czwartek, 22 sierpnia 2019

O tym jak polskie Malediwy zwiedzałam - kamieniołom w Gródku:)

"Małżeństwa bywają nieszczęśliwe nie z powodu braku miłości, 
ale z powodu braku przyjaźni"
Selma Lagerlof


Jakiś czas temu całkiem znienacka i zupełnie przypadkowo moje "bystre oko" na portalu społecznościowym Facebook wypatrzyło bardzo  ładne miejsce, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam, a które tak naprawdę położone jest stosunkowo niedaleko ode mnie. 
Jest to kolejny dowód na to, że niejednokrotnie człowiek podróżuje bardzo daleko, a bagatelizuje atrakcje znajdujące się tuż pod nosem.
Długi, sierpniowy weekend okazał się idealnym momentem na odwiedzenie Parku Gródek w Jaworznie, który zachwyca egzotycznymi widokami, turkusowym kolorem wody  i nie bez przyczyny przez miejscowych nazywany bywa  "polską Chorwacją".
Paradoksalnie, niszczycielka działalność człowieka spowodowała, że powstało jedno z najpiękniejszych miejsc w województwie śląskim. Stosunkowo niedawno /ponad 20 lat temu/ wydobywano  tutaj dolomit. W latach 90-tych Zakłady Dolomitowe Szczakowa mocno podupadły, a kiedy w 1997 roku spóźniały się z zapłatą należności za zużycie energii elektrycznej - Górnośląskie Zakłady Energetyczne odcięły im prąd. 
Wszystkie maszyny  stanęły - łącznie z pompami. Wystarczyło kilkadziesiąt godzin, aby kamieniołom został bezpowrotnie zalany. Utonął sprzęt i koparki. W efekcie "zalania" powstały dwa rozlewiska otoczone skałami, a dzięki temu my Polacy staliśmy się  posiadaczami polskich Malediwów:):)
Dzisiaj miejsce to jest jednym z najpopularniejszych w mieście, jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu.  Sporo młodych małżeństw wybiera również  plener kamieniołomu jako tło swoich ślubnych sesji. Ponad taflą wody poprowadzone są ścieżki spacerowe, a widoczki rozpościerające się z góry należą do bardzo przyjemnych. 

Prawda, że Malediwy jak się patrzy:) - zdjęcie z drona

Zanim kamieniołom zamienił się w park rekreacji, gmina zleciła oczyszczenie dna i nawiezienie kilku tysięcy metrów sześciennych gleby, a także nasadzenie roślin. Powstały dróżki spacerowe, balustrady nad skarpami, zainstalowano wiaty z ławeczkami, dwie pary schodów, którymi wychodzi się do góry. Na skarpie jest nawet bacówka, przy której latem odbywają się plenerowe msze święte. W miejscu dawnego wysypiska śmieci powstała wielka łąka. To jedno z najpiękniejszych miejsc nie tylko w Jaworznie, ale i  całej okolicy.
Na terenie zalanego kamieniołomu powstało Arboretum. Obszar ten jest niezwykle ważny i atrakcyjny pod względem bioróżnorodności oraz rzeźby terenu, a jego zadaniem jest ochrona i wspieranie zachowania różnorodności biologicznych roślin, ich kolekcjonowanie oraz  prowadzenie badań naukowych we współpracy z Uniwersytetem Śląskim.
W zalanym kamieniołomie firma Via Sport prowadzi Szkołę Nurkowania. Akwen, nazywany przez nurków „Koparkami” oferuje świetne warunki szkoleniowe, a najlepszą rekomendacją są tysiące  przyjeżdżających tutaj nurków nie tylko z Polski, ale również z Europy. 
Z punktów widokowych możemy obserwować popularne „Koparki” oraz krętą kładkę nad jeziorem. Ścieżka ma 1,5 metra szerokości i około 130 metrów długości.
Co ciekawe, gdy rozpoczynano prace, drewniana kładka nad małym zalewiskiem powstawała na terenie suchym. Jak tłumaczyli urzędnicy, została wykonana w miejscu gdzie istnieją duże wahania poziomu wody. Aktualnie znajduje się w wodzie, a dzięki temu jeszcze bardziej zyskuje na atrakcyjności. Można na niej przysiąść, zanurzyć stopy w krystalicznie czystej wodzie i poobserwować pływające ryby. 
W związku z tym, że zbiornik wodny jest zbyt mały i szybko mógłby ulec degradacji oraz zabrudzeniu - kąpiel  jest zabroniona.
Czy spodobały Wam się polskie Malediwy? Mam nadzieję, że zachęciłam Was do ich odwiedzenia:):) Ja tymczasem wybieram się na zasłużony i długo wyczekiwany urlop, a więc do następnego napisania:):):)

