niedziela, 19 lipca 2015

Gdzie Ci mężczyni

Taki wygląd to nie wszystko. On musi mieć to coś

"Gdzie Ci mężczyźni, prawdziwi tacy. 
Orły, sokoły herosi...

    ...Gdzie te chłopy, gdzie...?"

Tak sobie siedzę w piękny lipcowy, wakacyjny, gorący dzień w naszym ogrodzie. Jestem na urlopie, rozkoszuję się chwilą i obserwuję wszystkich moich mężczyzn /w ilości 3 sztuk/ pluskających się w basenie.

Moje złote myśli krążą, krążą i krążą, zatrzymując się w końcu na temacie męskości i mężczyznach właśnie. Czy takowi jeszcze istnieją, a jeśli tak do dlaczego w opinii wielu kobiet i nie tylko, jest to gatunek na wymarciu? 
Bo przecież coraz częściej słyszy się tu i ówdzie, że współcześni faceci są mięczakami, nieudacznikami, chodzącymi w babskich ciuchach i noszących babskie fryzury. 

Nie myślcie drogie panie, że przyłączę się do tej opinii. Wręcz przeciwnie. Dzisiaj będę męskim adwokatem i bronić będę tych wszystkich naszych "Adamów". 
Dzisiejszy post  jest prowokacją skierowaną właśnie do was, bo mimo iż sama jestem kobietą, niestety płeć piękna będzie przeze mnie krytykowana.

Dlaczego? Bo niejednokrotnie, powiedziałabym nawet notorycznie to właśnie my kobiety sprawiamy, że nasze samce mają coraz mniej testosteronu i są przez nas zdominowani i stłamszeni. Nie dajemy im szans na rozwinięcie skrzydeł /nie wątpię, że wśród nich są również nieloty/.

My - wyemancypowane, niezależne, super zarabiające i samowystarczalne babki.  Większość z nas taka jest naprawdę, a pozostała część chciałaby, żeby tak było. 

Szczególnie wtedy jest to niebezpieczne, gdy koleżanka która zrobiła karierę zawodową namiesza nam w głowie. 
Też chcemy się tak poczuć i totalnie uniezależnić od naszego mężczyzny i co najgorsze na każdym kroku dajemy mu  odczuć kto tu rządzi. 

Myślę, że wszystko do czasu. 
Do momentu pierwszej porażki. A kiedy wszystko wokół się sypie, i traci sens, my kobiety /nie mówię tutaj o super wojujących feministkach, chociaż one z pewnością też, tylko  się do tego nie przyznają/, potrzebujemy od czasu do czasu męskiego, silnego ramienia i poczucia, że jest ktoś dzięki komu możemy czuć się bezpiecznie.

Dzięki męskiej adoracji czujemy się bardziej atrakcyjne i dowartościowane i czy tego chcemy czy nie, z natury rzeczy jesteśmy wrażliwsze i delikatniejsze. 

Nie starajmy się więc na siłę udowadniać, że to my nosimy portki /nie neguję, że w niektórych związkach tak właśnie jest/, szczególnie gdy mężczyzna staje się kobietą /o tym innym razem/.

Każda z nas - czy to pani prezes, dyrektor, doktor, gospodyni domowa, sprzątaczka, itp., itd. odczuwa silną potrzebę wsparcia i przytulenia się do swojego faceta, szczególnie gdy dopada ją chandra czy jakiś kryzys emocjonalny. 

Więc po co te popisy, że może go nie być, że bez niego dasz radę. Oczywiście jeśli dobrze zarabiasz i jesteś niezależna finansowo może i dasz, ale przecież z kontem bankowym nie napijesz się wina, nie pójdziesz na spacer, czy do kina.


Nie mówię tutaj o sytuacjach i przypadkach ekstremalnych, gdy "facet to świnia", ale mówię o przeciętnym "polskim chłopie", którego od czasu do czasu trzeba pogłaskać i potraktować jak "macho", chociaż czasem do macho baaardzo mu daleko.

Zauważyłam, że my babki, podobnie jak panowie lubimy się czasem troszkę  popisywać, a szczególnie w towarzystwie swoich koleżanek. 

I, albo krytykujemy, tych swoich Marianów, Stefanów, że do niczego się nie nadają /nie wątpię -tacy też są/, albo opowiadamy o nich niestworzone rzeczy. Czasem po to tylko, żeby wzbudzić zazdrość u "psiapsiółki", zwłaszcza wtedy, gdy nasz ukochany posiada pewne niedoskonałości i jest troszeczkę mniej przystojny od męża koleżanki, ale potrafi zrobić coś czego tamten niestety nie ogarnia. 
Mądra kobieta od razu się zorientuje w czym rzecz, głupia niestety zaczyna zrzędzić, ględzić i molestować biednego chłopa psychicznie.

