czwartek, 11 sierpnia 2016

Dla miłośników sherry, koni oraz flamenco - czyli Jerez de La Frontera



Jeśli ktoś z Was jest zwolennikiem tych trzech rzeczy wymienionych w tytule, a planuje wyjazd do Andaluzji - nie może absolutnie w swoich podróżniczych eskapadach pominąć  Jerez de La Frontiera, które jak większość  hiszpańskich  miast było  pod panowaniem wizygockim, rzymskim, arabskim, a następnie po rekonkwiście przypadło władcom katolickim.
Miasto słynie z wina, flamenco oraz koni. Międzynarodowe uznanie w zakresie winiarstwa zyskały bodegi /piwnice z winem/ firmy Gonzales Byass i najstarsza w mieście Pedro Domecq
Pod koniec września odbywa się w mieście Święto Winobrania.
Jeśli chodzi o konie to bardzo żałujemy, że nie możemy być uczestnikami wielkiej uroczystości związanej z dorocznym targiem koni - Feria del Caballo, odbywającej się tutaj w 2 niedzielę maja. Jest to barwna fiesta, z pokazami tańca flamenco z różnych szkół tanecznych.  W mieście tym od 1958 r. działa nawet Uniwersytet Flamenkologii, a motywy związane z tym niesamowitym, zmysłowym  tańcem oraz śpiewem spotykamy na każdym kroku.

Jeden ze słynniejszych lokali flamenco w Sewilli /La Carboneira/ - ależ oni tańczyli


Byłam zachwycona śpiewem tego mężczyzny na ulicach Granady

Miasteczko Jerez de La Frontera przywitało nas piękną, słoneczną, typowo hiszpańską pogodą - jakby wiedziało, że zamierzamy w nim spędzić dość dużo czasu. Przyjechaliśmy tutaj z samego rana, kiedy miasto zaczynało się dopiero budzić do życia.  Nie ukrywam, że my również. Postanawiamy zacząć dzień od pysznej kawy i typowo andaluzyjskiego śniadania, czyli zapiekanego pieczywa z szynką jamon iberico, posmarowaną sosem pomidorowym.  Zresztą nie tylko my. 

Bardzo podoba mi się w Hiszpanii zwyczaj biesiadowania przy stole. I nie mówię w tym momencie o hucznych imprezach zakrapianych alkoholem, ale zwyczajnym wyjściu z domu, w celu wypicia porannej, czy też popołudniowej kawy, w gronie rodziny lub przyjaciół.  
Kiedy byliśmy na wakacjach w Czarnogórze  - nasz gospodarz u którego mieszkaliśmy, nigdy nie pił kawy w domu, ponieważ straciłby okazję do spotkania znajomych i dobrej rozmowy.
W Hiszpanii jest dokładnie tak samo. Ludzie wychodzą rano z domu po to, żeby w kawiarni móc spotkać innych ludzi - nie koniecznie znajomych, a którzy  po kilku minutach ożywionej dyskusji stają się już dobrymi znajomymi. 
Tutaj tak to właśnie działa. Spontan na całego -  bez zbędnego przeprowadzania "wywiadu środowiskowego". Przecież obcym ludziom też możemy zaufać. Nie każdy z nich jest potencjalnym złoczyńcą.
My Polacy zanim się do kogoś przekonany musi upłynąć odpowiedni "okres próbny". Wtedy dopiero można zastanowić się nad "przedłużeniem umowy na stałe". 
A i tak, niejednokrotnie bezinteresownie okazywana nam przyjaźń, wydaje się być troszeczkę podejrzana. Nie sądzicie, że u nas często tak to działa? 

Poranna kawka po wyjściu z Kościoła

W Jerez jest bardzo ładny park Alameda Vieja - przez który udajemy się do mauretańskiego Alcazaru, pochodzącego z XII wieku. Ala zanim tam dotrzemy oglądamy dzieła lokalnych artystów oraz samego artystę podczas pracy. Jak ja lubię takie uliczne niespodzianki:)



Alcazar w Jerez de la Frontera to kompleks pałacowo-obronny z XII wieku. Uznawany jest za najstarszą tego typu budowlę na Półwyspie Iberyjskim - uznawany jest za jedną z głównych i najchętniej odwiedzanych atrakcji miasta.
W XIII wieku twierdza została zdobyta przez Hiszpanów, a od XV wieku następowało stopniowe wyniszczenie budowli. Dopiero w XVIII wieku Alcazarowi zaczęto przywracać dawny wygląd. Zachowały się fragmenty twierdzy, meczet, łaźnie arabskie, ośmioboczna wieża, dziedziniec, a także barokowy pałac, zbudowany w XVIII wieku - no i oczywiście piękne widoki z murów obronnych.


































