czwartek, 5 listopada 2015

Wyspa Sveti Stefan i Budva



13.09.2015 r.

Tak to czasem bywa, że niejednokrotnie miasto lub miejsce będące niegdyś symbolem brudu, biedy, czy totalnego wyludnienia, czasem staje się światową metropolią lub enklawą przeznaczoną tylko dla "wybrańców losu". 

Jedną z moich ulubionych książek jest"Pogoda dla bogaczy" napisana przez Irwina Shaw, a miejsca które dzisiaj odwiedzimy można zatytułować "Miasta dla bogaczy" - a przynajmniej  za takie tutaj uchodzą.

Pierwsze z nich to 
Wyspa Sveti Stefan 
Od czegóż tutaj zacząć. Chyba od tego, że niektórym ludziom zupełnie w głowie się przewraca i za jedną dobę hotelową płacą 
od 750-3000 Euro za noc!
Przepraszam bardzo - to nie są zwykli śmiertelnicy, lecz ludzie z kręgu ponadprzeciętnych, czyli: aktorzy /Sophia Loren, Claudia Schiffer/, piosenkarze, czy politycy /Silvio Berlusconi, Helmuth Kohl/, itp.
Ze względu na obecność wielu celebrytów oraz kasyno,  wyspę zaczęto nazywać "adriatyckim Monako".
Nie ulega wątpliwości, że jej położenie jest bardzo charakterystyczne i należy do najpiękniejszych miejsc w Europie. Jest wizytówką czarnogórskiej riwiery. 

Powierzchnia wyspy to 1,46 ha i wyróżnia się nie tylko urodą, ale także bogatą historią, która sięga XV wieku. 
Pierwsze zabudowania zostały tutaj wzniesione z woli rodu Pastrovici, który wzbogacił się podczas konfliktów z wojskami tureckimi.
Łupy z tureckich statków pozwoliły wybudować na wyspie domy dla 
12 rodzin ze wspomnianego rodu. Z czasem powstała tu osada, która prosperowała przez wieki mieszcząc około 400 osób.
Zmiany nastąpiły w XIX wieku gdy Sveti Stefan zaczął pustoszeć, 
a w XX wieku pozostało tutaj tylko 20 osób.
Postanowiono więc przekształcić wyspę w ekskluzywny resort i dzisiaj zalicza się do najdroższych hoteli na Bałkanach i jak wcześniej wspomniałam jego mury od lat goszczą najznamienitszych gości.

Ciekawe czy czuje się różnicę, leżąc na plaży przylegającej do wyspy, za którą  płaci się 50 Euro za dobę od innych plaż darmowych?
Niektórzy chyba czują, bo tłumów nie widziałam.

Przeciętny śmiertelnik nie może wejść na teren wyspy, ponieważ bram strzegą strażnicy i wpuszczają tylko osoby posiadające identyfikatory gości hotelowych /kiedyś turyści również mogli zwiedzać wyspę/.
Gdy patrzę na ten świat i tego typu ludzkie zachowania i kaprysy czasami odnoszę wrażenie, że: 

"Niektórzy ludzie żyją tak, jakby nigdy nie mieli umrzeć, 
a umierają - jakby nigdy nie żyli"

No cóż począć. Tego się nie zmieni, ponieważ zawsze będą mądrzy i głupi, biedni i bogaci.

Kiedy nasze pospolite stopy dotknęły już piachu, po którym być może stąpali "wielcy tego świata"  ruszamy dalej - do miasta w którym jak głosi reklama  "Można żyć".











Na moim zdjęciu nie wygląda to atrakcyjnie, ale "Dukley gardens" - to sieć ekskluzywnych hoteli położonych w Budvie na szycie wzgórza z widokiem na Adriatyk i oczywiście prywatnymi plażami.
Inwestorami tego kapitału, jak sama nazwa wskazuje jest nie kto inny jak nasi sąsiedzi zza wschodniej granicy, których  znakami rozpoznawczymi są: język, kilogramy złota na szyi i samochody typu Audi, Mercedes, BMW.

Czarnogórcy gustują raczej w skromniejszych modelach.