Osobiście znam taki przypadek, gdy Krysia będąc u swojej przyjaciółki Basi zobaczyła jak jej mąż Janek lepi pierogi. Tamta dolewała jeszcze oliwy do ognia, że prawdziwy mężczyzna powinien umieć robić wszystko - sprzątać, gotować, prać. Facet oczywiście siedział cicho, bo po co się wychylać skoro z męskich rzeczy on potrafił robić tylko pierogi. 

Mąż Krysi natomiast Marek jest bardzo dobrze zarabiającym właścicielem dużej firmy. Potrafi grać na gitarze, ma niezwykłe poczucie humoru i jest mega przystojny.
I co teraz robi Krysia? Gdyby miała przysłowiowy "olej w głowie" przemyślałaby sprawę pierogów, a wracając do domu przeanalizowałaby całą sytuację, doceniając swojego mężczyznę. Bo co jej z tych pierogów, skoro wszystko inne jest do niczego? Ale Krysia mądra nie była i się zaczęło.

- A Ty wiesz jakie pyszne pierogi zrobił dzisiaj Janek?
- Co to za facet, który lepi pierogi? - zadrwił Marek.
- Facet powinien umieć zrobić wszystko, a Ty niestety wszystkiego zrobić nie potrafisz. Nawet głupich pierogów. Janek jest po prostu niesamowity. 
I właśnie to "niesamowity" było zupełnie nie na miejscu i przechyliło szalę.
- No tak - pomyślał Marek. 
Basia jest 10 kg szczuplejsza od Ciebie, ma świetny biust i jest bardzo sexy .
Nie daj Boże, gdyby wypowiedział tę kwestię głośno. Przedstawienie gotowe, w którym można obejrzeć wszystko: szloch, krzyk i w końcu milczenie trwające w nieskończoność. Dla niektórych mężczyzn milczenie żony to oczywiście  błogosławieństwo, bo mają chwilę wytchnienia na zebranie myśli lub oglądanie meczy w telewizji. 
Ale Ci bardziej wrażliwi i Ci którym jeszcze zależy, przeżywają całą sytuację i wychodzą z siebie jak to wszystko odkręcić  i jak swoją panią ułaskawić?
Ale Marek był mądry i głośno powyższej kwestii nie wypowiedział.

A gdyby rzeczywiście wypowiedział i doszłoby do takowej wymiany zdań? Nasza Krysia przez długi, długi czas milczałaby jak grób, czekając aż On się domyśli jak ją przeprosić.

I tutaj pojawia się kolejny wątek dotyczący tego, czego mężczyźni u nas zrozumieć nie potrafią, a czego my kobiety od nich oczekujemy /zupełnie niepotrzebnie/. 
Jest to wątek domysłów, niedopowiedzeń i spekulacji.
Normalny - polski, czy też zagraniczny facet nigdy się nie domyśla. On musi mieć wszystko "wyłożone na tacy"/wiem co mówię, bo sama jestem 17 lat po ślubie/.
No bo skąd ma wiedzieć, że boli Cię głowa, skoro mechanizmu który się w niej znajduje gołym okiem nie widać?
On zareaguje tylko wtedy, gdy np. zobaczy twój pokiereszowany palec i kałużę krwi. Wtedy zaproponuje nawet opatrunek, bo tego po prostu nie trzeba się domyślać, to widać jak na dłoni.

A więc nie nie spaceruj obok niego wzdychając i przewracając oczami, bo to na niewiele się zda. On i tak nie wie o co chodzi.

A gdy ogląda mecz jest to wręcz zabronione. Dla niego mecz jest jak nabożeństwo, celebrowane przez kilkunastu uświęconych przez niego piłkarzy. Lepiej nie ryzykuj, bo gdy mu przerwiesz pytaniem typu: "Kochanie kiedy wyniesiesz śmieci?" lub "Kiedy zmienisz w końcu tę uszczelkę?" wcześniej czy później na pewno się na tobie zemści. 
A gdy wpada bramka, a ty mu zasłonisz - na pewno pożałuje, że się z Tobą ożenił.

Różni są Ci mężczyźni. Wśród nich znaleźć można łajdaków, pijaków i kłamców, ale jedno jest pewne - to my kobiety jesteśmy mistrzyniami w kwestii manipulacji, spekulacji i niestety perfidii.

