poniedziałek, 29 stycznia 2018

U stóp Wezuwiusza - tysiąc twarzy Neapolu

"Zobaczyć Neapol i umrzeć"
Goethe


Szczerze? Kiedy wysiadłam z samolotu i busikiem dotarłam do Placu Garibaldiego, gdzie mieścił się nasz hotel  - słowa Goethego wydają się być jak najbardziej na miejscu. Myślę sobie - ja chyba naprawdę zaraz umrę. 
Ale na pewno nie z powodu zachłyśnięcia się urodą  miasta, lecz w związku z wszechobecnym brudem, odrapanymi ścianami oraz niewyobrażalną ilością śmieci walających się po ulicy. Tutaj żaden z mieszkańców nie zadaje sobie trudu, żeby puszkę po piciu, czy niedopałek papierosa wrzucić do kosza. Wszystko ląduje na bruku. Jedynie turyści starają się  zachować jako takie zasady savoir vivr'u.
Takim właśnie obrazem nędzy i rozpaczy przywitał mnie Neapol. Pierwsze słowa jakie cisnęły mi się na usta brzmiały: "Zobaczyć Neapol i szybko wiać do domu" oraz "Co ja tutaj robię?".
Nawet nie znalazłam odpowiedniego słowa, którym mogłabym określić lub nazwać to "dziwne"  miasto. Jak się potem okazało Neapol pokazał mi przynajmniej kilka swoich twarzy, ale pierwszą reakcją mojego organizmu na ten stan rzeczy było wrażenie wrzucenia do bębna maszyny losującej, w której odgłos klaksonów, kolorowych grafitti na ścianach, dobijanie targu przez czarnoskórych mężczyzn, gry hazardowe na ulicy - spowodowały totalny kołowrotek w mojej głowie.  No nic. Zobaczymy co będzie dalej.



Zostawiamy więc nasze bagaże w pokoju hotelowym i ruszamy do centrum miasta, które jak się  okazuje jest również bardzo ekspresyjne i pełne włoskiego wigoru.
Jeśli myślicie, że zielone światło na przejściu  dla pieszych oznacza dla nich pierwszeństwo, to jesteście w błędzie. W Neapolu panuje zasada: Kto pierwszy, ten lepszy. Samochody i skutery jeżdżą na czerwonym. Oczywiście nie jest to regułą, ale  zdarza się bardzo często i jeśli ktoś jest tutaj po raz pierwszy, może się nieźle "przejechać". 
Ja co najmniej kilka razy musiałam odskakiwać w bok, żeby zdążyć uciec przed pędzącym pojazdem. Jednym słowem - sceny prosto z Dzikiego Zachodu. 
Chyba po raz pierwszy w życiu spotkałam się z takim miejskim żywiołem, a widziałam już niejedno i jak się potem okazało miałam zobaczyć jeszcze więcej. 


Kiedy nazajutrz o poranku opuściliśmy hotel, moim oczom ukazał się niezwykły widok. Na przystanku autobusowym, na ziemi leży mężczyzna zwinięty w kłębek, przykryty kołderką i smacznie śpi, a cały jego ekwipunek w postaci walizki i torby z całym dobytkiem spoczywa na dachu tegoż przystanku. 
W trakcie kilkudniowego pobytu w Neapolu takie sceny były już na porządku dziennym. W ciągu dnia imigranci z Afryki, których jest tutaj ogromna ilość  sprzedają swoje towary na ulicach, a wieczorkiem przygotowują dla siebie posłanie pod gołym niebem. 
Byłam w szoku. Wiem, że u nas również trafiają się bezdomni śpiący np. w parku, ale są to jednak przypadki sporadyczne i nie ma na tego typu koczowanie oficjalnego przyzwolenia. W Neapolu można o wiele, wiele więcej.


O suszącym się wszędzie praniu nawet nie muszę wspominać, ponieważ jest to typowy włoski obrazek. Akurat ten "proceder" tak bardzo mnie nie razi i powiedziałabym nawet, że dodaje Neapolowi swoistego uroku i typowo południowego klimaciku - chociaż ... czasami wiszące gacie, majtki oraz pościel w samym centrum  wyglądają dość oryginalnie. A co tam, przynajmniej ładnie pachnie:)

 

Jak mawiała moja babcia - żeby było lepiej, najpierw musi być trochę gorzej, więc mój dzisiejszy post ma taki właśnie charakter. 
Dzisiaj pokazałam Wam tę gorszą i brzydszą stronę Neapolu. Zrobiłam to celowo, żeby kolejnym razem odkryć jego atrakcyjniejsze oraz smaczniejsze oblicze. 
Kiedy w dniu następnym spojrzałam na cudowną Zatokę Neapolitańską ze wzgórza Vomero i zjadłam najlepszą pizzę na świecie - moje wcześniejsze zniechęcenie było już o wiele, wiele mniejsze, a gdy odwiedziłam Pompeje oraz Wybrzeże Amalfi - zupełnie zapomniałam o tym, że Neapol kilka dni wcześniej napawał mnie przerażeniem:)
Powiem więcej - zastanawiam się nawet nad jego ponownym odwiedzeniem:)
Ale o tych wszystkich atrakcjach będę Wam  opowiadać w kolejnych postach, na które już dzisiaj serdecznie Was zapraszam:) 


Życzę Wam dobrego tygodnia
i dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze:)


