piątek, 31 marca 2017

Idź, a od tej chwili już nie grzesz ...

"Słaby nie może wybaczyć.
Przebaczenie jest atrybutem silnych".
Mahatma Gandhi


Moi Drodzy, dzisiaj chciałabym przedstawić Wam jeden z moich ulubionych fragmentów Pisma Świętego,  który z całą pewnością bardzo dobrze znacie i być może również lubicie.
Słowa Jezusa zawarte w ewangelii Jana, w rozdziale ósmym - codziennie przypominają mi i uświadamiają, że pomimo notorycznie popełnianych błędów i niejednokrotnie bolesnych upadków - Jezus zawsze podaje mi swoją dłoń i podnosi z kolan. 
Niezależnie od tego jak wielki jest mój grzech - dzięki Bożemu miłosierdziu i nigdy nie kończącej się Jego łasce - może on być zupełnie wymazany z mojego niedoskonałego życiorysu. 
Ten fragment  ewangelii powinien stanowić również "clue" dla naszego całego chrześcijańskiego życia. Przecież czasem tak łatwo i bez zastanowienia podnosimy z ziemi kamień, żeby uderzyć nim drugiego człowieka.
Może to być kamień gniewu, przekleństwa, nienawiści, przykrego słowa na co dzień, którego wypowiedzenia bardzo potem żałujemy, ale które mimo wszystko już padło. 
Jakże często wyrażamy negatywne opinie na temat ludzi, których tak naprawdę do końca nie znamy?
Pewnie zauważyliście również takie powszechnie występujące zjawisko w przyrodzie, że my jako ludzie mamy notoryczną, niekontrolowaną tendencję do obarczania i zrzucania  wszystkich naszych niepowodzeń, kłopotów oraz zła całego świata - na inne osobniki:).
Jeśli coś w  naszym życiu układa się nie tak, to z całą pewnością nie dzieje się to tylko i wyłącznie z naszej przyczyny.
Winę za taki stan rzeczy najczęściej   ponosi współmałżonek, sąsiad, dziecko, przedstawiciel firmy, polityk  lub przyjaciel:) 
A przecież to takie proste. 
Cały proces samouzdrawiania wystarczy zacząć po prostu od siebie ... 

"Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do niego:
"Nauczycielu, tę kobietę przyłapano na jawnym cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał  takie kamienować. Ty zaś co powiesz?
Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich:

"Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień".

I powtórnie nachyliwszy się pisał po ziemi.
Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca pośrodku.
Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: 
Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?
A ona odrzekła: Nikt Panie! Rzekł do niej Jezus:

"I ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz". 

Czy ja, podobnie jak Jezus potrafię wybaczyć i  dać drugą szansę człowiekowi, który być może skrzywdził mnie w przeszłości?
Czy zadaję sobie czasem pytanie ilu osobom być może ja sprawiłem przykrość i czy potrafię się do tego przyznać?
Czy pierwszy potrafię wyciągnąć rękę na zgodę, nawet jeśli nie jest to moja wina? 
Jeżeli w naszym życiu kierujemy się lub przynajmniej będziemy się starać kierować ewangelią Chrystusową - takie dylematy i negatywne odpowiedzi będą sporadyczne. 
A nawet jeśli się pojawią to zawsze mamy tę pewność, że klękając w pokorze przed Jezusem i wyznając swoje grzechy, usłyszymy takie słowa:

"I ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz".

A skoro sam Stwórca tego świata potrafił wybaczyć nam wszystkie grzechy - to czy może być coś piękniejszego w życiu, niż wybaczenie innym ludziom, a przy okazji również samemu sobie? 

"Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski.
Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom - i ojciec wasz nie przebaczy Wam waszych przewinień"
                         Mat. 6,14-15

Z całego serca życzę Wam oraz sobie 
żebyśmy zawsze umieli wybaczyć 
- nawet jeśli czasem wydaje się to niemożliwe:)

poniedziałek, 27 marca 2017

Portofino - spokój i cisza, jak za starych, dobrych czasów


Czy lubicie czasami bywać w miejscach wylansowanych przez "wielkich tego świata", zwanych popularnie celebrytami, gdzie kawa kosztuje "jedyne" 10 Euro, a za parking samochodowy trzeba płacić jak za przysłowiowe "woły"? Gdzie doba hotelowa przyprawia o konkretny zawrót głowy, a zatłoczonymi ulicami przechadzają się znani aktorzy, politycy czy piosenkarze?
Ja ogólnie rzecz biorąc bywać nie lubię, ale wychodzę również z prostego założenia, że zobaczyć przecież nie zaszkodzi, a jeśli nadarza się być może niepowtarzalna okazja - koniecznie trzeba z niej skorzystać:)
Wyruszamy więc do Portofino. Jednak w obawie o zbyt duży natłok turystów i brak miejsc parkingowych w mieście - zostawiamy nasz samochód w sąsiedniej miejscowości Santa Margherita Ligure i wsiadając do podmiejskiego autobusu, krętymi drogami ruszamy przed siebie.
Na każdym zakręcie kierowca autobusu trąbi na całego.  Na początku podróży myślałam, że pan za kierownicą jest troszkę nadpobudliwy, ale kiedy spojrzałam na drogę rozwiało to moje podejrzenia. Zakręty są tak ostre, że w ogóle nie widać co dzieje się po przeciwnej stronie ulicy, więc kierowca musi naciskać klakson, żeby ostrzec  samochód jadący z naprzeciwka
No to jedziemy i łapczywie podziwiamy włoskie wybrzeże. Dla Włochów jest to raczej chleb powszedni, więc znudzeni podróżą przeglądają swoje telefony komórkowe.


Zanim gdziekolwiek wyjeżdżam, zawsze lubię poczytać i pooglądać to i owo na temat  miejsca do którego się wybieram. Czasem słowo pisane  pokrywa się z rzeczywistością, ale niejednokrotnie bywa i  tak, że dane miejsce potrafi nas zaskoczyć na plus lub na minus.
Jeśli chodzi o Portofino, moja bujna wyobraźnia podsuwała mi obraz miasta, z typowo "celebryckim zapleczem", w którym spotkam niebotyczne tłumy turystów z całego świata, chcących chociaż przez krótką chwilkę  poczuć powiew luksusu i przedsmak wielkiego świata.    
Myślę sobie tak: "Wpadamy  na godzinkę, łapiemy ten powiew i szybciutko się wynosimy".
Trudno w to uwierzyć, że Portofino było kiedyś małą, rybacką wioską, o której istnieniu mało kto słyszał, nie wspominając już w ogóle o jej turystycznym przeznaczeniu, ale ...
Już na początku XX wieku rdzenni mieszkańcy tych okolic przebierali się za rybaków, aby na użytek turystów tworzyć atmosferę dawnej, rybackiej wioski. Wtedy też rozpoczęła się sprzedaż domów  przy placu portowym oraz pięknych willi w okolicy. 
W latach 50 do Portofino lubiły zaglądać gwiazdy amerykańskiego show-biznesu: Humprey Bogart, Frank Sinatra, Liz Taylor, Richard Burton. 
Obecnie żyją tu głównie bogaci cudzoziemcy, a ceny metra kwadratowego w malowniczym centrum należą do najwyższych we Włoszech.
Portofino wciąż ma uroczy klimat małej miejscowości rybackiej, ale już od dawna nie żyje własnym życiem.
Dzisiaj jednak miasteczko zrobiło dla nas wyjątek:)
Kiedy zbliżam się do jego serca, czyli  małej zatoczki, znajdującej prawie na wszystkich pocztówkach z Portofino - odnoszę wrażenie, że cofnęłam się do czasów jego pierwotnej, spokojnej i naturalistycznej wersji.
Jedynie łodzie rybackie lekko kołyszące się lub stojące nad brzegiem zatoki, dzwon kościelny dostojnie wybijający swój rytm oraz pranie porozwieszane na balkonach świadczą o tym, że ono żyje i nadal ktoś w nim mieszka.

Wszechobecna cisza i spokój. 

