czwartek, 25 października 2018

Podążając śladami księżnej Daisy - Zamek Książ

"Bardziej od pieniędzy, potrzebujesz miłości. 
Miłość to siła nabywcza szczęścia"
Phil Bosmans


Kiedy odwiedziliśmy Zamek w Książu  był czerwiec, a ja miałam wielkie oczekiwania jeśli chodzi o pogodę.  Majestatyczna budowla   stojąca na szczycie wzgórza miała być pięknie oświetlona przez  promienie wiosennego słońca podkreślające czerwoność murów.
Nie dość, że słońce schowało się za chmury, to jeszcze zaczęło delikatnie mżyć, więc moje dzisiejsze fotografie odbiegają zupełnie od pierwotnego założenia, a w dodatku  owiane są lekką nutką tajemniczości:) 
Biorąc jednak pod uwagę fakt, że jesteśmy przecież na zamku, w którym tyle się działo - niekoniecznie dobrego -  aura zasnutego nieba jest nawet wskazana:)
Kiedy teraz odwiedzamy tego typu miejsca, zazwyczaj zachwycamy się nimi, podziwiamy, a czasem nawet zazdrościmy przepychu, bogactwa i sławy ludzi kiedyś tam mieszkających.
Ale czy naprawdę chcielibyśmy powielać życie tych, którzy mimo posiadania ogromnych sum pieniędzy, pięknego otoczenia, całych zastępów służby - niekoniecznie wiedli życie szczęśliwe i spełnione. 
Okazuje się, że nawet będąc  piękną księżniczką, a taką  niewątpliwie była Mary Theresa Olivia Cornwallis-West - życie niekoniecznie bywa usłane różami. 
Najbliżsi nazywali ją Daisy, czyli "Stokrotka". Urodziła się w 1873 r. i pochodziła z niezamożnej brytyjskiej rodziny, która mogła poszczycić się koligacjami z panującymi rodami - m.in. angielskim, szwedzkim czy austriackim. W wieku 18 lat poślubiła przyszłego spadkobiercę fortuny Hochbergów - Jana Henryka XV. 
Do momentu swojego debiutu Daisy żyła na wsi, w pewnej izolacji. Nie miała wielkiej wiedzy o świecie. Dla niej małżeństwo, choć bez miłości, wiązało się z wielkimi planami i romantycznymi marzeniami. Naiwnie wierzyła, że ślub i przyjazd na Śląsk do wspaniałego zamku będą dla niej początkiem fantastycznego życia. W swoich pamiętnikach wspominała nawet, że szanowny małżonek obiecywał jej życie księżniczki. Jak się jednak okazuje, tytuł szlachecki nie zawsze idzie w parze  z atrybutem szczęścia.

 

Daisy poznała księcia pszczyńskiego kilka miesięcy wcześniej. Do zaręczyn, do których doszło w tzw. Domu Holenderskim  w Londynie podczas balu maskowego, z wielką determinacją dążyła jej matka. 
Po latach napisała: „Nie zdawałam sobie jasno sprawy z tego, że zostałam kupiona”. Ślub, który stał się wielkim wydarzeniem, odbył się w londyńskim kościele św. Małgorzaty z błogosławieństwem królowej Wiktorii. Miesiąc miodowy młoda para spędziła w Paryżu.
Po ślubie młoda księżna zamieszkała na zamku w Książu. Początkowo była nawet zachwycona rolą księżnej, ale wkrótce potem poczuła się  udręczona nieustanną obecnością służby. Nawet drogi do toalety strzegł lokaj w liberii. Nie mogła znieść przepychu, z jakim obnosili się Hochbergowie, ale najbardziej brakowało jej ciepła rodzinnego. W swoich wspomnieniach pisała, że szczególnie odczuwała to podczas świąt Bożego Narodzenia.
Hochbergowie mieli ogromne majątki na Dolnym oraz Górnym Śląsku, w tym zamek Książ, pałac w Pszczynie /tutaj/, kopalnie, elektrownie, kamieniołomy i książęcy browar. Należały do nich także rezydencje w różnych częściach Europy. 
Cała wystawność życia Hochbergów była im konieczna, by budować swoją pozycję wśród europejskich arystokratów. Z tego samego zresztą powodu w 1909 r. ruszyła ogromna rozbudowa Książa, która tak naprawdę nie była im potrzebna i była związana wyłącznie ze względami wizerunkowymi.
Małżeństwo początkowo wydawało się udane, ale później w pamiętnikach Daisy pojawiają się skargi na oschłość męża i brak czułości, na zdrady, na pozostawianie jej samej na długie okresy bez korespondencji, pojawia się też żal, że brak w jej życiu wielkiej miłości. 