Włochy, Neapol - 19.01.2018

środa, 24 stycznia 2018

Krakowski Ogród Botaniczny w letniej odsłonie


Nie wiem jak to u Was bywa, ale w moim przypadku zima dosyć szybko mi się nudzi i chętnie powitałabym już wiosnę. Póki co, pozostaje tylko odświeżyć kolorowe wspomnienia i zaprosić również Was do mojej letniej retrospekcji z krakowskiego Ogrodu Botanicznego.
Bardzo lubię tutaj zaglądać i robię to co najmniej kilka razy w roku, a każda pora roku odkrywa przed nami swoje uroki i ma do zaoferowania całą paletę barw oraz różnorodność kwitnących roślin.
Wiosna zachwyca nas magnoliami, lato liliowcami i różami, a jesień cudnie przebarwiającymi się klonami. O kurcze przyłapałam się na tym, że nigdy nie byłam tutaj w zimie. Postanowione - idę tam w przyszłym tygodniu i zdam Wam relację z zimowego ogrodu. Anuluję moją obietnicę - właśnie w tym momencie przeczytałam, że ogród w okresie listopad-kwiecień jest nieczynny:(
Więc dzisiaj zapraszam Was na lipcowy spacer pośród bujnie kwitnących roślin, których nazw nie będę wymienić ponieważ wiem, że większość z Was nie będzie miała problemu z ich rozpoznaniem.  
Ogrzejmy się chociażby wirtualnie letnimi promieniami słońca i pozachwycajmy  kolorami oraz zapachami minionego lata:)


Ogród Botaniczny Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie został założony w 1783 r. i należy do najstarszych w Polsce. Od ponad dwustu lat odgrywa dużą rolę w rozwoju nauki, edukacji i kultury jako miejsce badań, inspiracji artystycznych oraz "żywe muzeum" flory świata odwiedzane co roku przez tysiące osób.
Krakowski ogród botaniczny powstał na miejscu ogrodu rodziny Czartoryskich, zakupionego w 1752 przez jezuitów. Po kasacie  tego zakonu został on przekazany Komisji Edukacji Narodowej, która w ramach reformy Akademii Krakowskiej założyła ogród botaniczny jako zakład pomocniczy katedry chemii i historii naturalnej. 
Obszar, obejmujący początkowo ok. 2,4 ha zaprojektowano jako park barokowy typu francuskiego, w obrębie którego urządzono kolekcje roślin leczniczych oraz ozdobnych. Organizacją ogrodu zajmował się Jan Jaśkiewicz (1749–1809). W roku 1783 ruszyły prace przygotowawcze, a w 1787 r. postawiono pierwsze szklarnie. Obszar ogrodu powiększano kilkukrotnie. Swą obecną powierzchnię ok. 9,6 ha uzyskał w latach pięćdziesiątych XX wieku. Najwcześniejszy kompleks szklarniowy "Victoria", którego część stoi w miejscu najstarszych szklarni został przebudowany w XIX i XX wieku, a w latach 1993–1998 poddano go rekonstrukcji.
Od połowy XIX wieku, głównie za sprawą botanika Józefa Warszewicza (1812-1866) podróżnika po Ameryce Środkowej i Południowej, zaczyna być rozwijana kolekcja roślin storczykowatych. Dzisiaj jest ona najstarszą i największą kolekcją tego typu w Polsce, z około 500 gatunkami.
W 1966 r. oddano do użytku palmiarnię "Jubileuszową" wraz z zespołem szklarni tropikalnych. Z 1954 r. pochodzi "Holenderka" – niska cieplarnia zawierająca m.in. zbiory storczyków.


Obecnie w Ogrodzie Botanicznym UJ znajduje się około 5000 gatunków i odmian roślin z całego świata, w tym prawie 1000 gatunków drzew i krzewów i ponad 2000 gatunków i odmian roślin szklarniowych. 
Arboretum, czyli parkowa część Ogrodu, skupia kolekcję drzew i krzewów i zajmuje największą powierzchnię. Częściowo skomponowane jest jako park krajobrazowy, a częściowo jako grupy tematyczne – geograficzne lub ozdobne. 
Kolekcja roślin drzewiastych liczy ok. 1000 gatunków i odmian, najcenniejsze grupy to klony oraz dęby. Wśród wielu pięknych i znakomitych roślin króluje mający około 230 lat "dąb Jagielloński" .
 
Kolekcja roślin mięsożernych. Strach wyciągać rękę:)




Moją ulubioną częścią ogrodu jest strefa roślin cieniolubnych, w której  rosną duże skupiska funkii, tawułek oraz gigantycznych rozmiarów gunnery. Bardzo lubię przysiąść nad brzegiem stawu i obserwować piękne rośliny wodne oraz pływające i spacerujące kaczki. 
Jakoś trudno mi uwierzyć, że to ciche i spokojne miejsce znajduje się w samym centrum Krakowa, a tuż za ogrodzeniem  toczy się życie miejskie na najwyższych obrotach. 
Jeśli ktoś z Was nie dotarł jeszcze do tego ogrodu, a planuje wyjazd do Krakowa - koniecznie  musi tutaj zajrzeć. Tym bardziej, że wiosna tuż, tuż ....:)


 Dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze
i życzę Wam, żeby nawet zimowa aura
nigdy nie przysłoniła wiosny panującej w Waszych sercach:)





Kraków, lipiec 2017
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...