Tylko mewy od czasu do czasu dość intensywnie podkreślają swoją obecność.   
Gdyby nie reklama, którą akurat kręcono na potrzeby firmy Maserati i chwilowe zamieszanie wywołane przez operatorów sprzętu oraz ryk silnika samochodowego, można by odnieść wrażenie, że nikt tutaj nie przyjeżdża, a   Portofino chce nam pokazać, że bez tłumu turystów również świetnie sobie radzi:)
Jest tutaj tak przyjemnie i sympatycznie, że  ta jedna, początkowo zaplanowana przez nas godzina - zamienia się w cztery:) 
  



Jeżeli kiedykolwiek traficie do Portofino i zechcecie zobaczyć jak miasteczko prezentuje się w swojej pełnej krasie, koniecznie udajcie się  w kierunku Kościoła San Giorgio, wznoszącego się tuż nad zatoką. 
Widoki, które się stąd rozciągają  są naprawdę imponujące, a przy okazji  tego sympatycznego spacerku, możecie od czasu do czasu zajrzeć do ogrodu Madonny, Beyonce, Leonardo di Caprio lub jakiejś innej gwiazdy telewizji:)
To właśnie w tym miejscu, na stromych zboczach opadających w dół zatoki, położone są piękne, stare  wille wynajmowane przez milionerów z zagranicy oraz mniej lub bardziej znane osobistości.
Dla miasteczka miało to swoje ogromne plusy, ponieważ już w roku 1935 Portofino wraz z najbliższą okolicą zostały objęte ochroną krajobrazu i od tego czasu nie powstawały tu nowe budowle. Bogacze z Portofino nie chcieli, aby ich rajski zakątek szpeciły domki letniskowe, czy nowoczesne hotele. Mieli wystarczająco duże wpływy polityczne, żeby już w czasach faszyzmu uzyskać dla tych terenów status rezerwatu przyrody.
I to jest właśnie jedna z tych rzeczy za którą ludzie kochają Włochy. Ten niepowtarzalny klimat dużych miast i małych miasteczek, w których czas naprawdę się zatrzymał. Wybrukowane uliczki, stare domy z kamienia, kwiaty w donicach  i kogut piejący gdzieś w oddali  robią swoje.
Nie wiem jak te "portofińskie" zakamarki i zakrętasy wyglądają w pełni sezonu, ale w tym momencie spacer pośród pachnących drzew sosnowych, ogromnych bambusów oraz różnorakich kwitnących krzewinek -  jest dla mnie  ogromną przyjemnością. 



Kościółek San Giorgio jest bardzo maleńki i w zasadzie nie robi na człowieku jakiegoś spektakularnego wrażenia, ale za to cmentarz znajdujący się tuż za nim jest nieprawdopodobnie piękny. Przynajmniej ja byłam zachwycona tym małym kawałeczkiem bardzo specyficznej, cmentarnej przestrzeni.
Sama świątynia jest zrekonstruowaną w połowie XX wieku budowlą z 1154 r. Przechowywane są w niej relikwie świętego Jerzego - patrona miasta. "Podobno" jego szczątki przywieziono tutaj w dobie krucjat, kiedy Genua była głównym portem wypraw krzyżowych do Ziemi Świętej. 
Co roku w ostatni weekend kwietnia na ulice Portofino wychodzi uroczysta procesja. Mężczyźni przebrani są za marynarzy z czasów krucjat - niosą symbole patrona miasta.

 



To był naprawdę bardzo miły dzień. Pogoda co prawda nie rozpieszczała nas zbytnio, ale Portofino zrekompensowało te "straty", ukazując nam się ze swojej najlepszej strony. 
Pomimo wcześniej zasłyszanych - często negatywnych opinii, że jest ono przereklamowane i nie warto tutaj przyjeżdżać - ja z czystym sumieniem mogę Wam polecić to śliczne, klimatyczne miasteczko, w którym żyje tylko 400 osób.
Przypuszczam, że dla jego mieszkańców życie na pełnych obrotach rozpoczyna się dopiero w pełni sezonu turystycznego, ale ja z nieukrywanym sentymentem wspominać będę dzisiejsze Portofino - spokojne i jakby trochę zaspane.




Przesyłam do Was promienie wiosennego słoneczka 
i życzę udanego tygodnia:)


Portofino, 27.02.2017 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...