środa, 28 października 2020

Rowerowo po ulicach Gdańska

"Architekt musi być prorokiem… prorokiem w prawdziwym znaczeniu tego słowa… 
jeżeli nie widzi co najmniej 10 lat do przodu nie nazywaj go architektem"
Frank Lloyd Wright
 
 
Myślę, że spośród wszystkich polskich miast, które do tej pory odwiedziłam - spokojnie mogę już wytypować moje ulubione i założę się, że nie będę w tym wyborze odosobniona. 
Po raz pierwszy odwiedziłam Gdańsk w wieku 12 lat, więc wiadomo jakimi kategoriami wizualnymi i estetycznymi kieruje się dorastająca nastolatka i chyba jedyną rzeczą  jaką wtedy zapamiętałam była Fontanna Neptuna:):)
Hmm, zastanawiam się dlaczego przez wszystkie kolejne lata skutecznie omijałam Gdańsk.  Sama nie wiem.... Jednak jedno wiem na pewno - wrócę tutaj tak szybko, jak będzie to tylko możliwe. Tym bardziej, że dzisiejsza wizyta również ma charakter ekspresowy, gdyż do Gdańska wpadamy zupełnie spontanicznie - przy okazji wakacyjnego pobytu na Kaszubach.  
W zasadzie nasz plan zwiedzania ogranicza się wyłącznie do delikatnej, powierzchownej degustacji miasta, ale mam cichutką nadzieję, że w najbliższej przyszłości przyjdzie też czas na konkrety - bo przecież:
"Mało w świecie jest rzeczy równie pięknych jak ulice Gdańska widziane po księżycu, i to w cichą, pogodną noc letnią. Co tam wówczas dzieją się za dziwy, temu nie uwierzy, kto nie widział. 
Te krocie białych posągów i popiersi; te wszystkie króle, rycerze i boginie, co ze swoich wnęk nadpowietrznych coraz wypuklej występują; te inne, geniusze i anioły, stojące na szpicu dachów, co rosną do nieprawdopodobnych wysokości; te malowane wieńce i medaliony, których tła złote mienią się teraz od księżycowego srebra jak tkanina lamowana we dwa kruszce; te smoki, ziejące zielonym płomieniem, i te rynny o przeraźliwych paszczękach garguli, co na poprzek ulicy wyciągają szyje coraz dłuższe, dłuższe, jakby wzajem chciały się połykać; 
Te nieskończone cienie od krat gankowych, dziurkowane z koronczarską misternością, co wiszą po murach i tarasach, jakby kwef ciągnący się za matką nocą; te drzwi czarne, zamczyste, zasznurowane żelazem, a takie głuche, jakby za każdymi czaiła się jakaś tajemnica - wszystko to na tle owych ogromnych okien, a raczej ścian całych naperełkowanych kryształem, gdzie światłość księżyca łamie się w tysiące blaszek i z piętra na piętro spada w bladofioletowe kaskatele - wszystko to świat jakiś odrębny: 
Ni stara Norymberga, ni stara Italia, to jeszcze coś innego - to nasz Gdańsk dziwny i przedziwny, jedyny pod słońcem i księżycem".
Jest to fragment książki Jadwigi Łuszczewskiej pt. "Panienka z okienka" i rzeczywiście w słowach tych jest wiele prawdy. Co prawda w Norymberdze nigdy nie byłam, ale spacerując ulicami Gdańska, a szczególnie nadmorską promenadą - poczuć można  delikatny powiew Wenecji:)
Jak zatem szybko, sprawnie i bez zbędnych korków objechać centrum miasta oraz okolice? Oczywiście rowerem. Wskakujemy więc na nasze dwukołowce i ruszamy przed siebie, nieustannie celebrując otaczającą rzeczywistość. A zaprawdę powiadam Wam jest co celebrować... 


