piątek, 27 listopada 2015

Jedno kliknięcie


Moi drodzy czytelnicy i wszyscy twórcy swoich blogów - nie wiem ile czasu Wy poświęcacie na tworzenie jednego posta, ale ja zanim go opublikuję, muszę nad nim  spędzić co najmniej kilka dni.

Wiem, że to zależy o czym piszemy, ile dodajemy zdjęć i czy robimy to naprawdę sumiennie.
Ja staram się robić to dobrze i dopracować wszystko na "tip top".
Tak było właśnie w przypadku posta, który zatytułowałam "Czy my potrafimy dziękować". Wydaje mi się, że był całkiem niezły i bardzo się cieszyłam, że będę mogła się z Wami podzielić swoimi spostrzeżeniami na ten temat.

W zasadzie wstawiłam tylko kilka zdjęć, a skupiłam się głównie na treści, w której zawarłam moje tzw. "złote myśli". Każdy z nas takie ma i co gorsza nie ma takiej możliwości, żeby odtworzyć je w 100 procentach po kilku lub kilkunastu dniach.

Wczoraj post miał być opublikowany. Efekt dla mnie zadowalający i myślę, że byłby również dla czytających go osób, ale  zamiast przycisku "publikuj", nacisnęłam coś innego, co spowodowało, że cała treść nagle zniknęła z monitora.

Byłam przekonana, że można to odwrócić, cofnąć, czy znaleźć w pamięci komputera. Kiedy sama nie mogłam tego zrobić, poprosiłam o pomoc moich domowych informatyków i nie tylko.
Co się okazało? Został tylko tytuł, a reszta wylądowała w eterze. 
Moja kilkudniowa praca, fajne spostrzeżenia i wnioski już nie istnieją. 

Efektem mojego nieświadomego błędu jest ten właśnie wpis, jako wyraz mojej głupoty i zbyt pochopnego, nie przemyślanego kroku.

Czy czegoś Wam to nie przypomina?
Czy my czasem jednym kliknięciem nie przekreślamy w życiu tego co bywa dla nas najważniejsze, robiąc to świadomie lub nieświadomie? 
Ja na pisanie posta poświęciłam tylko kilka dni, a moja frustracja i wściekłość na siebie samą była naprawdę ogromna. 
A co dzieje się w sytuacji kiedy  ktoś przekreśla kilka, może nawet kilkanaście lat swojego życia, czy też życia drugiej osoby?

Zdrada, przykre słowa i czyny sprawiają, że to co budowaliśmy przez całe lata oraz wartości w jakie głęboko wierzyliśmy - znikają z powodu jednego złego kliknięcia.
Ja straciłam posta, którego jest mi bardzo szkoda, ale przecież w życiu niejednokrotnie tracimy o wiele więcej. 
Może to być mąż, żona, dziecko, przyjaciel, a nawet cała rodzina.

Nie wiem, czy zdecyduję się po raz kolejny  napisać zniszczony post, ale jeśli nawet to zrobię on już nie będzie dokładnie taki sam jak ten wcześniejszy. 

Więc zanim popełnisz błąd, dobrze się zastanów, ponieważ nie każdy człowiek potrafi wybaczać, a nawet jeśli wybaczy - już nigdy nie jest tak samo, jak było wcześniej.

Dzisiejszy post pisałam dwadzieścia minut, ale mam nadzieję, że  nie była to strata czasu? Co o tym myślicie?
Czy też uważacie, że czasem jedno złe kliknięcie potrafi przekreślić wszystko?


P.S. 
Inspiracją do posta, który nie ujrzał światła dziennego była stworzona powyżej kompozycja z okazji kończącego się lata. Robiłyśmy ją razem z Basią, którą już wcześniej zaprosiłam do jego przeczytania.
Skoro wpisu nie ma, dodaję chociaż zdjęcia. Będą mi zawsze przypominać o tym, że zanim coś zrobię powinnam się nad tym dwa razy  zastanowić.

czwartek, 19 listopada 2015

Jak w Mostarze chłopcy skaczą do wody


13.09.2015
Jak to powiadają, wszystko co dobre szybko się kończy. Tak też jest z naszym pobytem w Czarnogórze, którą dzisiaj opuszczamy.