Jak wcześniej wspomniałam motywem przewodnim tego regionu Hiszpanii, jest flamenco, dlatego wystawa obrazów znajdująca się wewnątrz Alcazaru również nie odbiega od tematu.








Po wyjściu z Alcazaru naszym oczom ukazuje się piękna, monumentalna budowla, położona w samym sercu starej części miasta, a jest nią Catedral de San Salvador. Pochodzi z XVII wieku i łączy w sobie elementy gotyckie, barokowe i neoklasycystyczne. Obecny kościół stoi na pozostałościach meczetu Mayor de Jerez oraz dawnego kościoła, który uległ zniszczeniu. Wieża zachowała wpływ stylu mudejar. Świątynia została zbudowana na planie pięciu naw o różnych wysokościach, które utrzymują zewnętrzne podpory. Boczne części są z granitu. Wewnątrz znajdują się wartościowe rzeźby oraz obrazy. Nam niestety nie udaje dostać się do środka, ponieważ katedra jest zamknięta /niedziela/.







Przyjeżdżając do Jerez de la Frontera, w zasadzie  głównym celem naszej wizyty w tym mieście była wycieczka po jednej z najsłynniejszych winiarni  Andaluzji, należącej do firmy Gonzales Byass /Bodega Tio Pepe/.
Pomnik samego twórcy i założyciela tego winiarskiego interesu stoi dumnie między Katedrą, a Alcazarem.
Firma powstała w 1835 r., kiedy do Jerez przybył młody Maria Gonzales Angel, chcący odnieść sukces w produkcji sherry. Niedługo potem zakupił niewielką piwnicę i zaczął produkować oraz eksportować własne wino. 
W 1851 r. rozpoczął współpracę z Anglikiem Robertem Blakem Byassem, dlatego firma nosi dzisiaj nazwę Gonzales-Byass.
A skąd wzięła się nazwa Bodegi Tio Pepe.
Otóż, kiedy młody Gonzales rozkręcał swój winiarski interes, jego wujek Jose /znajomi nazywali go Pepe/, postanowił pomóc bratankowi w rozwoju firmy - inwestując w nią i czas i pieniądze.
A kiedy  ruszyła już produkcja wina - Gonzales chcąc w jakiś spektakularny sposób podziękować "wujaszkowi Pepe" za wsparcie oraz pomoc - postanowił jego imieniem nazwać Bodegę oraz najlepsze gatunki sherry. I tak właśnie powstała nazwa "Tio Pepe". A swoją drogą, dobrze byłoby mieć takiego wujka:)
W tym regionie Hiszpanii panują idealne warunki do produkcji sherry. Występują tutaj gleby o dużej zawartości kredy, które nasiąkają wodą w czasie deszczowych zim, a oddają ją korzeniom krzewów winogron podczas gorącego, suchego lata.


Celowo użyłam tutaj słowa wycieczka, ponieważ teren Bodegi jest tak wielki, że kursuje po niej kolejka. Wysiadamy z niej co jakiś czas i odwiedzamy poszczególne pomieszczenia z tysiącami beczek - w których leżakuje wino, sherry oraz brendy - a ich intensywny zapach unosi się w powietrzu, przez cały czas trwania naszej podróży.

W jednym z pomieszczeń ustawione są  beczki z winem z całego świata
No proszę - jest i  nasza Polonia

Aparatura służąca do produkcji wina

W Bodedze Tio Pepe produkuje się ogromne ilości sherry, która w niektórych beczkach leżakuje od 200 lat. 
Historia powiada, że kiedy Hiszpanie przewozili na statkach  swój słynny trunek, czyli sherry - angielscy piraci napadli na ich ładunek, konfiskując całe mienie w postaci 3000 tysięcy beczek.
A kiedy dostarczyli wino do Anglii i spróbowali go - od tego momentu stali się  największymi odbiorcami tego trunku.