 
Dzisiejszego posta dedykuję mojemu Drogiemu Mężowi,  z którym od 21 lat odkrywam  piękno otaczającego świata:):):)  DZIĘKUJĘ KOCHANIE:):):)

Dla wszystkich odwiedzających mnie osób 
pozostawiam najlepsze życzenia, 
płynące prosto z serca:):):) 


Jaworzno, sierpień 2019

środa, 14 sierpnia 2019

Z wizytą u państwa Lubomirskich w Łańcucie

"Podróżując przez świat i poszukując piękna, musimy nieść je ze sobą, 
inaczej nigdy go nie odnajdziemy"
Ralph Waldo Emerson
 

Jakiś czas temu Tomasz Bednarek  w programie "Zakochaj się w Polsce" z wielkim entuzjazmem opowiadał o zamku w Łańcucie i szczerze mówiąc ja również zapałałam wielką ochotą na odwiedzenie tej magnackiej rezydencji, żeby na własne oczy zobaczyć wszystkie atrakcje, o których wspominał nasz aktor-podróżnik. Rzeczywiście muszę przyznać mu rację - Łańcut robi ogromne wrażenie,  chociaż ... spacerując wokół zamku na każdym kroku daje się odczuć intensywnie trwające prace remontowo- konserwatorskie. 
Koniecznie za jakiś czas muszę wpaść z ponowną wizytą, żeby sprawdzić czy konserwator zabytków uczynił wszystko co w jego mocy, aby pałac błyszczał swoim dawnym blaskiem:)
Pierwotna rezydencja w Łańcucie w postaci wieży obronnej zbudowana została prawdopodobnie przez ród Pileckich i datowana jest na 2 połowę XVI wieku. 
Poważna rozbudowa zamku  według projektu autorstwa Macieja Trapoli  nastąpiła w latach 1629-1641, kiedy właścicielem obiektu został wojewoda Stanisław Lubomirski -  stąd często nazywany bywa Zamkiem Lubomirskich w Łańcucie. Został  otoczony potężnymi fortyfikacjami bastionowymi, które uchroniły go przed zdobyciem przez Szwedów.   W roku 1745 właścicielem zamku w Łańcucie został marszałek wielki koronny Stanisław Lubomirski
Po jego śmierci  pełne władanie nad zamkiem uzyskała żona - Izabela Lubomirska z Czartoryskich (powszechnie nazywana księżną marszałkową) i jako prawdziwa estetka - tereny fortyfikacji ziemnych zamieniła na ogrody. Po jej śmierci w roku 1816 Łańcut przeszedł w ręce wnuków - Alfreda i Artura Potockich. 
W czasie II wojny światowej  w zamku mieścił się sztab Wehrmachtu. Przed wkroczeniem Armii Czerwonej 1 sierpnia 1944 roku Alfredowi udało się uciec na Zachód i bardzo wiele dóbr zamkowych – za pozwoleniem Niemców – wywieźć. W czasie działań wojennych  budynek praktycznie w ogóle nie ucierpiał, a w latach powojennych został przejęty przez władze Polski Ludowej i zamieniony w muzeum. 
W nawiązaniu do tradycji zapoczątkowanych przez księżnę Izabelę Lubomirską zamek prowadzi ożywioną działalność muzyczną. Od 1960 roku nieprzerwanie do dziś, zawsze w maju, organizowana jest impreza, która nosiła pierwotnie nazwę Dni Muzyki Kameralnej. W 1981 roku przekształcono ją w Festiwal Muzyki, którego dyrektorem artystycznym został Bogusław Kaczyński /1942-2016/.  Festiwal jest jedną z najważniejszych imprez muzyki poważnej w kraju. Od 1975 roku organizowane są tu również mistrzowskie kursy interpretacji muzycznej. 