Nie mogę oczu oderwać od bajkowo wyglądających, kolorowych kamienic. Architekt niewątpliwie był prorokiem:)
Uliczne życie artystyczne kwitnie
Obowiązkowa przerwa na małe co nieco:)

Miało być szybko i pobieżnie, no ale - skoro już przysiedliśmy w klimatycznej kawiarence naprzeciwko miejskiego Ratusza usytuowanego na styku ulicy Długiej i Długiego Targu - grzechem byłoby nie wejść do środka.
Jego sylwetka dominuje nad panoramą Drogi Królewskiej - najbardziej reprezentacyjnej  zabytkowej części miasta. Początki Ratusza sięgają wczesnego średniowiecza, a od XIV wieku był  siedzibą władz miasta. Urzędowali w nim m.in.: burmistrzowie, obradowała Rada Miasta, wyrokował sąd nazywany "Wetowym". Swoją siedzibę miał tutaj również burgrabia, będący reprezentantem króla polskiego w mieście.
W 1556 r. w budynku wybuchł groźny pożar, a usuwanie skutków zniszczeń trwało kilka lat, w związku z czym zapoczątkowano przebudowę gmachu w stylu renesansowym. Bogacące się na pośrednictwie handlowym mieszczaństwo dążyło do podkreślenia pozycji miasta, również poprzez nadanie odpowiedniego splendoru ratuszowym wnętrzom. Najbardziej reprezentacyjną kondygnacją stało się pierwsze piętro, gdzie znajdowały się najważniejsze sale - czyli Wielka Sala Rady /Czerwona/ oraz Wielka Sala Wety /Biała/.
Rzeczywiście "czerwona" robi wrażenie!
Niestety druga wojna światowa zapisała się okrutnie w historii cennego zabytku. Podczas działań wojennych pożar strawił hełm wieży i drewniane stropy, a mury dodatkowo ucierpiały od pocisków i bomb. Dobrze, że wyposażenie Sali Czerwonej zostało wywiezione poza Gdańsk i wróciło na swoje miejsce podczas renowacji ratusza w latach 60-tych. Według wstępnych ustaleń budynek nie nadawał się do odbudowy i został zakwalifikowany do rozbiórki. Jednak tuż po wojnie podjęto prace zmierzające do przywrócenia Ratuszowi dawnej świetności, a jego odbudowa zaliczana jest do wybitnych osiągnięć powojennej sztuki konserwatorskiej.
Po wielu pracach murarsko-konserwatorskich 2 kwietnia 1970 r. odbudowany Ratusz przekazano na siedzibę Muzeum Historii Miasta Gdańska.
W okresie letnim można wejść na galerię widokową znajdującą się w wieży, skąd "podobno" roztacza się przepiękna panorama Gdańska. Niestety kiedy byliśmy prawie w "ogródku", bezduszny ochroniarz zawrócił nas ze względu na lekko mżący deszcz i wejście na wieżę widokową okazało się niemożliwe - stąd słowo "podobno":)

Sala Czerwona. Jej nazwa pochodzi od koloru materiału którym pokryte są ściany
Biurko ś.p. Pawła Adamowicza wraz z podręcznymi akcesoriami

A teraz stajemy przed najwspanialszą budowlą historycznego Gdańska -  Bazyliką Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Wznoszenie tego "olbrzyma" zajęło budowniczym 159 lat, a projekt powstawał etapami, w miarę jak zwiększały się techniczne możliwości i zasobność miejskiej wspólnoty wiernych. Wojny między Polską a zakonem krzyżackim wymusiły 20-kilka lat przerwy w budowie. Kiedy w latach 20-tych XV wieku wznowiono prace - do budowy więźby dachowej, wykorzystano drewno z mazowieckich lasów.
Konkatedralna Bazylika Mariacka zwana często „koroną Gdańska” jest największą w Europie /prawdopodobnie również na świecie/ świątynią wybudowaną z cegły.
Wnętrze kościoła jest w stanie pomieścić co najmniej 20 tysięcy ludzi. Ogromna bryła z ciemnoczerwonej cegły góruje nad morzem dachów kamienic, a ogromna, krępa i tępo zakończona wieża o wysokości 82 metrów jest do dzisiaj najwyższym budynkiem w Gdańsku. Patrząc na panoramę Gdańska trudno nie zgodzić się z porównaniem widoku kościoła do wielkiego statku płynącego po morskich falach.
 
