piątek, 28 października 2016

Nad dachami Dubrownika - część II



Wejście na stare mury Dubrownika znajduje się na samym początku ulicy Stradun  - praktycznie zaraz po przekroczeniu bramy Pile,   po przeciwnej stronie fontanny Onofria.
Opuszczamy więc  tę gwarną i tłoczną ulicę - kierujemy się w lewo, gdzie schodami wspinamy się do góry. Roztacza się stąd coraz lepszy i piękniejszy widok na wszystkie zabytki i atrakcje miasta . 

Fontanna Onofria

Pogoda jest idealna do zwiedzania i spacerowania - słoneczko nie grzeje zbyt mocno, a lekki wiaterek sprawia, że nie jest również za  gorąco.
Patrząc w dół, na pełną ludzi ulicę Stradun  jakoś trudno mi sobie wyobrazić fakt, że kiedyś w tym miejscu znajdowało się zwyczajne mokradło.
Jest ona śladem dawnego podziału na kwartały zajęte przez uciekinierów z Cavtatu, będącego wcześniej grecką kolonią Epidarus
Gdy w VII wieku została ona złupiona przez Avarów, jej ocaleli mieszkańcy ruszyli wzdłuż wybrzeża na północny zachód, by na wyspie Laus założyć Ragousę - poprzedniczkę Dubrownika.  
Później na zadrzewionych wzgórzach od strony lądu zadomowili się tutaj Słowianie /dubrava po chorwacku znaczy "zagajnik"/. 
Z czasem  obie społeczności połączyły się i wymieszały, a miasto zachowało nazwę Raguza aż do 1918 roku. Dopiero włączone do królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców zostało przemianowane na Dubrownik.
Ot i cała historia w ekspresowym skrócie:)


Ulica Stradun już nie dzieliła, a w miarę postępującej integracji zaczęła łączyć obie społeczności. W końcu XV wieku została wybrukowana i do dzisiaj jest niekończącym się szlakiem wędrówek tysięcy turystów - co sprawia, że jest wyszlifowana jak najlepszy diament, a w czasie deszczu można się po niej ślizgać jak na lodowisku. Kiedy zeszliśmy na dół, przekonaliśmy się o tym na własnej skórze:)
No ale o tym później - na razie jesteśmy na samej górze, chociaż nie zupełnie do końca ... w Dubrowniku kursuje kolejka linowa, którą można wyjechać na wzgórze Srd położone 412 metrów n.p.m., skąd roztacza się piękna panorama całej okolicy. My korzystaliśmy z opcji spacerowej.


  

Średniowieczna wstęga fortyfikacji Dubrownika należy do najlepiej zachowanych w Europie i jest jednym z bardziej znanych symboli Chorwacji.
Wewnętrzne mury mają ok. 2 km długości, miejscami do 25 metrów wysokości i 6 metrów grubości. Sterczy z nich co najmniej 12 baszt kwadratowych i 3 okrągłe. 
Drugi, zewnętrzny pas muru obronnego jest niższy i wyposażony aż w 10 półokrągłych bastionów. Między jednym, a drugim murem z tyłu kiedyś dodatkowo znajdowała się fosa. 
Poza głównym systemem umocnień wybudowano jeszcze dwie fortece: 
św. Wawrzyńca na cyplu oraz Ravelin przy bramie Ploće - prowadzącej do miasta od strony starego portu.

Twierdza św. Wawrzyńca 

Pierścień umocnień zaczęto wznosić w VIII, a ukończono w XII stuleciu. Później, w okresie od XIV do XVII wieku fortyfikacje wydłużano i powiększano - częściowo z powodu zagrożenia tureckiego i weneckiego.
Największa z twierdz - św. Jana powstawała etapami w latach 1346-1557. 
Za konstrukcję murów i baszt obronnych odpowiadali najwięksi budowniczowie swoich czasów, m.in. florentczyk Michelozzo Michelozzi i pochodzący z Zadaru Juraj Dalmatinac
Po zakończeniu wojny domowej w latach 90-tych XX wieku fortyfikacje poddano gruntownej renowacji.

Kierujemy się w stronę twierdzy św. Jana



W obrębie murów Starego Miasta życie mieszkańców toczy się zwykłym, codziennym  rytmem. Szczerze mówiąc nie jestem przekonana, czy byłabym zachwycona z faktu, że dzień po dniu tysiące turystów zaglądałoby w moje okna lub obserwowało każdy ruch, pozbawiając zupełnie prywatności. Chociaż wydaje mi się,  że jest to po prostu kwestia przyzwyczajenia.