W jednej z piwnic Bodegi - stoją beczki dwunastu apostołów. Na każdej 
z nich wypisane jest odpowiednie imię apostoła. Jest też największa beczka, symbolizująca Chrystusa. Swoją drogą to dosyć dziwna alegoria. 


Z kolei w tym pomieszczeniu znajdują się beczki z emblematami królewskimi i szlacheckimi - należącymi kiedyś tylko i wyłącznie do towarzystwa elitarnego Hiszpanii.



Kontrola jakości  wina należy do "mistrza winogrodnika", który sprawdza trunek pod każdym względem, czyli przejrzystości, mocy, zapachu oraz smaku.
Dawniej kontrolę taką przeprowadzały myszy i to one były najlepszym wyznacznikiem jakości i wiarygodności wina. Właściciele winiarni zawsze mawiali: "Dopóki myszom smakuje sherry - bodega nie splajtuje".

Przypuszczam, że kontrola jakości wina zawsze wypada pozytywnie, skoro Bodega do tej pory cieszy się ogromnym uznaniem i uchodzi za jedną z najlepszych w całej Hiszpanii.
Swoje prywatne beczki mają tutaj również piosenkarze, aktorzy, pisarze, sportowcy.

Na zakończenie naszej winiarskiej przygody - w uroczej kawiarence odbyła się oczywiście degustacja lokalnych produktów, a po wino które najbardziej odpowiadało naszym gustom - udaliśmy się do firmowego sklepiku "Tio Pepe".



Wybrałam półsłodką, 18-procentową, białą sherry. Postanowiliśmy zachować ją na szczególną okazję, która nadarzyła się dosyć szybko.
Myślę, że najlepszym momentem na otwarcie butelki wina, pochodzącego  z najsłynniejszej Bodegi w Jerez de la Fronera był dzień, w którym nasza mądra córeczka ukończyła swoje wymarzone studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.
Tak, to była idealna okazja do świętowania:) 



























Zmęczeni, głodni i pełni wrażeń siadamy w uroczej knajpce, w której nawet patrzące na mnie swoimi małymi oczkami owoce morza  - zaczynają mi smakować. 





"A ja jeszcze czekam na swoje jedzonko"

Pięknie tutaj było, jak zresztą w całej Andaluzji. No ale cóż - czas nie jest z gumy i nie da się go naciągnąć. Trzeba się zbierać do drogi. 
Aha, jeszcze zagadka dla Was:) 
Patrząc na poniższe zdjęcia, jak myślicie która jest godzina?  Wygląda jak południe, a to już końcówka dnia. Tyle tylko, że andaluzyjskiego dnia. Byłam w ogromnym szoku, że pod koniec lutego o godzinie 19.00, w tym regionie Hiszpanii słońce  świeci pełnym blaskiem, natomiast  o ósmej rano jest jeszcze zupełnie ciemno. 

Stoisko z pamiątkami noszonymi na głowie:)


A teraz wskakujemy już do naszego sprytnego, wynajętego w Maladze Opla Corsy i ruszamy w dalszą  w drogę. 
Gdyby nasza wycieczka zorganizowana była przez biuro podróży pewnie pojechalibyśmy dalej zgodnie z planem, ale na szczęście tak nie jest - a kiedy moje "bystre oko"na swojej drodze spotyka takie cudo - zmęczenie które do tej pory odczuwałam - przechodzi w zachwyt. 
Sami zresztą zobaczcie.
Monasterio de la Cartuja - Klasztor Kartuzów położony około 5 km od Jerez de la Frontera, przy drodze w kierunku Medina-Sidonia - miejscowości z której królowa Izabela Kastylijska po raz pierwszy w swoim życiu zobaczyła morze.


