piątek, 29 czerwca 2018

Namiastka Prowansji w podkrakowskiej wsi

 "Wszystko, co łączy ludzi  jest dobrem i pięknem; 
wszystko, co ich rozdziela  jest złem i brzydotą"
 Lew Tołstoj


Jak myślicie czy to możliwe, żeby nie wyjeżdżając z kraju przenieść się na krótką chwilę do miejsca, w którym upajający zapach lawendy porastającej strome zbocze, brzęczenie pszczół zbierających  nektar z kwiatów, oraz wdzięcznie fruwające motyle - przywodzić będą na myśl  klimat francuskiej  Prowansji? 
Owszem jest to możliwe i jak się okazuje miejsce to znajduje się około 40 kilometrów od Krakowa, a więc całkiem blisko mnie.
Ostrów - to niewielka miejscowość, leżąca w powiecie proszowickim, a która ostatnimi czasy zyskuje coraz większą sławę dzięki pewnemu oryginalnemu, ogrodowemu przedsięwzięciu, wykreowanemu przez mieszkające tam małżeństwo.
Dzisiejszy post będzie bardzo, ale to bardzo pachnący. Ja pokażę Wam zdjęcia, a Wy musicie uruchomić wyobraźnię i wykreować w nozdrzach cudowny zapach lawendy roznoszący się po całej okolicy.  
Jak się okazało trafiliśmy tutaj w czasie tzw.  "Dni lawendy", gdzie oprócz pszczół i motyli lawendowe pola  oblepione były również przez ludzi - szczególnie pasjonatów fotografii.
Nie da się ukryć, że  miejsce to stanowi idealny plener do wszelkiego rodzaju zdjęć. 
Tutaj pozują wszyscy i wszędzie, we wszystkich możliwych pozach oraz kategoriach wiekowych - począwszy od kobiet w ciąży, poprzez noworodki, małe dzieci, pary małżeńskie, itd., itp.
W tym dniu nie było raczej szansy na zrobienie zdjęcia, gdzie nie przewijałby się chociaż jeden człowieczek, więc osoby które być może zobaczą siebie na moim blogu proszę o wyrozumiałość. Po prostu nie miałam innego wyjścia:)

Właściciele pola zbierają swój plon - oczywiście metodą tradycyjną czyli sierpem

Jak widać na załączonym obrazku miłośników Prowansji nie brakuje:)

A kim są właściciele tego uroczego, fioletowego  przyczółka? 
To Barbara i Andrzej Olendrowie, a pomysł na uprawę lawendy   pojawił się u nich zupełnie przypadkiem. Co prawda oboje z wykształcenia są ogrodnikami i mimo, że dziś pracują w zupełnie innych zawodach o swojej pasji nie zapomnieli.  
M. Rogozik w "Dzienniku Polskim" pisze:  
Pewnego razu Pani Basia zobaczyła w telewizji program o uprawie lawendy w Polsce i była mocno zdziwiona, że tę roślinę można uprawiać na większą skalę również w naszym klimacie.
Doszła więc do wniosku, że warto spróbować i wykorzystując swoje 60 arów niezagospodarowanego pola obsadzili go lawendą. Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę, a teraz ich działka robi furorę nie tylko w okolicy, ale i w całej południowej części kraju. 
Moda na kwitnące fioletem namiastki Prowansji rozwija się z roku na rok, a pól porośniętych lawendą wciąż w Polsce przybywa.  
Właściciele uprawiają  różne odmiany tej rośliny. Zanim jednak posadzili lawendę, najpierw przez długi czas dobierali odpowiednią odmianę, tak by była przede wszystkim mrozoodporna i mogła rosnąć w naszym klimacie.
Kiedy zasadzili  pierwsze krzewy o intensywnym zapachu, jeszcze nie wiedzieli, że wkrótce lawenda stanie się w Polsce bardzo modna, a ich „Ogród pełen lawendy” będzie chętnie odwiedzanym plenerem do sesji ślubnych czy rodzinnych.
W północnej części ogrodu właściciele posadzili odmianę Munstead, a na południu Hidcote Blue.  Państwo Olendrowie zakładając swój lawendowy ogród - od samego początku nie chcieli, by była to tylko plantacja produkcyjna, dlatego zaprojektowali wijące się ścieżki spacerowe, a  oprócz lawendy w ogrodzie rośnie jeszcze mnóstwo innych roślin. 