Podam jeszcze jeden przykład tego, czego mężczyzna raczej robić nie powinien dla dobra ogółu. 
Pewien pan kupuje żonie majtki, rajtki i podpaski. Skoro lubi niech kupuje. Ale pytanie czy on naprawdę to lubi i czy robi to z przyjemnością. Wątpię.  Seksowna bielizna jeszcze ujdzie bo wiadomo z czym się kojarzy, ale rajtki czy podpaski? Przypuszczam, że nie należy to do najprzyjemniejszych czynności naszych panów.

A gdyby tak, kupując  majtki stwierdził: "O kurcze, nie wiedziałem, że Ty kochanie masz taką wielką d..." I co wtedy? Wojna gotowa. Ona na to: "Ty nawet majtek kupić nie potrafisz".  On odpowiada: "Namiotów w tym sklepie nie sprzedają". I lawina rusza.

Wyobrażam sobie  mojego dziadka kupującego kiedyś majtki dla babci, nie mówiąc o podpaskach? Nigdy w życiu. To po prostu uwłaczałoby jego męskości i godności. 

A teraz załóżmy drugą wersję wydarzeń. Zamiast sklepu z bielizną, ona jako cudowna żona wysyła go na piwko z kumplami /oczywiście mowa o jednym, a nie balowaniu do rana/, a na zakupy zabiera koleżankę. Nie dość, że wychwalałby swoją ukochaną pod niebiosa, to w podzięce za okazaną wspaniałomyślność kupiłby nawet jakiś kwiat. Jakże inaczej wyglądałoby ich popołudnie, a szczególnie późny wieczór.

Niejeden powie, czasy się zmieniły, mężczyźni się zmienili, ale patrząc na całokształt niekoniecznie na lepsze. Niechże  cząstka naszego intymnego, kobiecego świata zostanie tutaj, gdzie zostać powinna. Nie zabierajmy tam facetów na siłę. 
Bo po co nam gość na porodówce, który mdleje, zanim cokolwiek się zacznie. On tam idzie w większości przypadków po to tylko, żeby  nam sprawić przyjemność. Dla niego na 100% przyjemne to nie jest. No chyba, że robi to zupełnie świadomie i z własnej woli.

Gdy Pan Bóg stwarzał pierwszych ludzi każdemu z nich wytyczył odpowiednie zadania i obowiązki do wykonania. Kobieta była kobietą.  Mężczyzna był mężczyzną. I było to dobre. Po co więc ingerujemy i staramy się za wszelką cenę  zmieniać pierwotny plan? 
Pozwólmy naszym panom być mężczyznami. Nie zamieniajmy ról. Pozwólmy im traktować się jak prawdziwe damy- czasem kruche, słabe i uległe /przecież tak naprawdę my wiemy o co w tym wszystkim chodzi/. Niech poczują czasem, że bez nich byłoby nam źle /ja osobiście naprawdę tak myślę/, a wtedy zyskamy w nich idealnych, wiernych partnerów w codziennym życiu.

A jaki jest ten idealny partner?

Wiadomo - taki który dobrze zarabia, jest romantyczny, przystojny i lepi pierogi. Czy tacy w ogóle istnieją, a jeśli tak to gdzie ich szukać? 
Oczywiście drogie panie, że istnieją i co ważniejsze niejednokrotnie stoją tuż obok Was i mieszkają z Wami pod jednym dachem. 
Trzeba tylko spowodować jedną, bardzo istotną rzecz. 

Żeby, to co Oni dla nas robią nie wynikało z przymusu lub strachu przed konsekwencjami. To musi wynikać ze szczerych pobudek serca, wolnej, nieprzymuszonej woli, a przede wszystkim miłości.

Jak to osiągnąć?

Okazuje się, że recepta na to jest bardzo prosta - tak prosta jak konstrukcja naszych ukochanych mężczyzn.

A żeby sprawiedliwości stało się zadość, kolejny post planuję zatytułować "Baby, ach te baby", w którym role troszeczkę się odwrócą - panowie staną teraz po drugiej stronie lustra, żeby spojrzeć na siebie. Kto jest za?

sobota, 18 lipca 2015

Ogrodowe impresje




"Zobaczyła malowniczy ogród
skąpany w porannym słońcu
tysiące najpiękniejszych barw
w tym magicznym zakątku

           Blask słońca jak pieszczota
           do życia budził rośliny
           Pięknem kusił róży kwiat
           zarumieniły się maliny

Serce rosło bo na wietrze
delikatnie tańczyły lilie
Zroszone aksamitne płatki
lśniły jak w rajskiej krainie

            Wdychała mieszany z wiatrem
            zapach złocistych kwiatów
            Zachwyciły ją białe dzwonki
            Wśród czerwonych maków"

           
                  M. Rudnicka "Lato w ogrodzie"



Lato w pełni, a ogród wygląda niczym dzieło stworzone przez najlepszego malarza. Można godzinami w nim siedzieć i zachwycać się kwiatami, kolorami, śpiewającymi ptakami i zapachem lata. Jaka szkoda, że ten letni spektakl nie trwa cały rok. 