 



Osoby cierpiące na lęk wysokości nie czułyby się w tym miejscu najlepiej
 


  
Wytrawni gracze, czyli popisywacze skaczący ze skalnego cypla do Adriatyku

Kawa w tym miejscu smakuje inaczej
 
  
Przy starym porcie znajduje się brama Ploće, którą można wejść na Starówkę miasta



W październiku 1991 r. oddziały Jugosłowiańskiej Armii Ludowej wraz z czarnogórskimi bojówkami zajęły pozycje wokół Dubrownika. 
Zaczęło się oblężenie trwające do sierpnia 1992 r roku.
Świat biernie się przyglądał, jak ze stanowisk na wzgórzach nad miastem bezlitośnie ostrzeliwano obiekt umieszczony na Liście Światowego Dziedzictwa. Pociski  uszkodziły 70% domów. Z czasem wszystkie szkody materialne pieczołowicie naprawiono. Niestety dla mieszkańców Dubrownika te niezabliźnione rany  pozostaną do końca życia. 
O tym jak wielkie były zniszczenia przekonuje lustracja dachów ścielących się poniżej miejskich murów. Niemal wszystkie pokrycia są nowe - wymieniono je tuż po wojnie.
Zginęło ponad 100 osób cywilnych i 200 obrońców miasta.
Wszystkich upamiętniono w Muzeum Obrońców Dubrownika znajdującego się w pałacu Sponza do którego wkrótce się udamy.


Pozostałości po  śladach wojny



Najwyżej położonym punktem na murach  jest twierdza Minćeta, skąd roztacza się niezrównany widok na Starówkę.
Można powiedzieć, że całe  Stare Miasto w Dubrowniku stanowi główny plan filmowy do serialu "Gra o tron", a my cały czas poruszamy się i spacerujemy śladami grających w nim aktorów.
* Fort św. Wawrzyńca - Czerwona Twierdza
* Zewnętrzne mury okalające miasto
* Wieża Minćeta - Dom  Nieumarłych
* Barokowe schody w Dubrowniku - schody do Wielkiego Septu Baelora
* Stare Miasto - miejsce zebrań wróbli. 

Twierdza Minćeta
Wieża Minćeta
 
Kościół franciszkanów


Kiedy opuszczamy mury miasta i schodzimy na dół - mogę śmiało pokusić się o stwierdzenie,  że  słowo stało się ciałem. 
Deszcz, który do tej pory czekał cierpliwie  - teraz postanowił nadrobić wszystkie swoje zaległości i lunął ze zdwojoną siłą. Dzięki temu gwarna i tłoczna ulica Stradun staje się zupełnie pusta, lśniąc w świetle sklepowych witryn,  a oblepiona wcześniej przez ludzi fontanna Onofria - odpoczywa teraz w samotności.
My absolutnie się nie poddajemy, lecz w coraz intensywniej spadających kroplach deszczu, dziarsko kroczymy przed siebie:)


     
  

Tuż przy wschodnim krańcu Stradunu rozciąga się Plac Luźa,  który za czasów Rzeczypospolitej Dubrownickiej był centrum życia towarzyskiego i do tej pory skupia w okół siebie znaczną ilość zabytków.
Pośrodku stoi Orlandov stup, w obecnej postaci wykonany na początku XV wieku. Widnieje na nim postać rycerza kojarzona z Rolandem /nawiązanie do pieśni o Rolandzie/.  Ze szczytu słupa odczytywano obwieszczenia.
 


Obecna wieża zegarowa jest zrekonstruowaną w 1929 r.  XV-wieczną budowlą


Po prawej stronie placu wznosi się barokowy kościół św. Błażeja, poświęcony opiekunowi Dubrownika. Projektantem świątyni był wenecjanin Marino Gropelli, który wzorował się na weneckim kościele św. Maurycego. 
Budowla powstała w latach 1706-1714, w miejscu starszej, strawionej przez ogień. 




