środa, 31 lipca 2019

Lipcowe kadry z ogrodu i takie tam miłe rzeczy:):)

"Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, 
uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. 
Przeciw takim nie ma Prawa"
List  do Galacjan 5,22-23
 

Lato na wsi ma to do siebie, że w ogrodzie ciągle  coś się dzieje. Jedne rośliny przekwitają po to, aby w ich miejsce mogły pojawić się inne - równie zachwycające:)
Około trzy lata temu od mojej  koleżanki z pracy dostałam kilka egzemplarzy lilii drzewiastych przywiezionych z Holandii. Chyba strasznie spodobało im się w moim ogrodzie, ponieważ z roku na rok te cudne kwiaty osiągają coraz większe rozmiary. Aktualnie ich wysokość to 2,5 metra!!! Rzeczywiście wyglądają jak małe, kwitnące drzewa.
Lipiec to również czas kwitnienia moich ulubionych hortensji /w tym roku naprawdę zaszalały z ilością kwiatów/, rudbekii, płomyków i wielu, wielu innych roślin.  
Jest jeszcze coś lub raczej ktoś o kim wcześniej Wam nie pisałam. Od dwóch tygodni jesteśmy szczęśliwymi właścicielami uroczej goldenki o imieniu Kiara. No bo kto to widział, żeby w wiejskim gospodarstwie brakowało psa? Mamy kury, koguta, kota, więc teraz przyszła również kolej na pieska.
Oj, żebyście wiedzieli ile ten maluch wniósł radości do naszej rodziny. Co prawda z kotem nie nawiązał jeszcze wspólnego dialogu, ale mam nadzieję, że wcześniej czy później się dogadają:) 
A teraz zapraszam Was do naszego lipcowego ogrodu, w którym kwiaty i zwierzęta doskonale się uzupełniają żyjąc zgodnie z rytmem natury:)
 
Prawda, że cudo:):):)

A teraz uwaga: będę się przechwalać. Oczywiście żartuję - chociaż nie  do końca:)
Jakiś czas temu zostałam poproszona przez naszą rodaczkę mieszkającą w Stanach Zjednoczonych /pracującą w studiu radiowym "Western"/ - o napisanie jakiegoś ciekawego artykułu do tamtejszej gazety wydawanej przez Polonię amerykańską. 
W zasadzie miałam wolność wyboru, chociaż głównym założeniem jest to, żeby nasi rodacy mieszkający od wielu lat za granicą mogli poznawać intrygujące oraz ciekawe miejsca w Polsce, o których być może wcześniej w ogóle nie słyszeli. 
Mój pierwszy artykuł ukazał się w Chicago w gazecie "Polish daily news". Postanowiłam przedstawić w nim kolorowe i piękne Zalipie, które odwiedziliśmy kilka lat temu /tutaj/.
Kolejny artykuł poświęciłam naszej "polskiej Prowansji", czyli podkrakowskiej miejscowości Ostrów /tutaj/. Przesłałam tekst oraz zdjęcia mojej wirtualnej znajomej "zza wielkiej wody"  /jeszcze nie poznałyśmy się w realu/ no i stało się. 
Artykuł o lawendzie ukazał się w nowojorskiej gazecie "Polish Weekly", utrzymującej pozycję największej i najbardziej prestiżowej polskojęzycznej gazety w USA.  
A co tam - niech Polacy przebywający za granicą oraz rdzenni Amerykanie wiedzą - jaka nasza Ojczyzna jest cudowna i niezwykła:):):)
A może Wy znacie jakieś mało rozreklamowane, ale jednocześnie intrygujące i piękne miejsca w Polsce, o których warto byłoby wspomnieć poza granicami naszego kraju?


Moi Drodzy:):)
jak zwykle dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze
i życzę Wam cudownych, radosnych letnich dni:)  

środa, 24 lipca 2019

Najpiękniejsze arie operowe w wersji plenerowej - Zamek Tenczyn

"Do zmieniania ludzi, ich zachowania się i zwyczajów 
nie ma lepszego środka jak muzyka"
Shu-Ching


