poniedziałek, 29 maja 2017

Emeryturka w San Gimignano - jestem jak najbardziej na tak:)


"To, gdzie się jest, znaczy czym się jest. 
Im głębiej owo miejsce przenika w jaźń, tym bardziej się umacnia więź z owym miejscem. 
Wybór miejsca nigdy nie bywa przypadkowy, to wybór czegoś, czego się pragnie".

 Frances Mayes "Pod słońcem Toskanii"
 

Należę do tej grupy osób, które raz zapuściwszy swoje korzenie nie wyobrażają sobie  przesadzania do innej, nie znanej gleby:), ale czasami przychodzi taki moment, że  weryfikując swoje dotychczasowe podróże zastanawiam się nad tym, czy ewentualnie istnieje jakieś miejsce, w którym mogłabym spędzić lata przypadające na okres jesieni mojego życia:)
Przypuszczam, że niektórzy z Was również snują takie wizje. 
A co tam - pomarzyć zawsze można. 
Nawet Paracelsus dobrze o tym wiedział, mówiąc:

"Należy szanować i respektować marzenia, gdyż wiele z nich się spełniło:)

Wiadomo, że po jednej wizycie w jakimś tam potencjalnym miasteczku nie można podjąć konstruktywnej decyzji, ale moje pierwsze wrażenie oraz słowa skierowane do męża po przekroczeniu bram miasta San Gimignano brzmiały: "Tutaj moglibyśmy się przeprowadzić na starość". 
I nie usłyszałam ani jednego słowa sprzeciwu. Nie wiem czy ze strachu, czy też z powodu akceptacji mojego pomysłu:). 
W czasie podróży po Toskanii, wytypowałam trzy potencjalne miasteczka wpisujące się w idealny obraz  miejsca doskonałego, w którym mogłabym spędzić potencjalną  emeryturkę, naliczoną przez ZUS?:) 
Są to: Cortona, Pienza oraz wspomniane wyżej San Gimigniano, od którego moim zdaniem zaczyna się prawdziwa Toskania ze swoimi pocztówkowymi widokami.


A teraz dosyć już bujania w obłokach - czas na spacer ulicami miasta i wtrącenie kilku słów o nim samym.
Do San Gimignano, jednego z najsłynniejszych toskańskich miast prowadzi pięć dróg. Podobno w sezonie turystycznym jego uliczki zapełnione są po brzegi turystami. 
Anna Maria Głogowska w swoim subiektywnym przewodniku pisze: 
"Z powodu ogromnej masy odwiedzającej San Gimignano można odebrać je jako męczące, wręcz ogłupiające". 
My mamy to szczęście, że jest marzec, więc spacerujemy praktycznie sami, dzięki czemu możemy bez zbędnej przepychanki delektować się klimatem tego urokliwego miasteczka, położonego na wzgórzu, a które swymi korzeniami sięga aż do czasów etruskich. 
Świadczą o tym znaleziska archeologiczne datowane na III wiek p.n.e.




Miasto wyróżniają wysokie domy wieżowe, które pełniły funkcje mieszkalne, obronne, a także świadczyły o bogactwie właściciela. Z tego powodu San Gimignano nazywa się "średniowiecznym Manhattanem". 
Z 72 wież przetrwało tylko 14. W roku 998 zbudowano pierwsze mury obronne, a 200 lat później miasto tak się rozrosło, że otoczono je nową wstęgą umocnień. XII wiek był złotym okresem dla mieszkańców - zarabiali krocie na uprawie i sprzedaży szafranu. To wtedy zaczęły powstawać słynne wieże. 
Wiek XIV przyniósł wewnętrzne walki, zarazę, śmierć i spustoszenie.  
W 1351 r. miasto samo oddało się w ręce Florencji. Mimo klęski politycznej i zapaści ekonomicznej pracowali tutaj wielcy artyści, jak: Benozzo Gozzzoli, Domenico Ghirlandaio.
Czternastowieczny kryzys, po którym miasto już nigdy nie wróciło do dawnej świetności sprawił, że architektura San Gimignano przetrwała w średniowiecznym kształcie aż do dzisiaj.
Muszę przyznać, że bardzo odpowiadałoby mi mieszkanie w takim otoczeniu. 
Piękno i wyjątkowość miejscowości dostrzeżono  w XIX wieku. 
Od kilkudziesięciu lat miasto odbija sobie stulecia ubóstwa, zarabiając na milionach turystów przyjeżdżających tutaj z całego świata, w poszukiwaniu autentycznego średniowiecza.
W 1990 roku całe stare centrum wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO.


Najważniejsze wieże stoją przy dwóch głównych placach miejskich. Najstarsza to La Rognosa przy Piazza del Duomo. Wzniesiono ją w 1200 roku i ma 51 metrów wysokości. 
W 1255 r. wydano przepis zabraniający budowy wież wyższych, niż wieża samego podesty. Przepis przepisem, a władza władzą. Potężna rodzina Salvuccich zignorowała prawo i postawiła wkrótce przy tym samym placu nie jedną, ale dwie bliźniacze wieże o 3 metry wyższe niż Rognosa. 
Najwyższą wieżą ze wszystkich jest Torre Grossa. Ma 54 metry i można wspiąć się na jej szczyt.




 

Tuż przy Piazza del Duomo wznosi się kolegiata /dawna katedra/ Santa Maria Assunta, pochodząca z X wieku. Warto tutaj wdepnąć, chociażby ze względu na jeden z największych i najlepiej zachowanych cyklów fresków, pochodzących z XIV i XV wieku.
W katedrze pracowali Bartolo di Fredi, Simone Martini, Lippo Memmi, Domenico Ghirlandaio, Benozzo Gozzoli.
Na ścianach bocznych znajduje się kilkadziesiąt scen ze Starego i Nowego Testamentu, przedstawiających m.in. stworzenie świata, narodziny Ewy, budowę Arki, pijaństwo Noego, przejście przez morze Czerwone, nieszczęścia Hioba, narodziny Jezusa, wskrzeszenie Łazarza, scena Sądu Ostatecznego i wiele innych.




W przewodniku jest napisane, że warto zajrzeć również do jednej z bocznych kaplic, gdzie przechowywane są kości pewnej lokalnej świętej o imieniu Fina.
W związku z tym,  że ja nie jestem zwolenniczką oglądania ludzkich zwłok oraz oddawania czci jakimkolwiek relikwiom, a  tego typu praktyki uważam wręcz za zwykłą profanację - nie będę się  rozpisywać na temat życia tej świętej. 




Wiem, wiem - zasypałam Was dzisiaj niewiarygodnie dużą ilością zdjęć, ale nie mogłam inaczej:)
Jeśli nie macie nic przeciwko temu - po drodze  wpadamy jeszcze na chwilkę do typowo  toskańskiego gospodarstwa agroturystycznego, w którym wino dojrzewa w ogromnych kadziach,  kogut pieje na całą okolicę, mój mąż na miarę kulinarnych podróży Roberta Makłowicza przygotowuje posiłek w plenerze, a ja siedzę sobie na drewnianej ławeczce i najzwyczajniej w świecie celebruję otaczającą mnie rzeczywistość.
Muszę przyznać, że dzisiaj bardzo mi taka rola odpowiada:)




Życzę Wam cudownego tygodnia
i samych radosnych chwil:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...