Pisząc o imponującej rezydencji w Łańcucie nie sposób pominąć jego głównej lokatorki - wspomnianej już wcześniej księżnej Izabeli, która pomimo niewielkiego wzrostu (maskowała tę niedoskonałość butami na wysokich obcasach oraz charakterystycznymi dla osiemnastego wieku perukami) była jedną z najbardziej wpływowych dam Rzeczypospolitej i niewątpliwie  należy też do grona najciekawszych postaci epoki oświecenia. 
Wysoko urodzona, piękna, majętna i wpływowa, ozdobiona licznymi talentami i pasjami, obdarzona została z pewnością osobowością nietuzinkową, choć despotyczną i kapryśną. Znana w arystokratycznej Europie, zwłaszcza w salonach Paryża i Wiednia, przynależała do grona oświeconych znawców antyku i dyletantów nauk. Pozostawiła po sobie realizacje budowlane i kolekcje, stanowiące do dziś ozdobę polskich muzeów. 
To właśnie m.in. dzięki niej Zamek w Łańcucie zawdzięcza swój obecny wygląd oraz może poszczycić całkiem niezłą kolekcją dzieł sztuki. Księżna żyła w tak odrealnionym i bajkowym świecie, że kiedy przyszło jej spotkać się z przedstawicielami swoich poddanych skarżących się na nieurodzaj i martwiących o chleb na domowym stole, wedle krążącej po Łańcucie anegdoty, księżna miała odpowiedzieć beztrosko, że: "ona by tam same bułki jadła" /już to widzę:)/. 
Odznaczała się  silnym charakterem. Była złośliwa, a jeśli już ktoś zalazł jej za skórę mógł spodziewać się wyszukanej zemsty. Lubomirska była także niebywale zazdrosna.
W dzieciństwie kochała się w swoim kuzynie - Stanisławie Poniatowskim, późniejszym królu Rzeczypospolitej. Lubująca się w błękitnych sukniach od których zwano ją „błękitną markizą” księżna marszałkowa była posiadaczką Wilanowa, pałacu na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, Wiśnicza, Przeworska i Łańcuta. Utrzymywała kontakty towarzyskie z cesarzową Marią Teresą, królową Marią Antoniną,  w Karlsbadzie spotkała się z Goethem. 
Na zamku łańcuckim gościła m.in. Tadeusza Kościuszkę, uczonego astronoma Jana Śniadeckiego, pojawił się tu późniejszy francuski król Ludwik XVIII, a nawet francuski biskup Ludwik de Sabran - spowiednik Marii Antoniny i inni. Księżna zatrudniała znakomitych artystów - architektów i malarzy. 
Pałac łańcucki wzbogacił się m.in. o Teatr Dworski, Galerię Rzeźb mieszczącą bezcenne dzieła sztuki starożytnej, które dzięki ówczesnym odkryciom archeologicznym księżna zakupiła do swej kolekcji. Dla Lubomirskiej wzniesiono Oranżerię w parku zamkowym. Księżna kochała wszystko co francuskie włącznie z francuską mową, uznając język polski za mowę niewykształconego plebsu – żartowano nawet, że swoją garderobę woziła do francuskich pralni. Na dworze księżnej prawdziwą atrakcją był lokaj Ambroży – Murzyn, którego księżna przywiozła ze swoich podróży. 