 


Po ślubie z Janem Henrykiem XV Daisy urodziła czwórkę dzieci. Pierwsza córeczka zmarła po dwóch tygodniach. Potem na świat przyszli Jan Henryk XVII, Aleksander oraz Bolko. 
Daisy nie  przywiązywała zbytniej wagi do konwenansów panujących w wielkim świecie i należała raczej do osób bardzo wyzwolonych, co nie podobało się ani otoczeniu, ani często jej mężowi. 
Dotyczyło to również zwykłych sytuacji w codziennym życiu. Daisy np. jeździła na sankach ze swoimi synami, co wywołało zgorszenie służby zamkowej, no bo jak to tak, że księżna w pięknym futrze z gronostajów takie rzeczy wyczynia? Co gorsza, pozwalała także swoim synom bawić się z dziećmi służby.
Drugi syn Daisy - Aleksander, po latach wspomina w liście historię, gdy miał 17 lat i dostał motocykl. Zaproponował mamie przejażdżkę po okolicy, na którą wybrali się po deszczu. Jeździli bardzo szybko, więc wpadli w poślizg i wylądowali w kałuży. Do zamku wrócili na piechotę, umazani błotem i w świetnych nastrojach. 
W zamkowych podcieniach czekał już na nich naburmuszony książę Jan Henryk, od którego Daisy na dzień dobry usłyszała, że jej zachowanie uwłacza godności niemieckiej księżnej. Z takimi sytuacjami Daisy stale się zderzała, bo też i w stu procentach nigdy się nie dopasowała do pruskich obyczajów.
Realizowała się w sferze życia towarzyskiego. Dzięki niej w Książu gościli wielcy Europy i to nie tylko aktorzy czy politycy, ale także król pruski z małżonką, car Rosji czy przyszły prezydent USA. 
Książ był zresztą perełką, jeśli chodzi o organizację i infrastrukturę - były tu uchylne okna, centralny odkurzacz - rzecz niespotykana w tamtych czasach. Daisy wiele kwestii zreformowała, nie tylko na zamku. Doprowadziła do wielu reform socjalnych i wprowadzała w życie projekty edukacyjne.
Nie sądzicie, że księżniczka Daisy swoim zachowaniem oraz temperamentem bardzo przypomina cesarzową Austrii "Sissi"?   /tutaj/.


Ogrody Zamku Książ należą do najpiękniejszych w Polsce. Swoją wyjątkową urodę zawdzięczają właśnie Daisy, która w XIX wieku zniesmaczona ich ówczesnym surowym, prusackim wyglądem nakazała przebudowę parku. 
W tym celu sprowadziła ogrodnika z rodzinnego Newlands aby urządził ogród w stylu angielskim. Było to bardzo trudne zadanie gdyż Księżna Daisy była bardzo wymagająca.
Podobno roczne zapotrzebowanie na sadzonki wynosiło około 40000 roślin! 
Efekty są naprawdę zadziwiające. Powstało 12 tarasów /m in. taras środkowy, taras bogini Flory, taras różany, kasztanowy, itd/ - i wierzcie mi na słowo - każdy z nich jest wyjątkowy. 
Mnie najbardziej przypadł do gustu Taras Różany, gdzie znajduje się piękna fontanna kaskadowa, przy której ustawiono figury pochodzące z dawnej galerii skrzydła frontowego. 
Po obydwu stronach fontanny obrastają ją rośliny górskie i ogrodowe. Na tarasie tym zasadzono mnóstwo gatunków róż.
Przed ostatnią wojną światową książańskie tarasy obsadzano dwa razy do roku  - wiosną i jesienią, a potrzebnych do tego było ponad 20 tysięcy roślin. 
W większości pochodziły z książęcego ogrodnictwa i palmiarni w Lubiechowie. W czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu tarasy uległy częściowemu zniszczeniu. 
Po ich uporządkowaniu i naprawieniu szkód w latach 60-tych i 70-tych ubiegłego stulecia, jak niegdyś są ulubionym miejscem spacerów i odpoczynku turystów odwiedzających wałbrzyski zamek.
Tarasy przyzamkowe zajmują powierzchnię dwóch hektarów i jak wcześniej wspomniałam położone są na 12 różnych poziomach.  
Ze wszystkich tarasów roztaczają się zachwycające widoki na okolicę, które w swoich pamiętnikach niejednokrotnie opiewała najsłynniejsza mieszkanka zamku - Daisy von Pless.