Ale żeby ten czas wykorzystać do końca, do maksimum - namówiłam męża, żebyśmy wracając do Polski zahaczyli jeszcze o Bośnię i Hercegowinę, 
a konkretnie o Mostar. 
Tak też się stało, bo przecież jadąc  z powrotem i tak przejeżdżamy przez to państwo. Musimy tylko zboczyć trochę z drogi i jesteśmy na miejscu.

W Czarnogórze, wstępujemy jeszcze po drodze do uroczo położonego klasztoru Rezevići, gdzie odbywa się akurat prawosławne nabożeństwo. 
To jeden z najpiękniejszych monasterów czarnogórskiego wybrzeża. 
Według legendy jego fundatorem był król serbski Stefan Pierwszy Koronowany, który podróżował tędy z Budvy do Petrovaca. 
Podobno stała tutaj wówczas gospoda, a przed nią kolumna, na której umieszczona była waza pełna wina. Król spróbował wina i zatrzymał się w gospodzie, fundując w 1223 r. cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej /mniejsza, po lewej stronie/. Natomiast po prawej stronie stoi cerkiew św. Trójcy.
Legendarna waza z winem stała podobno aż do XIX wieku, regularnie napełniana przez mieszkańców.
Klasztor wraz z cerkwiami został zniszczony przez piratów z Ulcinja, 
a następnie przez najazdy tureckie. 

W środku zachowały się freski z XVII i XVIII w. Ikonostas pochodzi z 1833 r.





Pierwszy raz w życiu miałam okazję na żywo uczestniczyć w prawosławnym nabożeństwie, które  przypominało jakieś przedstawienie teatralne.
Ilość obrazów, ikon, figur przedstawiających świętych oraz śpiew /brzmiał bardzo pięknie/, osób biorących w nim udział przyprawiają o zawrót głowy. 

Wjeżdżając do Czarnogóry, żeby skrócić sobie drogę o około godzinę - postanowiliśmy przez Zatokę Kotorską przeprawić się promem na drugą stronę. Teraz również  tak robimy, obserwując przy okazji, wpływające do zatoki statki-giganty.
Jedziemy więc dalej, podziwiając okoliczne krajobrazy. Zawsze robią na mnie wrażenie tunele wykute w skale. Gdyby ich nie było musielibyśmy objeżdżać dane miasto, czy państwo dołem - tracąc przy tym mnóstwo czasu.
Wjeżdżając do Bośni i Hercegowiny w miejscowości Pociteli 
/około 30 km od Mostaru/, na wzgórzu widać pozostałości XV-wiecznej średniowiecznej twierdzy, wzniesionej na gruzach starożytnego rzymskiego miasta.
W późniejszym okresie swoją kryjówkę mieli tutaj piraci. W XV wieku cały ten teren znalazł się pod władzą króla Węgier Macieja Korwina, który przy pomocy Dubrownika odbudował dawne rzymskie fortyfikacje, tym razem przeciw Turkom.
Już po kilkudziesięciu latach w 1471 r. Turcy zdobyli te tereny i do XVIII wieku Počitelj z krótką przerwą znalazł się w granicach Wysokiej Porty. 



MOSTAR

Miasto oczarowało mnie od razu. Okazuje się, że nie tylko mnie. Z opinii osób tam będących wynika, że prawie każdy zwiedzający, zakochał się w nim  od pierwszego wejrzenia.

Bardzo się cieszę, że mogę tutaj być.


Wchodząc na teren miasta masz wrażenie, że przenosisz się do jakiejś orientalnej, bajkowej krainy, pełnej ludzi, słońca, zaczarowanych lamp Aladyna i latających dywanów.









Miałam ochotę potrzeć lampę żeby spełnić swoje
ukryte marzenie
ale bałam się, że wyskoczy z niej jakiś złowrogi Dżin


Jednym z najstarszych i najpiękniejszych zabytków Mostaru jest słynny most /Stary Most/ zbudowany z białego kamienia. Jego historia sięga czasów średniowiecza. Został wybudowany w roku 1566 przez tureckiego budowniczego Numara Hajrudina. Jego dzieło przetrwało 427 lat, dopóki nie runęło podczas działań wojennych w byłej Jugosławii i  zburzony przez Chorwatów w 1993 r. 