Nie wiem dlaczego, ale Czarnogóra stała się dla Rosjan bazą na zakładanie hoteli, apartamentów i prywatnych willi.
Potwierdził to również nasz gospodarz u którego mieszkaliśmy.
Gdy spacerowaliśmy po okolicy pokazał nam inwestycje Rosjan, ulokowane i położone w najlepszych widokowo i logistycznie miejscach. 
Widocznie są dalekowzroczni i przekonani, że Czarnogóra stanie się wkrótce światową metropolią.
Z drugiej strony nie ma się co dziwić, ponieważ kraj ten obfituje w mnóstwo atrakcji turystycznych czy też przyrodniczych i coraz więcej osób tutaj przyjeżdża.

Przypuszczam, że wkrótce cenowo dogoni Chorwację, a więc kto ma w planach Czarnogórę - musi się spieszyć, bo na razie kraj ten pod względem finansowym remisuje z Polską 1=1.

BUDVA 
Uchodzi za kurort w którym można się bawić do białego rana. W sezonie tętni tutaj nocne życie w klubach i dyskotekach, które znajdują się na każdym kroku.


Kto potrzebuje spokoju i ciszy, 
w Budvie raczej nie wypocznie. 
W samym mieście znajduje się rozległa plaża - jedno z najmodniejszych miejsc na wybrzeżu, gdzie przyjeżdża belgradzka "złota młodzież". 
Latem jest tu bardzo hałaśliwie i dość drogo. 





Jeśli ktoś chce zacumować lub kupić jacht z "wyższej półki" to bardzo proszę. 

Miasto znajduje się na cyplu i otaczają go mury obronne zbudowane pod koniec XV wieku. Jest tutaj port rybacki i pasażerski.
Już od IV w.p.n.e istniała tutaj osada iliryjska, później kolonia grecka Buthoe.
Przed II wojną światową na terenie Budvy odkryto nekropolię z greckimi i rzymskimi nagrobkami. Najstarsze groby pochodzą z IV w.p.n.e, a najmłodsze z V/VI w. 
W Średniowieczu Budva należała do Bizancjum, na przełomie XIV i XV w., była własnością książąt czarnogórskich. 
W latach 1442-1797 należała do Wenecji, a w latach 1814-1918 do Austro-Węgier.


Do Starego Miasta można wejść przez dwie bramy w XV-wiecznych murach obronnych: Morską i Lądową. 



Katedra św. Jana to trójnawowa świątynia katolicka - do roku 1828 główny kościół diecezji primorskiej. Powstała już w VII wieku, a obecny budynek jest dużo późniejszy. Przechowywany jest tutaj otoczony od kilku wieków czcią obraz Matki Boskiej Budvańskiej.
Dzwonnica została zbudowana w 1867 r., a jej wysoki szczyt jest jednym z najbardziej charakterystycznych elementów w panoramie Budvy.

Cerkiew św. Trójcy stoi  naprzeciwko Cytadeli. Otoczona jest pozostałymi świątyniami starej Budvy, została zbudowana w XIX w. Wyróżnia ją staranne wykończenie murów, wzniesionych z naprzemiennych pasów białego i różowego kamienia. 
Jednonawową budowlę wieńczy wzniesiona nad zachodnią fasadą ażurowa dzwonnica oraz centralna kopuła.
Przed świątynią znajduje się grób pisarza Stefana Mitrova Ljubiśy.


W środku znajduje się okazały ikonostas 
z wieloma cennymi ikonami.

Wielką przyjemnością dla mnie - jest siedzenie oraz spacerowanie  pośród staromiejskich kamieniczek, pochodzących tutaj z XVIII-XIX wieku oraz obserwowanie ludzi i otoczenia. W każdym miejscu i o każdej porze zawsze dzieje się coś ciekawego. 









Zawsze wydawało mi się, że maski weneckie są znakiem rozpoznawczym Wenecji, a tutaj proszę jakie zaskoczenie. 