Izabela  Lubomirska w stroju ślubnym, mal. Marceli Bacciarelli,

Z małżeństwa z księciem marszałkiem, które nasza bohaterka zawrzeć miała z rozsądku doczekała się czterech córek, ale ciągle marzyła o synu. 
Jedna z anegdot mówi, iż podczas wizyty w Równem u Józefa i Ludwiki Lubomirskich (swoich krewnych ze strony męża) zobaczyła malutkiego, ślicznego chłopca - syna gospodarzy, jak spał słodko w łóżeczku. Ukryła go, a następnie przywiozła do Łańcuta. Był to Henryk Lubomirski. 
W rzeczywistości chłopiec pojawił się na dworze księżnej w 1783 roku gdy miał sześć lat. Towarzysząc jej w podróżach po Europie, zasłynął jako cudowne dziecko, nie tyle ze względu na uzdolnienia, co wyjątkową urodę. Był portretowany przez wielu artystów.
W Łańcucie, w Sali Kolumnowej  zachowała się rzeźba włoskiego klasycysty - Antonio Canovy, który ukazał chłopca jako AmoraTo jeden z cenniejszych zamkowych eksponatów ocalałych przed wywiezieniem. Wśród prywatnych nauczycieli księcia był włoski pijar Scipione Piattoli, sekretarz samego króla Stanisława Poniatowskiego, współtwórca konstytucji 3 Maja. 
Lubomirska kupiła dla ulubieńca rozległe dobra przeworskie, ożeniła go /niestety z brzydką i kapryśną/ Teresą Czartoryską - córką stolnika litewskiego Józefa Klemensa. 

Henryk Lubomirski jako "Amor"

Księżna Lubomirska zmarła w Wiedniu 25 listopada 1816 roku, a zamek na mocy rodowych działów przejął Alfred Potocki syn córki księżnej Izabelli – Julii. W 1885 roku drugi ordynat łańcucki hrabia Alfred II Potocki sprowadził z Wiednia urnę z prochami swojej prababki. 
Jednak i po śmierci księżna nie zaznała spokoju. Przez wiele bowiem lat uważano, iż pochowana była gdzie indziej niż w rzeczywistości. W krypcie Lubomirskich i Potockich kościoła farnego w Łańcucie w jednej z komór grobowych znajdowała się metalowa trumna, wspierająca się na lwich łapach, którą przez lata uważano za miejsce pochówku Izabelli Lubomirskiej. Zresztą napis umieszczony na niej wyraźnie mówił, że to właśnie tutaj spoczywają szczątki księżnej.
Tymczasem kiedy w związku z pochówkiem sprowadzonych z Lozanny członków rodu Potockich dokładnie zbadano kościelną kryptę i przygotowano ją do ekspozycji - za trumną odkryto tajemniczą puszkę z urną na której odkryto tabliczkę z łacińskim napisem: 
„Domina Isabella Principessa, Vidua Lubomirska nata Principessa Czartoryska aetatis Annorum LXXXIII obiit d X X V Mensis novembris anno MDCCCXVI”, który jednoznacznie wskazuje na to, że to właśnie w tej urnie spoczywają prochy księżnej Czartoryskiej-Lubomirskiej, zmarłej w listopadzie 1816 roku. Hmm, czyje więc prochy kryje przypisywana wcześniej księżnej Lubomirskiej metalowa trumna?
Oprac. na podstawie artykułu Arkadiusza Bednarczyka