Władze Bośni i Chercegowiny, przy wsparciu Unesco odbudowały most, używając dokładnie tego samego marmuru, z tego samego tureckiego kamieniołomu i oddały go do użytku w 2004 r.



Istnieje pewna miejscowa legenda, która mówi że kiedyś Bóg leciał z workiem kamieni, a diabeł ten worek przedziurawił. Wszystkie kamienie wypadły przez dziurę w jednym miejscu i tak powstała Hercegowina.
Mostar jest częścią tego miejsca i nazywany jest kamiennym miastem.
Po obu stronach rzeki wejścia na most strzegą wieże, w których w przeszłości mieszkali "mostari", czyli "strażnicy mostu" - stąd właśnie pochodzi nazwa  miasta Mostar. W późniejszych czasach wieże były składami amunicji. Ciekawym rozwiązaniem są kamienne schody w formie krawężników, które umożliwiają wejście na most z obydwu stron. Nie tylko stromość mostu, lecz przede wszystkim śliskość kamieni powodują, że co chwilę ktoś ląduje w pozycji horyzontalnej.
Z mostu, pod którym płynie rzeka Naretwa rozciąga się przepiękny widok na Mostarskie Stare Miasto, które odbudowane po ostatnich wojnach wygląda niemal identycznie jak za czasów Imperium Ottomańskiego.W lipcu 2005 r. Stary Most i jego najbliższe otoczenie zostały wpisane na lisę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Mostar jest miastem, które dzieli się na dwie części. Po prawej stronie brzegu Naretwy znajdują się kościoły i jest to część katolicka.
Natomiast lewa część nosi ślady przynależności do islamu i dominują tutaj meczety.
Tak się fajnie złożyło, że przechodząc przez Stary Most, mieliśmy okazję obserwować słynne skoki, odbywające się tutaj podobno już od XVI wieku. Młodzi, sympatyczni  i przystojni młodzieńcy  skaczą  do rzeki z wysokości ponad 20 metrów.
Oczywiście nie za darmo. Jeden z panów z kapelusikiem w ręku przechadzał się wśród tłumu obserwujących turystów z całego  świata i zbierał gotówkę. Pozostali w tym czasie przygotowywali się do oddania skoku. Jeśli uznał, że zebrał wystarczającą ilość pieniędzy - jego kolega skakał. I tak na zmianę.

Na dole również nie brakuje gapiów. Trudno się dziwić. Skok do rwącej, lodowatej rzeki nie należy chyba do szczególnych przyjemności. 
Dla nich to chleb powszedni /robią to od dziecka/, ale kusi przede wszystkim pieniądz, którym w ten właśnie sposób na ten chleb zarabiają. 
W kapelusiku znajdowało się dość dużo banknotów Euro. 
A więc uwaga: hop i lecimy
Potem: Brr... wychodzimy
Po obejrzeniu "popisów młodzieńców" /większa część osób podziwiająca ich wyczyny, to oczywiście płeć piękna/ - ruszamy dalej w miasto, gdzie wąskimi, kamiennymi uliczkami przy których znajdują się kolorowe domy tureckie, restauracje i sklepy z pamiątkami tętnią życiem. 
Sprzedaje się tutaj pamiątki, głównie w formie ludowego rękodzieła, często pochodzącego z warsztatów znajdujących się na zapleczu sklepików.
Kujundziluk - mostarski bazar którego nazwa pochodzi od złotników, którzy tutaj wyrabiali i sprzedawali swoje rękodzieło.
Nie brakuje również stoisk z akcesoriami i pamiątkami  militarnymi, chętnie odwiedzane przez panów, a które niestety przypominają o wojnie, mającej nie tak dawno miejsce.
W latach 80-tych w Mostarze żyli bezkonfliktowo Chorwaci, Serbowie, bośniaccy muzułmanie i inne narodowości. W 1991 r. mieszkało tutaj 126 tys. mieszkańców, a miasto było dużym ośrodkiem przemysłowym, gospodarczym i turystycznym.
Od 1992 r. Mostar znajdował się w granicach niepodległej Bośni i Hercegowiny. Jednak w maju 1992 r. rozpoczęły się bratobójcze walki. 
W mieście walczyli Bośniacy i Chorwaci przeciwko Serbom, a w rok później Chorwaci z Bośniakami.
Przez 10 miesięcy Chorwaci oblegali wschodnią część miasta zamieszkaną przez bośniackich muzułmanów. Została ona niemal doszczętnie zniszczona. Zburzono większość zabytków architektury, w tym wszystkie meczety  z XVII-XVIII wieku.
A pamiątki po toczącej się wojnie można spotkać na każdym kroku, w postaci śladów po kulach, czy zniszczonych budynków.
Zawieszenie broni pomiędzy Chorwatami i Bośniakami podpisano 
25 lutego 1994 r.
Od tego czasu miasto pod nadzorem międzynarodowym pozostaje podzielone na dwie części: muzułmańską /bośniacką/ i chorwacką.
Jeszcze 5 lat po wojnie nie było tutaj bezpiecznie i wciąż dochodziło do utarczek między obiema stronami.
Aktualnie Mostar odzyskuje dawny blask jako ośrodek przemysłowy, polityczny, gospodarczy oraz turystyczny.
Przy meczecie Mehmed-Paszy z XVII w.  byliśmy świadkami  rytualnego obmywania pewnego muzułmanina, który przed wejściem do środka meczetu musiał się przygotować.
W zasadzie nie byłoby w tym nic spektakularnego, gdyby nie fakt, że do wytarcia twarzy wykorzystał skarpetkę, którą przed chwilą zdjął ze spoconej stopy /ciężko było powstrzymać salwę śmiechu/.
Idąc główną ulicą miasta dochodzimy do Domu Tureckiego pochodzącego  z XVII wieku - jednej z najpiękniej zachowanych budowli mieszkalnych. Dom otoczony jest wysokim murem. We wnętrzu jest specjalna przestrzeń, która oddziela mężczyzn od kobiet.