Zdj. internet

Kościół został wzniesiony jako świątynia katolicka, jednak od połowy XVI wieku aż do 1945 r. służył ewangelikom i to właśnie oni pozostawili w nim najciekawsze elementy wystroju, które wspaniale współgrają z wcześniejszymi, gotyckimi ołtarzami i malowidłami. Świątynia, której solidna konstrukcja przetrwała zniszczenia wojenne utraciła większość swojego wyposażenia, przez co wydaje się dzisiaj względnie pusta, ale dzięki temu jego wnętrze robi niezwykłe wrażenie samymi rozmiarami naw i regularnością białych filarów i sklepień. 
Mimo znaczących strat wojennych ciągle można zobaczyć w Kościele Mariackim imponującą kolekcję gotyckich ołtarzy, z wielkim, złoconym ołtarzem głównym na czele, który w majestatyczny sposób ukazuje koronację Najświętszej Marii Panny i liczne inne sceny biblijne. Wielkie wrażenie robi ogromny zegar astronomiczny, który od ponad pięciuset lat zdobi północny transept, będąc jednocześnie dziełem sztuki i zabytkiem średniowiecznej techniki, kilkanaście lat temu przywróconym do dawnej świetności. 
Przy zegarze usłyszeć można opowieści o krzywdzie jego twórcy i klątwie ciążącej na próbujących go naprawić. Nie sposób oprzeć się urokowi figury gdańskiej Pięknej Madonny - późnogotyckiego posągu przedstawiającego złotowłosą, delikatnie uśmiechniętą matkę z psocącym dzieciątkiem na ręku. Jak chce legenda, posąg powstał w ciągu jednej nocy w więziennej celi pod dłutem ucznia rzeźbiarza niesłusznie skazanego na śmierć i cudownie uratowanego z opresji. 
W styczniu 2019 roku jedna z naw bocznych Bazyliki Mariackiej stała się miejscem spoczynku zmarłego tragicznie podczas zamachu - Prezydenta miasta Pawła Adamowicza. 


Kopia obrazu "Sąd Ostateczny"

 
Docieramy do Stoczni Gdańskiej, będącej symbolem Solidarności - pokojowego ruchu walczącego o wolność i demokrację oraz procesu jednoczenia Europy. Przestrzeń placu oraz towarzyszące obiekty stanowią świadectwo wydarzeń związanych z procesem wyzwalania się naszego kraju z okowów komunizmu i walki o demokrację. 
Kluczową dla tego miejsca jest bardzo wysoka wartość historyczna i symboliczna. Dodatkowo znaczenie miejsca podnosi duża wartość przestrzenna kompozycji placu, a także artystyczna obejmująca rozwiązania plastyczne Pomnika Poległych Stoczniowców Grudnia ‘70 oraz towarzyszących elementów. Jest to miejsce pamięci o unikatowej wartości niematerialnej - związanej z najistotniejszymi historycznymi wydarzeniami współczesnej Polski, odwiedzane przez najważniejsze postacie świata polityki i kultury przełomu XX/XXI w.
To właśnie na terenie Stoczni Gdańskiej w 1980 r. powstał ruch społeczny, który następnie przekształcił się w Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Solidarność, liczący w ówczesnym czasie około dziesięć milionów członków. Ich działalność opozycyjna doprowadziła do upadku systemu komunistycznego w Polsce. Pokojowe zmiany demokratyczne w 1989 r. były inspiracją dla innych narodów Centralnej i Wschodniej Europy: Węgrów, Czechów, Słowaków, Niemców z NRD, Rumunów i Bułgarów, a w późniejszych latach ogarnęły także narody byłego Związku Radzieckiego. Kolejnym etapem tych przekształceń było zburzenie muru berlińskiego, a efektem końcowym integracja europejska państw Europy Środkowo-Wschodniej z ich pełnoprawnym członkostwem w Unii Europejskiej. 