Na tle innych magnackich rezydencji w Polsce zamek w Łańcucie wyróżnia się dużym bogactwem zbiorów i pięknie zachowanymi założeniami parkowo-pałacowymi, w skład którego wchodzą: ogrody, budynki mieszkalne i służebno-gospodarcze. 
Jak wcześniej wspomniałam na zewnątrz kompleksu cały czas trwają prace renowacyjne, więc teren ogrodów w niektórych miejscach jest troszkę zdewastowany, jednak za jakiś czas  Łańcut z całą pewnością będzie błyszczał jeszcze piękniejszą  krasą i klasą. 
Ogromne wrażenie zrobiły na mnie pomieszczenia pałacowe z ich oryginalnym wyposażeniem. Najważniejsze z nich to:
Sala Balowa 
Wielka  Jadalnia
Sala Kolumnowa 
Teatr Dworski 
Galeria Rzeźb 
Chińskie Pokoje 
Do najcenniejszych dzieł sztuki należą m.in. autoportret Sofonisby Anguissoli  z 1556 r. przedstawiający włoską malarkę epoki renesansu - zakupiony prawdopodobnie przez księżną Izabelę Lubomirską, a także rzeźba dłuta Antonia Canovy przedstawiająca Henryka Lubomirskiego jako Amora
W Łańcucie znajduje się obecnie również największy w Polsce i najlepiej zachowany przykład biblioteki magnackiej liczącej 22 tysiące woluminów.
Zapraszam więc na pokoje:)

Sypialnia księżnej marszałkowej. Z rozmiarów łóżka wynika, że faktycznie nie była zbyt wysoka
Śliczna łazienka i buduar. Nocnik jest oczywiście porcelanowy:)
Sala balowa

Teatr Dworski
Wielka Jadalnia
Galeria rzeźb z przepięknie zdobionym sufitem i ścianami

Autoportret Sofonisboy Anguissoli
Pokoje chińskie


Podobno od czasu do czasu Łańcucki Pałac odwiedzają duchy trzech dawnych jego gospodarzy: wzbudzający grozę duch Stanisława Stadnickiego, zwanego za życia Łańcuckim Diabłem oraz dwie sympatyczne zjawy zwane Błękitną i Białą Damą.
Stadnicki - starosta zygwulski i pan na zamku w Łańcucie, również za życia cieszył się ponurą sławą, a obecnie jak mówią legendy - straszy turystów. Mimo że łańcucka rezydencja jaką znamy dzisiaj powstała już po jego śmierci, duch tego pierwszego awanturnika i warchoła ówczesnej Rzeczpospolitej ponoć wciąż snuje się po zamkowych korytarzach.
Współcześni żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku Stadnickiego nazywali diabłem - sądząc, że zaprzedał duszę czartu. Nie było bowiem takiej zbrodni, przed którą by się cofnął. Ze zgrozą mówiono o nim, że potrafił nawet zedrzeć z człowieka skórę, obciąć ręce czy zakopać żywcem. Znany był z ciągłych najazdów rabunkowych na okoliczne dwory, miasta i wsie i zginął zabity przez nadwornego Kozaka swojego wroga starosty leżajskiego Łukasza Opalińskiego, z którym o nadwornego karła toczył największą prywatną wojnę w historii Rzeczpospolitej. Przy tak pokaźnej liście grzechów nic dziwnego, że jego duch nie zaznał po śmierci spokoju.
Sympatią pracowników i bywalców pałacu cieszą się dwie pozostałe łańcuckie zjawy. 
Błękitna Dama za życia nazywana „Błękitną Markizą" ze względu na upodobanie do tego koloru - czyli Izabela z Czartoryskich Lubomirska, której zamek w Łańcucie zawdzięcza swoją świetność. Markizę w błękitnej krynolinie i wysokiej peruce, widywać mieli pracownicy i turyści najczęściej w galerii rzeźby, a czasem zdarzało się, że ktoś zaskoczył ją w jej dawnym buduarze spoczywającą na sofie. Wówczas zjawa natychmiast znikała. Mówi się, że w zamku słychać też czasem westchnienia księżnej marszałkowej, za życia nieszczęśliwie zakochanej w późniejszym królu Stanisławie Auguście Poniatowskim, którego nie pozwolono jej poślubić.
Z kolei Białą Damą  nazwano ducha obdarzonej niezwykłą urodą jej córki Julii Potockiej. Można go ponoć zobaczyć przy sekretarzyku w chińskim saloniku, piszącego listy do ukochanego. Eustachy Sanguszko - adresat tych listów, zdobył serce Julii, zaniedbywanej i samotnej w małżeństwie z ekscentrykiem Janem Potockim, autorem "Rękopisu znalezionego w Saragossie".  Gdy Julia umierała na gruźlicę ukochanego przy niej nie było, ponieważ walczył w powstaniu kościuszkowskim. Współcześnie na cześć pięknej Julii - Białą Damą nazwano wódkę produkowaną przez Polmos Łańcut. 
Troszkę mało romantyczne skojarzenie:)