Bardzo ważne miejsce w przyzamkowych ogrodach zajmują koty, które przechadzają się tutaj niczym  książęta:)
Podobno koty na  zamku mieszkają  "od zawsze". O ile dawniej piastowały rangę typowych włóczęgów, o tyle teraz każdy z nich ma swoje imię  oraz dom.  Jest ich około 50  i żyją w trzech większych grupach – przy Bramie Głównej, na Dziedzińcu Honorowym i na Tarasie Południowym. Ta grupa jest największa.
Koty  pojawiają się także we wspomnieniach dawnych mieszkańców zamku, jako towarzysze zabaw dzieci Jana Henryka i Daisy.







Księżna Daisy uwielbiała biżuterię, ale szczególnie turkusy i perły. Te słynne "przeklęte", kupił jej mąż Jan Henryk XV w Paryżu w czasie ich miesiąca miodowego. 
Sznur liczył 3,5 tys. pereł i miał 6,7 m długości. Książę zapłacił za nie zawrotną sumę 3,5 mln marek. Dla porównania dwadzieścia kilka lat później zadłużenie Książa spowodowane jego ogromną rozbudową sięgało 8 mln marek.
Wiadomo natomiast, że Daisy spieniężyła te wspaniałe perły w 1936 r., kiedy jej najmłodszy syn Bolko trafił do gestapowskiego więzienia i potrzebna była ogromna ilość pieniędzy, żeby go stamtąd wyciągnąć. 
Dla siebie  Daisy pozostawiła wtedy jedynie metr pereł.

Słynne perły Daisy

W 1922 r. spotkał ją kolejny cios - jej mąż zażądał rozwodu i wkrótce ponownie ożenił się ze znacznie od siebie młodszą hiszpańską arystokratką Klotyldą Silva y Candanamo.
W roku 1923 Hochbergowie rozwiedli się.
Niewątpliwie Daisy była kobietą światową, jednak najbardziej umiłowała sobie Śląsk. Chociaż między I a II wojną światową zamieszkała w Monachium i na Lazurowym Wybrzeżu, to jeszcze w 1935 r. wróciła do Książa. Zamieszkała w skrzydle budynku bramnego, a po śmierci byłego męża i wyjeździe swoich potomków została jedyną reprezentantką rodu, która pozostała na swoich częściowo wyprzedanych włościach. 
W 1941 r. Niemcy zarekwirowali zamek, a Daisy trafiła do willi przy Friedlanderstrasse 43 (obecnie ul. Moniuszki) w Wałbrzychu. Ostatnie dwa lata życia spędziła przykuta do wózka inwalidzkiego. Prawdopodobnie cierpiała na stwardnienie rozsiane. 
Pod koniec swojego życia pozostawała przy niej jedynie wierna służąca Dolly, o której zresztą pisała w swoich wspomnieniach. Księżna Daisy von Pless zmarła dokładnie 29 czerwca 1943 r., dokładnie dzień po swoich urodzinach. Za przyczynę zgonu uznano zatrzymanie krążenia. Zmarła w wieku 70 lat. Jak wynika z relacji stajennego, arystokratka miała zostać pochowana w mauzoleum rodzinnym w kompleksie zamkowym w Książu. 
Nawet po śmierci nie było jej dane zaznać spokoju. Grobowiec księżnej mieli splądrować czerwonoarmiści. Podobno w poszukiwaniu cenniejszego dobytku Rosjanie mieli nawet rozłupać trumnę księżnej. Wtedy zareagowała służba. Najpierw ciało przeniesiono do pobliskiego parku, a później pod osłoną nocy miało trafić na cmentarz ewangelicki w Szczawienku. W każdym razie trudno potwierdzić tę wersję, ponieważ w latach 80. XX w. nerkopolia została zrównana z ziemią. O szczątki nikt się nie zatroszczył. 
Ze względu na działalność i pochodzenie księżnej Daisy von Pless mało kto interesował się nią w czasach PRL-u. Niemniej pamięć o arystokratce zaczęła odżywać razem z początkiem lat 90. 
Pod koniec grudnia 2007 r. uhonorowano ją przy siedzibie Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Wałbrzychu. Na cześć księżnej wystawiono granitowy obelisk z jej płaskorzeźbą. 
Zdaje sobie sprawę z tego, że znowu strasznie się rozpisałam, ale postać księżniczki Daisy jest  tak barwna i interesująca, że nie sposób było pominąć kilku faktów z jej życia - zarówno osobistego jak i społecznego.

 
Moi Drodzy
bardzo dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze.
 Życzę Wam samych dobrych i radosnych chwil 
w każdym aspekcie życia:):):)





Polska - Wałbrzych - Zamek Książ, czerwiec 2018  
Oprac. na podstawie:
- polskatimes.pl
- strona Zamku Książ
- wikipedia

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...