Nie ulega wątpliwości, że planowaną od jakiegoś czasu wizytę na Zamku Tenczyn przyspieszyła informacja o letnim muzycznym koncercie mającym się odbyć w pewną lipcową niedzielę. Ruszamy więc do wioski Rudno, gdzie na Górze Zamkowej na stożku wulkanicznym wznoszą się okazałe i jedne z największych na Jurze ruiny zamku Tenczyn, który od czasów średniowiecza po XVII stulecie stanowił gniazdo rodowe Tęczyńskich - rodziny możnej i wpływowej niemal na równi z królem.
Pierwszy, drewniany zamek zbudował około 1319 roku kasztelan krakowski - Nawój z Morawicy - protoplasta rodu Tęczyńskich. Wzniósł wieżę zwaną do dziś Nawojową Wieżą. Właściwym twórcą gotyckiego zamku murowanego był jednak dopiero syn Nawoja - Jędrzej, który zbudował kolejny fragment zamku górnego, stojącego na najwyższej części wzgórza jurajskiego. 
W XVI wieku możni Tęczyńscy przeobrazili zamek we wspaniałą renesansową rezydencję, zwaną Małym Wawelem  za sprawą charakterystycznych krużganków.  Często bywali tutaj: Mikołaj Rej, Jan Kochanowski oraz inni wybitni przedstawiciele polskiego Odrodzenia.
Niestety w 1656 roku zamek spalili Szwedzi, a na dodatek ród Tęczyńskich począł wymierać, po tym, jak Magnus Tęczyński przeżył śmierć swych trzech synów. Co prawda jeszcze rodzina Lubomirskich próbowała zamek odbudować po potopie, ale po pożarze z 1748 roku warownia została opuszczona i poczęła popadać w ruinę.
Do niedawna stały tu jedynie części murów mieszkalnych oraz baszty, grożąc zawaleniem i katastrofą. Kiedy w 2010 roku runął fragment ściany, powstało Stowarzyszenie „Ratuj Tenczyn”, dzięki któremu rozpoczęto prace zabezpieczające i rekonstrukcyjne.
Aktualnie Zamek Tenczyn pozostaje pod opieką gminy Krzeszowice. Od lipca 2016 roku zamek w sezonie turystycznym jest udostępniany dla zwiedzających. Rozpościera się stąd piękny widok na całą okolice, a w pogodne dni widać nawet Tatry!
Dojście na zamek jest dość strome, ale krótkie i bardzo przyjemne bo prowadzące przez las. Można tutaj również dojechać autostradą A4, gdzie w Rudnie przygotowano zjazd na zamek, przy którym znajduje się płatny parking.  
My oczywiście wybraliśmy opcję pieszej wycieczki przez las.


Jak już wcześniej wspomniałam przyjechaliśmy do Rudna ze względu na mający się tutaj odbyć koncert muzyki poważnej.
Na zamkowej scenie pojawiają się uzdolnieni artyści pod batutą Małgorzaty Tęczyńskiej - Kęski i prezentują nam najpiękniejszy repertuar takich kompozytorów jak: Moniuszko, Verdi, Grieg, Bizet i Puccini. 
Zastanawiałam się nad tym jaka będzie akustyka na otwartej przestrzeni, ale muszę Wam powiedzieć, że całkiem fajnie się słuchało. Bardzo miło wspominam czas, kiedy w promieniach zachodzącego słońca - z jednej strony płynęła cudownie brzmiąca muzyka, a z drugiej mogliśmy podziwiać otaczający nas zielony krajobraz okolicznych miejscowości. 
Kolejnym plusem bycia na koncercie plenerowym jest fakt, że człowiek nie musi wskakiwać w eleganckie galowe ciuchy, robić wyszukanej fryzury i zajmować  numerowanych miejsc. Każdy siada gdzie chce i kiedy chce.  Zresztą sami zobaczcie jak to wszystko wyglądało:)







Legenda powstania zamku „Tęczyn” głosi, że około roku 80 przybył do ziemi krakowskiej Tymek Starża i założył warowny zamek nad Wisłą, Tyńcem zwany. Tymek miał dwie córki: jedną z pierwszego małżeństwa Przeginię, a z drugiego małżeństwa Iris, co po słowiańsku znaczy Tęcza. Imię to sam ojciec jej nadał z powodu przedziwnej urody. 
Obydwie córki, jeszcze poganki, wedle ówczesnego zwyczaju spędzały czas na łowach i dzielnie władały orężem. Pierwsza z nich na skalistej górze wybudowała zamek obronny zwany Przeginią, natomiast  Iris założyła podobną siedzibę nazwawszy ją Tęczynem. Pierwsza z nich oprócz myślistwa była dzielną amazonką, wojaczką się trudniła. Tęcza zaś czarami i wróżbami pogańskimi władała. Przeginia zmarła w 858 roku, a Tęcza w 865.





Bardzo dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze 
i pozostawiam Was w wakacyjnym i mam nadzieję,
 że również muzycznym nastroju:):)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...