CYTADELA wzniesiona pod koniec XV w., wraz z murami obronnymi starówki, została rozbudowana w XVII w. oraz w 1836 r. przez Austriaków. Obecnie mieści się tutaj galeria malarstwa oraz wystawa makiet okrętów.
Sklep z odzieżą, którego dolna część odkrywa mury pochodzące jeszcze z czasów rzymskich, stanowił niesamowitą atrakcję dla zwiedzających i kontrast pomiędzy dawnym imperium, a teraźniejszością.

Idziemy więc dalej i betonową ścieżką dochodzimy do plaży Mogren. Jest to punkt widokowy na stare miasto w Budwie i uchodzi tutaj za najładniej położoną plażę .

W zasadzie Budva nie ma aż tak wielu atrakcji turystycznych 
jak np. Kotor, a Stare Miasto jest stosunkowo małe i wszystkie zabytki zlokalizowane są blisko siebie, więc zwiedzanie miasta przebiegło dosyć sprawnie. 
Żegnamy Budvę i ruszamy w dalszą drogę, ciekawi nowych miejsc i ludzi.

A kto jest romantyczny i lubi zachody słońca - zapraszam już wkrótce na spektakularny zachód słońca w czarnogórskim porcie, który dla mnie osobiście był najpiękniejszy jaki widziałam w swoim życiu, 
a widziałam ich już wiele.

12 komentarzy:

  1. Coraz bardziej kusisz Czarnogórą, chyba czas, żeby się tam wybrać.
    Maski weneckie, oprócz Wenecji , widziałam też na Istrii w Chorwacji.
    Czekam na zachód słońca.
    Pozdrawiam.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarnogóra rzeczywiście jest bardzo pięknym krajem i bardzo daleko jej jeszcze do Europy Zachodniej. Ale w tym tkwi właśnie cały urok. Nie ma pośpiechu, nie ma wyścigu szczurów, nie ma drastycznych przepisów Unii Europejskiej. Tam czas płynie wolniej, a ludzie nie spieszą do korporacji, czy firm. Wiem, że są plusy i minusy takiego życia, ale ja osobiście wolę mieć mniej i żyć spokojniej, niż pędzić do przodu za wszelką cenę. Dziękuję za odwiedziny i polecam Czarnogórę. Szkoda tylko, że tak daleko. Pozdrawiam serdecznie i zawsze zapraszam.

      Usuń
  2. Jak miło w ta polską, zimną, deszczową jesień podczas wykładu, który nic nie wnosi do życia przenieść sie w ciepłe, letnie uliczki. Wyobrazić sobie promienie slonca na skórze. .. a co do wyspy to przecież bogaci muszą mieć gdzie zostawiać pieniądze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakże miło mi Ciebie powitać droga Oleńko u siebie! Masz rację, też bym się chętnie teleportowała w tamte strony. Widzę, że wykład porywający, skoro czytasz na nim bloga. Mogę tylko stwierdzić - a nie mówiłam?
    Serdecznie Cię pozdrawiam i mam nadzieję, że do zobaczenia wkrótce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zawsze fascynująca wycieczka. A na zachód słońca narobiłaś mi niezłego apetytu. Ściskam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i zapraszam do dalszego podróżowania ze mną.

      Usuń
  5. Na razie moje oczy zwrócone są w stronę Hiszpanii. Tęsknię już za Barceloną, marzy mi się Walencja, mam jeszcze mnóstwo do nadrobienia w Andaluzji, a przecież tyle jeszcze innych regionów tego kraju jest do zwiedzenia.

    Nie traktuj tego jak spam, ale widziałam na jednym z blogów, że pytałaś o literaturę dotyczącą Andaluzji. Trochę mogę pomóc, bo przed moim tegorocznym wyjazdem do Andaluzji zrobiłam zestawienie książek, których akcja rozgrywa się w tym regionie.
    http://soy-como-el-viento.blogspot.com/2014/12/z-ksiazka-po-andaluzji.html