Klasztor Kartuzów założony został w 1463 r. przez Alvoro Obertosa Valero Morla, szlachcica z Genui. Klasztorni mnisi już w średniowieczu stworzyli własną rasę koni andaluzyjskich, zwanej także kartuską, na cześć znajdującego się w pobliżu Klasztoru Kartuzów. Hodowali tę rasę przez wieki, a po konfiskacie z Mendizabala w 1836 r. /przejęcie przez państwo mienia kościelnego i majątku duchownych/, hodowla koni przeszła w ręce prywatnych hodowców.
 Rumaki z ich stadniny można podziwiać w Real Escuela Andaluza de Arte Ecuestre - Andaluzyjskiej Szkole Sztuki Jeździeckiej w Jerez de la Frontera. Są to wspaniałe spektakle z udziałem tańczących koni.

zdj. wikip.

zdj. atrakcjewhiszpanii.blogspot.com - Festyn w Jerez

Teraz to już naprawdę koniec wycieczki. Mam nadzieję, że moje dzisiejsze opowieści z Jerez de la Frontera  Was nie zanudziły.  
A jeśli  odwiedzicie Andaluzję w maju - nie możecie przegapić słynnej fiesty z udziałem tańczących koni, tancerzy flamenco i sympatycznej przejażdżki  kolejką po  Bodedze Tio Pepe, do czego szczerze Was zachęcam:)



Dziękuję za pozostawione komentarze 
i przesyłam dla każdego czytającego  promyczki słońca:)

38 komentarzy:

  1. Oj przydadzą się te promyczki w tej deszczowej Polsce:) Piękna relacja! Serdecznie dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie i przesyłam Ci promyki słońca, ze słonecznej już dzisiaj Polski:)

      Usuń
  2. Dziękuję za pokazanie kolejnego, pięknego miejsca na świecie.
    Post przeczytałem od deski do deski. Jak zwykle oprócz pięknych zdjęć, duża dawka historii i cennych informacji dla tych, którzy wybierają się w tamte rejony Hiszpanii.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, oczy mi wychodzą z orbit na te widoki. Naprawdę piękny zakątek. Bez chwili wahania wpisuję go na listę miejsc do odwiedzenia.

    Nie zrozumiałem tylko jednej rzeczy: "Nazwa Tio Pepe pochodzi od dwunastu wielkich beczek, zwanych apostołami. Każda z nich nosi imię jednego z apostołów." Czegoś mi tu brakuje. Jak się ma nazwa Tío Pepe do dwunastu beczek zwanych apostołami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie nieźle namieszałam w tym zdaniu. Dzięki za uwagę, a usterkę już usunęłam.
      Tak to jest, kiedy ktoś lub coś przerywa wenę twórczą:)
      Jeśli będziesz wybierał się do Andaluzji, koniecznie wybierz maj. Tam tyle się wszędzie dzieje.
      Kiedy kupowaliśmy bilety do Alcazaru w Jerez - babeczka w kasie mówiła, że kolejnym razem musimy przyjechać w maju. Odbywają się tutaj festyny i pokazy flamenco na miarę Rio de Janeiro.
      Ja marzę o tym, żeby zobaczyć ogrody Alhambry w maju, w których się zakochałam oraz ukwiecone patia Kordoby.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  4. Piękna, zachwycająca kraina. Nie sądziłam,ze jest tam aż tak pięknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim pojechałam do Hiszpanii słyszałam od wielu osób, że Andaluzja jest piękna - ale kiedy zobaczyłam te wszystkie miejsca na własne oczy nie sądziłam, że aż tak pięknie.
      A żeby zwiedzić ją w miarę spokojnie - przydałby się co najmniej miesiąc urlopu.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  5. Wspaniale się składa, bo za niedługo właśnie wybieram się do Andaluzji! Nie wiem czy akurat wybiorę się w rejony miasta, które opisujesz, ale na pewno jest to dla mnie wielce przydatny post! Piękne zdjęcia, w ogóle Hiszpania zachwyca mnie pod każdym względem! I gratuluję córce obrony, zwłaszcza, że sama miałam przyjemność ukończyć ten sam uniwersytet :)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Razem z córką dziękujemy za życzenia:)
      Jeśli się wybierasz do Andaluzji - musisz naprawdę dobrze zorganizować plan podróży i zwiedzanych miejsc. My byliśmy 10 dni i zobaczyliśmy naprawdę dużo, ale tempo mieliśmy zabójcze. Żeby w miarę spokojnie zwiedzić Andaluzję to miesiąc pobytu byłby tam wskazany.
      Fajną sprawą i naprawdę niedrogą jest wynajem samochodu. Możesz sama dysponować czasem i szybko się przemieszczać, a koszt wynajmu za 9 dni to tylko 500 zł.
      Jeśli miałabyś jakieś pytania - po prostu pytaj.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  6. Piękne miejsce pokazałaś.
    Kurcze jaki ten nasz świat jest piękny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Nasz świat mnie również fascynuje od początku do końca:)

