środa, 27 września 2017

Pod słońcem Toskanii - Cortona

„Znowu oddech piękna Toskanii. Przed laty po raz pierwszy spojrzałem na Italię z okien wagonu, po całonocnym zmaganiu się snu ze zmęczeniem. To była właśnie Toskania. Od tamtej pory, ilekroć myślę „Italia”, staje mi przed oczyma krajobraz utkany z pagórków, wysmukłe cyprysy na tle błękitnego nieba i na poły ukryte w zieleni zabudowania o delikatnej architekturze.” - Michał Heller
                                                                                

Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko temu, jeżeli dzisiaj po raz kolejny zabiorę Was do Włoch, a konkretnie do przepięknego toskańskiego miasteczka o nazwie Cortona.  
Przypuszczam, że większość z nas /kobiet/ oglądała film zatytułowany "Pod słońcem Toskanii", opartego na prawdziwej historii pisarki Frances Mayes, która zupełnie przypadkowo znalazła się w Toskanii i w efekcie końcowym zakupiła tam willę o nazwie "Bramasole". Pewnie większa część damskiej widowni marzyła  o tym, żeby przeżyć podobną przygodę do tej, która spotkała książkową bohaterkę /no może za wyjątkiem perypetii rozwodowych/.
Ja na przykład po obejrzeniu filmu, od razu chciałam pojechać do Cortony i chociaż przez krótką chwilkę pobyć w miejscu, w którym przebywała i zamieszkała na stałe autorka książki.
Pomimo różnych, niejednokrotnie negatywnych opinii na temat tego filmu - należy on do moich ulubionych /idealny na jesienne wieczory/, a planując trasę podróży po Toskanii, wiedziałam, że  nie mogło w tych planach  zabraknąć również Cortony. 
Za punkt honoru postawiłam sobie dotarcie do słynnej willi Francis Mayes oraz jej osobiste "odwiedzenie" - na pewno się ucieszy:)
Zanim jednak udam się na poszukiwanie domu pisarki, wypada przecież wtrącić słów kilka o Cortonie, która jak większość toskańskich miasteczek położona jest na wysokim wzgórzu - a  w promieniach słońca, na tle ciemnoniebieskiego nieba prezentowała się wprost majestatycznie.


Gdy tylko dotarliśmy do miasteczka i wysiedliśmy z samochodu od razu wiedziałam, że szybko stąd nie wyjedziemy, a konwersacja z moim mężem wyglądała mniej więcej tak:
- Idziemy już dalej?
- Tak, tak. Poczekaj tylko jedną sekundkę, jeszcze tylko parę zdjęć i już idziemy. 
Chwileczka przeciągała się w nieskończoność, a z kilku zdjęć zrobiło się nagle kilkadziesiąt. Niestety w takich momentach uruchamia się we mnie "syndrom Japończyka" i nie jestem w stanie nic na to poradzić. Sami zresztą zobaczcie. Czyż można lekceważyć takie pocztówkowe widoki i nazbyt szybkim tempem przemieszczać się dalej? No nie można:)
Dlatego właśnie, tak bardzo lubię podróżowanie we własnym, niczym nie ograniczającym mnie zakresie. Wsiadam do samochodu kiedy chcę i wysiadam gdzie mi się tylko rzewnie podoba. Nikt nie narzuca mi limitów czasowych - no może czasami za wyjątkiem mojego męża:)
A wiecie jak pysznie smakuje jedzonko upichcone w takich okolicznościach przyrody? Mniam, mniam.


Cortona, to według legendy najstarsze miasto Włoch. Założyli ją Etruskowie, czyli tajemniczy lud nieznanego pochodzenia, który prawdopodobnie przybył do Italii około 1200-1100 roku p.n.e. Został pokonany przez Rzymian w III wieku p.n.e., a ich kultura i sztuka wywarła ogromny wpływ na cywilizację rzymską. Etruskowie uprawiali medycynę, astronomię. Czas dzielili na miesiące księżycowe, a początkiem dnia było dla nich południe.
Dla przebłagania żądnych krwi dusz zmarłych, składali nieraz ofiary z ludzi. Z Etrurii Rzym przejął igrzyska gladiatorów, będące pierwotnie obrzędem pogrzebowym. Nadzwyczaj rozwinięte było wróżbiarstwo - z wątroby zwierząt oraz zjawisk niebieskich.
Etruskowie pozostawili po sobie grobowce, naczynia, biżuterię, figurki, a także podziemne kanały doprowadzające i filtrujące wodę. Często w toskańskich miasteczkach trafia się na przypiętą na drzwiach sklepu karteczkę z napisem: tomba etrusca, zapraszającą do wejścia między półki i spojrzenia w dół, przez szybę w otchłań grobu.
Nie mogę  więc przejść obojętnie obok  Muzeum Etrusków w Cortonie, w którym znajduje się naprawdę spora kolekcja eksponatów, pochodzących z tamtych dość zamierzchłych i krwawych czasów.