    Polecam też przewodnik "Andaluzja i Murcja". Drogi jak cholera, więc warto szukać w tanich księgarniach internetowych, ale warto swojej ceny, moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że napisałaś. Już wpadłam do Ciebie z krótką wizytą i jestem pod wrażeniem imponującej listy książek, nie tylko o Andaluzji, ale w ogóle. Tak coś czuję, że poza przewodnikami w które się zaopatrzyłam, Twój blog będzie moim przewodnikiem literackim nr 1. Dziękuję raz jeszcze, biorę się za czytanie, a po powrocie będę zdawać relacje z podróży. Ale to dopiero w marcu. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Taką samą listę jak o Andaluzji, mam też o Barcelonie, ale tamta jest o wiele bogatsza. W każdym razie, serdecznie zapraszam. :)

      A jaką trasą się wybierasz? My byliśmy we wrześniu na 10 dni i trasę mieliśmy dość ambitną i wyczerpującą, ale było naprawdę świetnie. :)
      Bardzo jestem ciekawa Twoich wrażeń z Andaluzji. Ja się zakochałam. :)

      Usuń
    3. Szczerze mówiąc plany i zamiary ambitne, ale czy wystarczy czasu. Również lecimy na 10 dni, wynajmujemy samochód i w drogę. Mamy w planach Sewillę, Granadę, Kordobę, Marbellę, Kadyks, Malagę, Jerez de la Frontera. Na Gibraltar chyba nie wystarczy czasu, ale słyszałam, że szału tam nie ma. A czy to prawda, że do Alhambry trzeba wcześniej rezerwować bilety. Może coś wiesz na ten temat? My lecimy 27 lutego.

      Usuń
    4. My lecieliśmy do Malagi i też wynajmowaliśmy samochód.
      Trasę mieliśmy taką: Ronda (nocleg), Setenil, Granada (2 noclegi), Kordoba, Sewilla (3 noclegi), Kadyks (nocleg), Tarifa, Gibraltar, Competa (2 noclegi), Torremolinos (mają fajny Crocodile Park), Nerja (przyjemna miejscowość wypoczynkowa, Balkon Europy, akwedukt, jaskinia z największą kolumną na świecie - fajne to), Granada (bo się zakochaliśmy w tym mieście i chcieliśmy tam wrócić), Malaga (lotnisko - miasta nie zwiedzaliśmy).
      Chcieliśmy jeszcze zaczepić o Jerez, ale to by było już za dużo, no i nie planowaliśmy tam noclegu, więc nie byłoby sensu - jak Jerez, to zwiedzanie którejś bodegi, a wtedy kierowca byłby pokrzywdzony. ;)

      Co do Gibraltaru - widok ze skały przepiękny, małpki fajne, ale samo miejsce mnie nie zauroczyło.

      Co do Alhambry - czytałam, że można się tam wybrać rano i załapać na bilety, ale sama wolałam faktycznie zarezerwować wcześniej, bo nie wyobrażałam sobie, żebym mogła się tam nie wybrać i wyszłabym z siebie, gdyby na miejscu okazało się, że biletów już nie ma. Wy jedziecie poza sezonem, więc na pewno będzie łatwiej niż w sezonie, ale jeśli wiesz kiedy dokładnie będziesz w Granadzie, to myślę, że warto dla świętego spokoju kupić bilety wcześniej.
      Bilet rezerwujesz i opłacasz przez internet, a wydrukować można w niektórych bankomatach lub gdzieś na miejscu (gdzie, to nie wiem, bo drukowaliśmy w bankomacie).
      Do Alhambry wchodzi się albo na turę przedpołudniową, albo popołudniową. Ważne jest to, że do pałacu Nasrydów wchodzi się na konkretną godzinę. Tam może wejść ograniczona liczba osób. Więc jak np. masz bilet do pałacu na np. 17, to spokojnie możesz sobie po południu chodzić po całym kompleksie (a chodzenia jest sporo!), bylebyś na 17 stawiła się w kolejce do Pałacu. W sklepikach Granady można kupić całkiem fajny przewodnik z opisem Alhambry po polsku. :)

      Co takiego fajnego jest w Marbelli, że ludzie tam tak ciągną?

      Usuń
    5. Serdecznie dziękuję za wszystkie cenne informacje. Na pewno się przydadzą. Jeśli to nie problem to mam jeszcze ogromną prośbę i pytanie w sprawie wynajmu samochodu. W jakiej firmie wynajmowaliście i ile Was to kosztowało. W jakim terminie tam byliście?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...