      Usuń
  7. Bardzo dużo informacji jak na jeden post, przyzna, że zapoznawałam się ratalnie ;)
    Pięknie przedstawiłaś to miejsce na fotografiach, możesz być z siebie dumna, bo niejeden przewodnik pozazdrościłby Ci zdjęć i opisów. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Taka już moja przypadłość /nie wiem czy dobra, czy też zła/, że moje posty są dosyć treściwe i trzeba poświęcić troszkę czasu żeby przeczytać i obejrzeć od początku do końca.
    Ale cóż począć, kiedy wokół jest tyle rzeczy i miejsc, które fascynują mnie nieustannie i nigdy nie mogę obok nich przejść obojętnie. Następnie w miarę możliwości chcę interesująco pokazać i napisać o nich - wszystkim odwiedzającym mnie osobom. I bardzo, bardzo się cieszę kiedy moja pisanina nie idzie na marne /mam sporo odwiedzających mnie osób/. A w mojej rodzinie rzeczywiście robię za przewodnika, kiedy gdzieś wyjeżdżamy.
    Dziękuję Ci za miłe, motywujące do działania słowa:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Andaluzja....moje marzenie...Bardzo merytoryczny fotoreportaż, pięknie opowiadasz:) Cenię ludzi, którzy mają tak mocno rozwiniętą potrzebę poznawczą, zyskujemy na tym wszyscy:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za uznanie. Wiesz jak to jest. Im więcej poznajemy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że tak wiele jest jeszcze do zobaczenia i poznania. A wszelkie wojaże i podróże wciągają i uzależniają. Tak przynajmniej jest w moim przypadku. Przypuszczam, że u Ciebie jest podobnie:)
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  10. Droga Mario,
    każdym swoim świetnie opracowanym postem utwierdzasz mnie w tym, że powinnam ale i bardzo pragnę powrócić znowu do Hiszpanii. Jest tyle interesujących miast i miasteczek, których nie widziałam. Bardzo dziękuję, że każdy Twój post jest perfekcyjnie opracowany i zachęca do poznania danego miejsca.
    Gratuluję uzdolnionej Córeczki.
    Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i twojej Ukochanej Rodzinki.
    Miłego, szczęśliwego pełnego wrażeń weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Łucjo Ty jak zwykle potrafisz mnie zmotywować, za co bardzo Ci dziękuję.
      I ogromnie się cieszę, że moje posty zachęcają Cię do ponownego odwiedzenia Hiszpanii.
      Razem z córką pięknie dziękujemy za gratulacje i również przesyłamy moc serdeczności dla Ciebie:)

      Usuń
  11. Fantastyczna wycieczka a część o botedze bardzo zajmująca (zresztą inne też). Ja byłam w w piwnicy winiarskiej w Sondrio we Włoszech, ale nawet się nie umywała do tej, którą odwiedziłaś. Córcia się spisała, taka okazja zasługuje na najlepsze wino! Serdecznie pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bodega w Jerez naprawdę godna odwiedzenia, a sherry pyszne - idealne na wyjątkowe okazje:)
      Bardzo serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  12. Gratulacje dla córki!!!
    Hiszpania jest nadal przeze mnie nieodkryta, ale bardzo chciałabym kiedyś pojechać w te wszystkie cudowne miejsca.
    Wspaniała relacja z podróży!
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Córka pięknie dziękuje i ja również:)
      Tyle jest cudownych miejsc na tym świecie, które pragnęlibyśmy zobaczyć.
      W zasadzie dzięki blogom możemy poznać je wszystkie, a dzięki marzeniom możemy również nasze plany realizować w życiu.
      Również serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Po pierwsze-wielkie usciski i gratulacje dla corci. Musicie byc z niej bardzo dumni :). Po drugie, jak zwykle kusisz i kusisz tymi widokami. Po trzecie- dziekuje za kolejna fajna lekcje historii. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak. Duma nas rozpiera. Te studia to jedno z jej spełnionych marzeń.
      Jestem przekonana, że kiedy napiszę mój ostatni komentarz o Andaluzji - Ty podejmiesz już decyzję o podróży do Hiszpanii:)
      Bardzo dziękuję za miłe słowa i serdecznie Cię pozdrawiam:)