W związku z tym, że kościół coraz bardziej zapełnia się wiernymi uciekającymi przed deszczem i zaczyna pękać w szwach - my wraz z innymi turystami  przenosimy się w gościnę pod gotycko-renesansowe arkady pałacu Sponza, gdzie wszyscy razem czekamy na zakończenie  burzy. 
Można powiedzieć, że była to taka sympatyczna, międzynarodowa integracja. Pałac Sponza został wybudowany w 1522 r. według projektu Paskoje Milicevicia, a bracia z Korćuli -  Blaź i Petar Andrijiciowie grali pierwsze skrzypce przy realizacji tego projektu.
Pałac był siedzibą komory celnej. Na ścianie zwróconej ku miejscu w którym ważono towary widnieje łacińska inskrypcja: "Nasze wagi nie pozwalają oszukać ani ich nie można oszukać, gdy ja odważam towary - waży je sam Bóg".
Budowla przetrwała trzęsienie ziemi z 1667 r., a dzisiaj jest siedzibą placówek muzealnych. Znajduje się tutaj m.in. Muzeum Obrońców Dubrownika ze zdjęciami tych, którzy zginęli podczas oblężenia miasta w latach 1991-1992. 
 
W pewnym momencie wszyscy deszczowi uciekinierzy chcieli zagościć w pałacu
No, ale w tak dostojnym i pięknym otoczeniu nie będziemy przecież narzekać:)


Żelazne drzwi prowadzące do pałacu Sponza są nabijane ćwiekami, na których widnieje napis - Dogana co wskazuje na fakt, że budynek służył kiedyś jako komora celna.

 



Dubrownickie gargulce mają pełne ręce roboty:)


W naszych dzisiejszych planach mieliśmy jeszcze kilka punktów programu, ale ryzyko wieczornego podróżowania po śliskich chorwackich drogach było zbyt wielkie - więc żegnamy pogrążony w deszczu Dubrownik i zbieramy się do drogi.

 

W zasadzie moje najważniejsze marzenie się spełniło - weszłam na mury miasta, żeby z góry móc spojrzeć na "perłę Adriatyku" - jak mawiał o Dubrowniku Lord Byron. 
Ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości, że poeta miał rację. 
Ktokolwiek z Was odwiedzi Chorwację, niech nie zapomni zajrzeć do tego cudownego miasta z czerwonymi dachówkami.
 
 

Życzę Wam miłego, pogodnego weekendu
i dziękuję za pozostawione komentarze:)



Dubrownik, 05.09.2016 r.

29 komentarzy:

  1. Dziękuję za wspaniałą, deszczową wycieczkę po Dubrowniku.
    Pięknie pokazałaś miasto z góry, a czerwone dachówki robią niesamowite wrażenie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudownie obejrzeć jeszcze raz Dubrownik zdjecia wprost wymarzone serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami fajny jest taki powrót do przeszłości.
      Pozdrawiam Wandziu:)

      Usuń
  3. Dubrownik w deszczu też jest piękny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Dwa razy widziałam Dubrownik skąpany w słońcu, więc taka pochmurna i deszczowa pogada pokazała mi miasto w innym wymiarze - równie pięknym.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. W czasie chodzenia po murach też zwróciłam uwagę, że mieszkańcy przyzwyczaili się do obecności turystów. Większość ich miejsc wypoczynkowych osłonięta była roślinami pnącymi tworzącymi naturalne parawany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się tak wydaje, że jest to po prostu kwestia przyzwyczajenia, a może nawet są dumni z tego, że mieszkają w tak pięknym i licznie odwiedzanym mieście - kto wie.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  5. KAwa w tym miejscu smakuje inacze! ale tym krotkim stweirdzeniem rozpalilas moja wyobraznie! nie bylam tam jeszcze i widze, ze bede musiala tam pojechac, bardzo mi sie podoba wszystko co pokazalas, miasto jest niezwykle, szare mury , czerwone dachowki, mury obronne, uliczki, baszty , widoki, no cudo! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie zauważyłaś, że picie i jedzenie zależy nie tylko od jakości, ale również od okoliczności w jakich się nimi delektujemy:) Czasami identyczne wino pite w Toskanii smakuje inaczej niż pite w domu. Pewnie to jakaś zasługa naszej wyobraźni i podświadomości.
      Dubrownik polecam Ci z całego serca, ale broń Boże bez pośpiechu. Tylko wtedy odkryjesz jego prawdziwe oblicze, gdy będziesz spacerować spokojnie i pozaglądasz w różne boczne zakamarki miasta.
      Szkoda, że nas przepędziła brzydka pogoda, bo pewnie posiedzielibyśmy tam jeszcze z dwie godziny.
      Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Niesamowite, robiące wielkie wrażenie miasto! Chorwacja to dla mnie jeszcze ziemia nieodkryta, dlatego z wielką ciekawością podziwiam i podziwiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jak się troszkę napatrzysz i napodziwiasz w końcu zapadnie decyzja o odwiedzeniu Chorwacji:)
      A naprawdę warto. To bardzo piękny kraj, z bogatą historią i ślicznymi miastami wartymi zobaczenia /Trogir, Split, Zadar, Szybenik itp/.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  7. Ciekawe miejsce, piękne zdjęcia
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Jolu:) Dubrownik jest o wiele piękniejszy "na żywo".
      Zdjęcia nie oddają w pełni jego uroku. Jeśli będziesz miała okazję być w Chorwacji koniecznie tam zajrzyj.
      Również przesyłam pozdrowienia:)