Po opuszczeniu Muzeum Etrusków, kieruję się w stronę  Museo Diocesano, w którym podziwiać możemy między innymi dwa najsłynniejsze obrazy XV-wiecznego malarza religijnego Fra Angelica. 
Pierwszy z nich to  "Zwiastowanie" o bardzo ekspresyjnej i żywej gamie kolorystycznej.  Drugi przedstawia "Madonnę na tronie w otoczeniu świętych"

 

Taką mam już dziwną przypadłość, że gdziekolwiek wyjeżdżam, staram się zawsze wykorzystać ten czas maksymalnie - na poznawanie, zwiedzanie, celebrowanie jak największej ilości interesujących mnie miejsc oraz zabytków. 
Wiem, że niektórzy z Was wolą totalny spontan, bez jakiegoś szczególnego przygotowywania się do podróży - bo przecież nie powinno chodzić tutaj o akord, lecz  przyjemność. 
Ja niestety /lub stety/ lubię przed każdym wyjazdem zapoznać się z historią oraz atrakcjami danej okolicy. Czytam książki, przewodniki, i oglądam filmy na ten temat. 
Po prostu lubię wiedzieć, co w trawie piszczy. Owszem, czasami fajnie jest pobuszować tu i ówdzie - gdzie zazwyczaj nie docierają turyści, ale ogólnie rzecz biorąc  wolę mieć wgląd w otaczającą mnie rzeczywistość:)
A jak jest u Was - wolicie spontan, czy też podobnie jak M. Heller przygotowujecie się  intelektualnie do planowanej podróży? 

  „Przygotowania do podróży nie sprowadzają się do pakowania bagaży. 
To tylko łatwiejsza ich część (…) Żeby podróż była prawdziwą przygodą, 
trzeba przygotować się intelektualnie.”

Wróćmy jeszcze na chwilę do Cortony, z którą bardzo blisko związany był święty Franciszek z Asyżu. Jego habit oraz Biblia przechowywane są w kościele San Francesco. Wdepnijmy  do niego chociaż na chwilkę. 
Dwa kilometry dalej  znajduje się klasztor Le Celle, w którym Franciszek mieszkał i gdzie zachowała się również jego bardzo skromna cela. 


Wracając do filmu "Pod słońcem Toskanii" - czy pamiętacie ten moment, kiedy jego główna bohaterka Frances wraz z grupą zagranicznych turystów jechała busikiem pomiędzy aleją cyprysową? 
Kiedy nagle dostała olśnienia i wyskoczyła z niego, zobaczywszy na furtce ofertę sprzedaży starej willi o nazwie "Bramasole"? Dla przypomnienia przedstawiam Wam kilka filmowych kadrów.

Autorka książki  Frances Mayes świętuje  swoje 20-lecie pobytu w Cortonie

Jak wspomniałam na początku postu - po przeczytaniu książki i obejrzeniu filmu /notabene z moją ulubioną aktorką Diane Lane/ - wiedziałam, że jeśli kiedykolwiek dotrę do Cortony - nie odpuszczę sobie odwiedzenia słynnej willi Bramasole.
Idziemy więc dalej, podziwiamy piękne, toskańskie krajobrazy oraz kwitnące wszędzie o tej porze roku mimozy.
Pytam przechodzącego obok Włocha, czy cel naszej podróży znajduje się jeszcze daleko.
- Non troppo lontano. Circa 1 chilometro /nie daleko, około jeden kilometr/ - odpowiada uprzejmie.
Jak się potem okazało, u Włochów pojęcie odległości jest dosyć względne.
Przeszliśmy już dwa kilometry, a chałupy jak nie było widać, tak nie widać. Zaczął padać deszcz,  moje nogi po całodziennym maratonie odmawiają posłuszeństwa. 
I chociaż bardzo nie lubię sobie odpuszczać wytyczonego celu, tym razem musiałam powiedzieć "basta", a  świadomość faktu, że już prawie "byłam w ogródku" - popsuła mi troszkę nastrój. 
Nie trwało to jednak zbyt długo, ponieważ boskie, toskańskie pejzaże szybciutko zrekompensowały ten niedosyt i ogromnie się cieszę, że dane mi było  tutaj być - chociaż przez krótką chwilę:) 

"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, 
niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. 
Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj".
                                                          Mark Twain







Moi Drodzy, życzę Wam samych pięknych podróży
- zarówno tych dalszych,  jak również tych całkiem bliskich.
 Dziękuję za odwiedziny i wszystkie pozostawione komentarze:)


Włochy, Cortona - marzec 2017
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...