      Usuń
  14. Strasznie dużo atrakcji w tym miasteczku:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam -jednym tchem przeczytalam i ogladałam cudowne fotki jestem tak zainspirowana Hiszpanią ze moje nastepne wakacje o ile bede mogła przeżyć to bedzie wlaśnie Hiszpania a jeszcze napisalaś że w lutym tak gorąco po prostu żal Gratuluję niesamowitej CORKI pozdrawiam serdecznie calą rodzinkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja co prawda nie byłam w innym regionie Hiszpanii poza Andaluzją, która strasznie mi się spodobała. Gdybym kolejny raz miała odwiedzić tę część Hiszpanii zrobiłabym to w maju. Wtedy jest tam mnóstwo atrakcji, no i cudnie kwitnące ogrody Alhambry, ukwiecone patia, a na ulicach miast flamenco.
      Dziękujemy ślicznie za życzenia i cieplutko pozdrawiamy:)

      Usuń
  16. ha, flamenco można posłuchać, poczuć stopami
    ale i podziwiać - choćby na malowidłach :)
    drabina dla myszki rozczulająca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Flamenco jest ponadczasowe, a w Andaluzji czujesz go na każdym kroku.
      Szkoły flamenco, knajpy z flamenco, na ulicach miast ludzie tańczą flamenco.
      A drabina dla myszy na wszystkich robiła ogromne wrażenie.
      Dziękuję za odwiedziny i zapraszam na kolejne posty:)

      Usuń
  17. flamenco niesamowite mialam okazje oglądac tylko w telewizji i na pokazach tańców ale marze o tym zeby pewnego dna doswiadczyc tego na własnej skórze,Mario fantastycznie opisałas te wyjazd.pozdrawiam serdecznia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętaj o tym, że marzenia się spełniają - czego serdecznie Ci życzę:)

      Usuń
  18. Podoba nam się kultura ludzi południa, bo jest tak znacząco odmienna od naszej. Dostrzegamy i cenimy u nich to, czego nam na co dzień brakuje. To normalne. Ale to jest wiekowa tradycja i trudno wymagać, żeby tak było też i u nas. Inny klimat, historia zapisana w genach. Choć zastrzegam od razu - ludzka życzliwość powinna być taka sama na całym świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że na stosunek do życia ludzi mieszkających na południu ogromny wpływ ma pogoda. Tam słońce świeci praktycznie przez cały rok, więc i humor od razu jest lepszy. A co do życzliwości to masz rację - niezależnie od miejsca zamieszkania możemy być dla siebie serdeczni:)

      Usuń
  19. Bardzo chciałam się tam zatrzymać, ale nie mieliśmy tam zaplanowanych noclegów, a uznaliśmy, że zwiedzanie bez degustacji, na co kierowca nie miał szans, nie ma sensu. Nadrobimy, mam nadzieję. Tym bardziej, że nie spodziewałam się, że to miasto jest takie urocze.

    Gratulacje dla córki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy pięknie:)
      Warto odwiedzić Jerez - szczególnie w maju, kiedy dużo się tam dzieje.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  20. W lutym i tak słonecznie - jestem zaskoczona. Cenię i zazdroszczę tego luzu, spokoju i umiejętności cieszenia się życiem mieszkańców "cieplejszych" regionów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam w szoku. U nas śnieg i mróz a tam można się opalać. Nie ma się co dziwić, że południowcy mają pozytywny stosunek do życia, skoro cały czas świeci u nich słoneczko, a w "zimie" temperatura nie spada poniżej 10 stopni.
      A w celebrowaniu codziennych chwil rzeczywiście powinniśmy z nich brać przykład.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...