 
Rower to naprawdę wspaniały wynalazek i niezawodny środek transportu, szczególnie jeśli chodzi o zwiedzanie dużego miasta, jakim niewątpliwie jest Gdańsk. Na deser zostawiliśmy sobie Górę Gradową, z której podobno rozpościera się najpiękniejsza panorama miasta. Rzeczywiście widoczki są super:)
Nie przypuszczałam, że miejsce to miało kiedyś aż tak istotne  znaczenie militarne i strategiczne - a początki jej powstania sięgają pradawnych czasów.
Już w XVI wieku opowiadano w Gdańsku legendę o złym władcy, który terroryzował okolicznych mieszkańców. Hagel /takie imię nosił/ zbudował swoją warownię na górującej nad okolicą Górze Gradowej. Jego zbrojni wymuszali daniny od rybaków, chłopów, pszczelarzy i innych. Kto nie płacił dostawał ostre cięgi.
Zły włodarz miał piękną pasierbicę o imieniu Raja, w której zakochał się z wzajemnością biedny, młody rybak Dan. Hagel, dowiedziawszy się o tym, nakazał swoim zbirom młodzieńca obić. Dan zaprzysiągł zemstę. Istnieją różne wersje tego, w jaki sposób dosięgła ona złego władcy. W każdym bądź razie po zburzeniu warowni okoliczni mieszkańcy tańczyli z radości na jej zgliszczach, a Dan wraz ze swoją ukochaną założyli nowe miasto - Gdańsk. Tę opowieść znało kiedyś każde gdańskie dziecko - była legendą założycielską miasta. Tłumaczyła również niemiecką nazwę Gradowej - Hagels-Berg, czyli Góra Hagla.
Podczas budowy "Krzyża Milenijnego" na jej szczycie w roku 2000 trafiono na średniowieczne monety i inne drobne obiekty, świadczące o dosyć odległej historii gdańskiego grodu. Mało kto wie, że u podnóża Góry Gradowej narodził się gdański protestantyzm, a w roku 1655 - w ostatniej chwili przed szwedzką inwazją zbudowano na niej bastiony ziemne, wzmocnione suchymi fosami i palisadami. Aktualnie wewnątrz schronów wyświetlane są filmy przedstawiające historię Gdańska oraz całej okolicy.
Ostatnimi czasy ukazała się książka autorstwa dr Jana Daniluka pt. „Góra Gradowa – krótka historia” będąca barwną opowieścią, wzbogaconą licznymi rysunkami, zdjęciami, planami i mapami. 
Tak czy siak warto "wspiąć się" na górę - czy to spacerkiem, rowerem, czy też samochodem, żeby móc podziwiać pocztówkowe widoki rozpościerającego się u jej stóp "ceglanego miasta". Kurcze blade, znowu się rozpisałam. Dzisiejszy post miał być ekspresowy, a wyszło jak zwykle. No, ale cóż począć, kiedy Gdańsk jest taki inspirujący i piękny:) 
Czy ktoś z Was przyłącza się ze mną do fanklubu zrzeszającego miłośników Gdańska? 





 Serdeczne, pełne słońca pozdrowienia 
przesyłam prosto z ulic klimatycznego Gdańska:)
Życzę Wam dużo zdrowia, wytrwałości 
 w tym trudnym dla nas wszystkich czasie, 
lecz mimo wszystko - umiejętności czerpania radości z życia:):)
Trzymajcie się ciepło:)
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...