Wokół zamku znajduje się park o charakterze angielskiego parku krajobrazowego. Jego obecny kształt powstał pod koniec XVIII wieku kiedy należał do Stanisława i Izabeli Lubomirskich. Księżna marszałkowa z zamiłowaniem dbała o sukcesywne powiększanie i ulepszanie zamkowych ogrodów, oranżerii oraz 36 hektarowego parku, w skład którego wchodzą: Ogród Włoski, Ogród Różany oraz Ogród Bylinowy wraz z Glorietą.
Na jego terenie znajduje się szereg obiektów zabytkowych, takich jak: Oranżeria, Zameczek Romantyczny, ujeżdżalnia, stajnie, wozownia, szkoła muzyczna (dawniej dom ogrodników), Storczykarnia. W obrębie parku znajduje się także niewielkie jezioro.
To właśnie tutaj kręcono sceny do dwóch znanych polskich filmów fabularnych: "Trędowatej" oraz "Hrabiny Cosel".

 

Storczykarnia



Na koniec naszej "łańcuckiej przygody" zostawiamy sobie "Muzeum Sztuki Cerkiewnej"  znajdujące na terenie kompleksu parkowo-pałacowego, którego utworzenie podyktowane było koniecznością ochrony bezcennych dóbr kultury, zagrożonych wskutek wysiedleń ludności ukraińskiej z obszaru południowo-wschodniej Polski w 1945 i 1947 roku. 
Kilkudziesięcioletni okres świadomego niszczenia zabytków sztuki religijnej doprowadził do zagłady około 330 cerkwi z 650 jakie istniały w tej części diecezji przemyskiej,  która po II wojnie znalazła się w granicach państwa polskiego. Zwielokrotnieniu strat zapobiegła prowadzona przez muzealników akcja zabezpieczania „niechcianych pamiątek historii”, głównie malarstwa, księgozbiorów i rzemiosła artystycznego. W te działania wpisuje się powołanie do życia w 1960 roku Wojewódzkiej Składnicy Zabytków Ruchomych w Łańcucie, przekształconej później w Dział Sztuki Cerkiewnej Muzeum Zamku w Łańcucie. Systematycznie zwożono do niej wyposażenia wielu pozbawionych opieki cerkwi.
Początkowo w przygotowanych naprędce magazynach, później w specjalnie zaadaptowanym skrzydle budynku dawnych stajni cugowych znalazło pomieszczenie ponad 1000 ikon (XV – XX w.), rzemiosło artystyczne oraz liczący 300 woluminów zbiór starych druków cyrylickich, którego ozdobą jest pieczołowicie odnowiony Apostoł z lwowskiej drukarni Fedorowa z 1574 roku. 
Obecnie jest to największa kolekcja ukraińskiej sztuki sakralnej w Polsce. Zbiory otoczone są stałą konserwatorską opieką, wzbogacone poprzez zakupy muzealiów i udostępnione zwiedzającym. Część wyposażeń cerkiewnych powróciła po latach na swoje pierwotne miejsca i służy kultowi. 
Jednym słowem - polecam Wam wizytę w Łańcucie, a tym wszystkim którzy wytrwali do końca mojego przydługiego posta - serdecznie dziękuję za cierpliwość:):):)




Bardzo dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze:)
Życzę Wam udanego, pełnego miłych chwil weekendu.
Niech się dzieje:):):)


Łańcut - lipiec 2019.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...