrii Siegmunda von Dietrichsteina.
Obecnie w pełni odrestaurowana twierdza udostępniona jest dla zwiedzających. 

W okresie letnim na zamku organizowane są bardzo często różnego rodzaju festiwale oraz imprezy artystyczne. 

Zamek kilkukrotnie posłużył za plan filmowy. Kręcono tu m in. sceny do słynnego filmu pt. Tylko dla orłów z Richardem Burtonem i Clintem Eastwoodem w rolach głównych.


Znajduje się też tu muzeum sokolnictwa w którym obejrzeć można pokazy tresury ptaków łowczych.



Jeśli ktoś lubi zwiedzać zamki lub twierdze, Austria jest do tego celu stworzona. Jadąc alpejskimi trasami, na każdym kroku spotyka się  piękne warownie lub ich fragmenty




Bardzo fajnym rozwiązaniem są tunele, nie tylko dla kierowców, ale również dla rowerzystów






W drodze powrotnej do Abtenau znowu przy drodze spotykamy mały zameczek, w którym znajduje się restauracja i mała ekspozycja z okresu jego świetności













Prowadziła do niego fajna ścieżka pośród drzew



Na dzisiaj wystarczy, bo jutro znowu będziemy brylować w chmurach. 
Z urokliwej miejscowości St. Wolfgang wyjedziemy kolejką na Owczą Górę 
/Schafberg/





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...