Oprócz lawendy rosną tutaj  różne odmiany berberysu, trzmieliny, trawy i wierzby, ale także irysy i liliowce oraz wiele innych drzew i krzewów. Właściciele chcą dzięki temu urozmaicić ogród na każdą porę roku. Kiedy jedne rośliny przekwitają, inne wciąż są atrakcyjne. Lawenda nie jest zbyt kapryśną i wymagającą rośliną, ale przy tak dużej ilości, jaką uprawiają państwo Olendrowie, praca przy jej pielęgnacji jest bardzo czasochłonna.  
Starają się nie używać dużych ilości herbicydów, ale w związku z tym, że lawendowy ogród leży wśród pól i łąk, więc chwasty  pojawiają się cały czas.  
Całe pole trzeba wyplewić, na wiosnę zrobić cięcie pielęgnacyjne i ukształtować rośliny. Lawenda jest rośliną wieloletnią i może kwitnąć nawet przez 15 kolejnych sezonów, a za każdym razem zbiór kwiatów jest bardziej obfity. 
Po kilku latach uprawy z jednej rośliny udaje się zebrać nawet 4-7 wiązek kwiatów. Lawendzie niestraszne są warunki pogodowe, choć najbardziej lubi umiarkowane temperatury i stonowane słońce.   Zbiory lawendy rozpoczynają się już w fazie pączka, potem gdy rośliny są rozkwitnięte. Kwiaty są ścinane ręcznie sierpem. 
Zebrane kwiaty z ostrowskiego ogrodu trafiają do kwiaciarni lub florystów, którzy wykorzystują je do tworzenia fantastycznych kompozycji kwiatowych. Część jest suszona i przeznaczana np. do wyrobu woreczków zapachowych. Lawendę można też wykorzystywać kulinarnie, do wyrobu soków, maści czy tłoczenia olejku lawendowego. 
Nie jest to nie jest to łatwy produkt do sprzedaży - stwierdza pani Barbara. Państwo Olendrowie na razie specjalnie się nie reklamują. Dopiero niedawno zaczęli zachęcać do odwiedzania swojego ogrodu, organizując np. „Dni Lawendy”.  Największa popularnością lawendowe pole cieszy się wśród fotografów, którzy zabierają tu na sesje nowożeńców, rodziny spodziewające się dzieci, a nawet miłośników zwierząt ze swoimi pupilami. Zaczęło się niewinnie. Najpierw wśród krzewów lawendy fotografowali się znajomi właścicieli, a potem dzięki założonemu przez córkę państwa Olendrów fanpage’owi siła fioletu przyciągnęła kolejnych, którzy chcieli stanąć przed obiektywem zanurzeni po kolana w lawendzie. 
- Często codziennie mamy w ogrodzie kilka sesji - śmieje się pani Barbara. Odkąd lawenda zakwitła, mieli już około 30 sesji ślubnych, a zdarzają się także ciążowe, narzeczeńskie, z dziećmi, a nawet z psami. Chętni na buszowanie po lawendowym polu zjeżdżają do Ostrowa z okolicy, ale i ze Śląska, Zakopanego, Tarnowa czy Rzeszowa i wielu innych miejscowości. 
- Chętnych nie brakuje, ale najbardziej cieszy to, że potem do nas wracają - podkreśla właścicielka ogrodu.  
Prowadzenie ogrodu to dla państwa Olendrów tylko dodatkowa działalność poza pracą zawodową. Chcą go jednak stopniowo rozwijać. 
- Być może uda nam się nawiązać kontakt z okolicznymi restauracjami, które mogłyby urozmaicić swoje menu potrawami z dodatkiem lawendy, promując go jako produkt lokalny - oddaje się marzeniom pani Barbara. Właściciele chcieliby także posadzić w przyszłym roku późniejszą odmianę lawendy, by wydłużyć atrakcyjność ogrodu. - Myślimy też o zaaranżowaniu kolejnych rabat i posadzeniu na nich ciekawych roślin - uzupełnia pani Barbara. 
W zasadzie plany właścicieli już zostały wdrożone w życie, ponieważ obok dotychczas rosnących połaci lawendy gospodarze posadzili na stoku kolejne lawendowe krzewy. Obiecałam sobie, że wrócę tutaj za jakieś trzy lata, kiedy osiągną większe rozmiary - wtedy namiastka Prowansji będzie jeszcze bardziej namacalna:)


 Pozostawiam Was w lawendowym nastroju
przez cały nadchodzący weekend:)
Dziękuję za wszystkie komentarze i odwiedziny na moim blogu:)




Ostrów, 17 czerwiec 2018 r.

Oprac. na podst. wywiadu:
marzena.rogozik@dziennik.krakow.pl


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...