      Usuń
  8. Cudne widoki i fantastyczna foto relacja !!
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i również przesyłam ciepłe pozdrowienia:)

      Usuń
  9. Ciesze się, że trafiłam na ten blog. Będę tu zaglądać.
    A relacja z Dubrownika bardzo mi się podoba - jak widać nie trzeba słońca, żeby zobaczyć piękne miejsca i ciekawie je pokazać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło gościć Ciebie w moich skromnych progach:)
      Dubrownik ma to do siebie, że niezależnie od sytuacji i pogody prezentuje się dobrze.
      Podobnie jak my kobiety:)
      Pozdrawiam serdecznie i zawsze zapraszam:)

      Usuń
  10. Zachwycająco tam i te dachy w jednym kolorze....:)))Widać że miejsce piękne o czym świadczą tłumy:))pozdrawiam serdecznie:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dachy Dubrownika zawsze robią na mnie niesamowite wrażenie.
      Kiedyś zastanawiałam się dlaczego wszystkie wyglądają podobnie. Teraz już wiem, że są to skutki tragicznej, bratobójczej wojny która wcale nie tak dawno miała tutaj miejsce.
      A co najgorsze nikt nie reagował na tę tragedię. Świat przyglądał się obojętnie.
      Pozdrawiam pięknie:)

      Usuń
  11. Marysiu jestem Twoim stałym czytelnikiem i obserwuję Twoje posty od początku.
    Jak zwykle jestem pod wrażeniem. Poza pięknymi zdjęciami widzę wrażliwą, inteligentną kobietę, która przekazuje nam informacje ze świata jak najlepszy fotoreporter.
    Pozdrawiam.
    Marek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no aż się troszkę zaczerwieniłam z powodu tylu komplementów:)
      Jest mi niezwykle miło, że śledzisz mojego bloga, a Twoje słowa z całą pewnością są dla mnie ogromną motywacją do dalszego opisywania naszego cudownego świata:)
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  12. Ten spacer po murach chyba najmilej wspominam. Niezwykła czerwień dachów, piękne widoki na miasto i morze. Bajka. Wspaniale oddałaś urok Dubrownika, miło się czyta i ogląda.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie:)
      Ja również spacerowanie po murach Dubrownika na długo zachowam w swojej pamięci - niezwykłe doświadczenie wizualne.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  13. Mario, bardzo dziękuję. Odświeżyłaś moje wspomnienia. Chodziłam po murach obronnych.
    W czasie jednego z pobytów była maleńka mżawka a niebo było prawie granatowe.
    Może zaspokoisz moją ciekawość jak chodziło się w takim ulewnym deszczu po Stradunie.
    Widząc deszcz na twoich zdjęciach, przypomniała mi się burza w Weronie. Musieliśmy ściągnąć buty i iść boso prawie 2 km. To była prawdziwa ślizgawica. Jeszcze teraz dreszcze przechodzą mi po plecach. Bałam się złamania nogi.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym momencie również zastanawiałam się nad tym czy nie lepiej byłoby zdjąć buty, ale jakoś daliśmy radę dobrnąć do samochodu.
      Niektórzy ludzie śmigali boso po Dubrowniku, a pewna młoda para w strugach deszczu maszerowała sobie Stradunem. Wyglądało to uroczo. Bardzo żałuję, że zbyt późno wyciągnęłam aparat. Deszcz był intensywny, ale było też bardzo ciepło, więc pozostały całkiem miłe wspomnienia.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  14. W Dubrowniku byłam już cztery razy i jest dla miejsce, które mogę podziwiać i podziwiać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak Dubrownik ma w sobie to coś:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  15. Μαρία, σ΄ευχαριστώ για την ξενάγηση! Χαίρομαι που περπάτησες στα Κάστρα. Είδα πολλά ωραία στο Blog σου!
    Καλό μήνα!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...