Do środka można wejść wyłącznie boso
Piotruś chciał być chwilowo Turkiem

A ja staram się wpasować w klimat i otoczenie

Kiedy głód daje się we znaki, cóż można zjeść w mieście takim jak to?
Odpowiedź jest bardzo prosta - oczywiście Kebab, który chyba niektórym bardzo smakował.





Kurcze blade jak ten czas leci  - szkoda, że musimy już opuszczać to miasto. Jeszcze kilka godzin by nie zaszkodziło. 
Muszę przyznać, że Mostar mnie oczarował i jeśli kiedyś będziemy w pobliżu, na pewno zajrzymy do niego jeszcze raz. 
A na koniec naszego pobytu tutaj - czeka jeszcze jedna miła niespodzianka, przygotowana przez miasto Mostar /na pożegnanie/.
Jesteśmy świadkami przedstawienia w wykonaniu mężczyzn i kobiet w tureckich strojach regionalnych.

                                                                             
I tym kolorowym akcentem żegnamy się z miastem i wyruszamy w długą podróż do domu.
W moim "Dzienniku pokładowym", z którym zawsze podróżuję i skrzętnie notuję swoje spostrzeżenia - zapisałam następujące słowa: 
Cudowne były te wakacje. Dużo się działo, dużo widzieliśmy i dowiedzieliśmy się o odwiedzanych miejscach. Ale jakie to przyjemne uczucie móc wracać do domu na pyszny rosołek, który specjalnie dla nas przygotowuje moja mama.
Jedna z moich mądrości życiowych głosi:

"Czasami warto opuścić dom, żeby przekonać się i docenić to wszystko - co się w nim znajduje"

Gdybym miała w trzech słowach zapisać sentencję dotyczącą podróży, to brzmiałaby ona tak:
Jechać - Zobaczyć - Wrócić
Nie wiem, czy kiedykolwiek zmienię zapis na:
Jechać - Zobaczyć - Zostać
i czy jakiś kraj oczaruje mnie do tego stopnia, że będę chciała tam zamieszkać na stałe?
Nie wiem, może kiedyś ...

Na razie lubię podróże. Chcę poznawać inne państwa, ich kulturę, historię oraz ludzi, ale na dzień dzisiejszy najbardziej kocham Polskę i chcę mieszkać w tym miejscu, w tej miejscowości oraz w tym domu.

Taka już ze mnie matka-Polka-patriotka.

A wszystkich, którzy mnie czytają zapraszam na kolejne - mam nadzieję fascynujące podróże po naszym ziemskim globie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...