Biegając z aparatem fotograficznym po ogrodzie chciałabym uwiecznić wszystkie moje roślinki, bo kto wie jakie niespodzianki przygotuje zima. Mam nadzieję, że wszystkie przeżyją.

A teraz czas na prezentację moich ślicznotek. Jak wspominałam nasz ogród składa się z dwóch części, można powiedzieć "przed domowej" i "za domowej". 

Przy wejściu na posesję po prawej stronie drogi rosną róże, które w bukszpanowym kółeczku jesienią będą jeszcze dosadzane, lilie, liatry, piwonie, kosaće, starce, lawendy, szałwie i wiele innych. Po drugiej stronie liliowce, hibiskusy, ligustry, klony itd.


Od babci Anieli, parę lat temu przyniosłam jedną sadzonkę liliowca. 
 A teraz jest to niezły przychówek.








Ogród od strony ulicy

Ścieżka prowadząca do domu

Hortensja "matka" od której pochodzi reszta mojego towarzystwa

Widok z balkonu
Przed oknami pachnąca lawenda

Wzdłuż domu wije się kolejna ścieżyna, która prowadzi do tylnej części ogrodu, gdzie również znajduje się mnóstwo pięknych roślin.

Gdy panowie od kostki usłyszeli o moich pomysłowych zawijasach wokół domu, byli delikatnie rzecz ujmując  lekko zdegustowani, a robota "troszkę" się przedłużyła.

Cóż, panowie skończyli pracę i odeszli, a ja mogę spacerować po swoim małym królestwie i obserwować jak mają się moi kolorowi  podopieczni do których należą m.in. piękne hortensje.

Jestem z nich bardzo dumna tym bardziej, 
że posadziłam tylko jeden krzaczek, a teraz jestem posiadaczką kilkunastu sztuk 
/oczywiście z własnej hodowli/
Piękno hortensji podziwia nawet motyl



















W tej części ogrodu królują: hortensje, tawułki, płomyki, ostróżki, brunnery, funkie, lilie, juki, itd.
Naparstnica
Pysznogłówka

Jak to w życiu bywa, każdy z nas ma jakiegoś bzika, a ja nic nie poradzę na to, że moim bzikiem są roślinki. Co roku przesadzam, dosadzam i wdrażam jakieś nowe pomysły aranżacyjne, których chyba nigdy mi nie zabraknie. Dobrze, że mieszkam razem z mamą więc mogę liczyć na jej pomoc, szczególnie wiosną gdy trzeba usuwać chwasty.
Płomyk wiechowaty


Tuż przy domu rośnie ogromna katalpa, która teraz obsypana jest pięknymi białymi kwiatami. 
Trudno uwierzyć, że parę lat temu była ścięta piłą na wysokości 1 metra. Postanowiliśmy dać jej jeszcze jedną szansę i opłacało się

Część ogrodu z tyłu domu

W oddali hortensja "Anabelle" 




W tej części ogrodu rosną głownie rośliny cieniolubne lub takie które lubią półcień: bodziszki, tawuły, hortensje, paprocie, funkie.


Owady pasące się na tawule
Bodziszek

Trzmiele, osy i pszczoły to nasi stali goście. Ich ulubiony karmnik to winoblusze i tawuły posadzone przy ścianach starej stodoły. Nie dość, że pięknie to wygląda to jeszcze mamy bezpłatny koncert owadów.
Cały budynek pokryty jest  winobluszczem
Właścicielka ogrodu, czyli ja

Ostróżka


Wzdłuż ogrodzenia - przy płocie graniczącym z sąsiadem
 również nie brakuje roślinności wszelkiej maści i koloru

Patrząc na słoneczną rudbekię, 
ja osobiście od razu mam lepszy humor
Ona po prostu się uśmiecha
Z kolei jukka sprawia wrażenie wytwornej damy



sprawującej władzę 
i górującej ponad resztą towarzystwa 
Ogromne kwiaty hortensji Annabelle cieszą oko nie tylko moje.
 Spogląda na nie także figurka ogrodowa.


Kwiaty tej hortensji są wielkości piłki

Dzisiaj żegnam się z moimi roślinkami, które cieszą oko w lipcu, a sierpień będzie witał budleje, hibiskusy i wiele, wiele innych


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...