wtorek, 31 stycznia 2017

Operowa Carmen i walka byków w Sewilli


Osoby które po raz pierwszy odwiedzają ojczyznę toreadorów prawdopodobnie podejdą do sprawy corridy z mieszanymi uczuciami: podniecenia, fascynacji, obawy, a może i odrazy.
Ktoś kto siedzi na trybunach w oczekiwaniu na otwierającą przedstawienie wielką galę, instynktownie wie, że to co za chwilę obejrzy nie jest sportem. Gazety zaliczają corrida de toros /walka z bykiem/ do spektakularnych widowisk, a jej obrońcy żarliwie bronią artystycznego charakteru przedstawienia. Walki byków pozostawiły mnóstwo śladów w hiszpańskim malarstwie, rzeźbie, muzyce, tańcu i literaturze.
Żeby miło Wam się czytało mój dzisiejszy - niestety trochę krwawy post - postanowiłam zadedykować Wam fragment mojej ulubionej opery Georga Bizeta "Carmen" - idealnie wpisującej się w tematykę hiszpańskiej korridy.

 /klik/  Carmen 

Zapraszam zatem do słuchania, czytania, oglądania, no i komentowania oczywiście:)
A co może łączyć piękną, subtelną Carmen z brutalną i bezwzględną walką byków? Oczywiście L'amour, l'amour  ....


Sewilla to miasto słynące z ogromu atrakcji, a jedną z nich jest niewątpliwie należąca do najstarszych w Hiszpanii Plaza de Toros - arena walki byków, mieszcząca około 14 tysięcy widzów.
W miejscu tym możemy bardzo dokładnie zapoznać się z historią hiszpańskiej corridy, a w muzeum mamy nie lada okazję  przyjrzeć się z bliska wszelkim akcesoriom biorącym udział  w tym artystycznym przedsięwzięciu.
Co prawda jeśli chodzi o mnie - ja żadnego artyzmu w tym widowisku nie dostrzegam, a jedynie niepotrzebną i bezsensowną rzeź biednych zwierząt. 




Hiszpański byk bojowy /toro bravo/ to groźna, nieoswojona bestia, której rasę i pochodzenie chroni się od wieków, by zachować jego czystość i najważniejsze cechy - głównie odwagę.
Nieprawdą jest, że byki szarżują na widok koloru czerwonego, ponieważ one w ogóle nie rozróżniają kolorów - mają wrodzoną skłonność do atakowania wszystkiego co się rusza.
Znana jest historia o rozjuszonym samcu, który codziennie nacierał na pociąg pospieszny, przejeżdżający wybraną przez niego drogą.


Toro bravo - pielęgnowany  jak wartościowy koń czystej krwi, zanim  przejdzie ostateczny test na arenie, spędza 4-5 wspaniałych, beztroskich  lat na pastwisku. Kiedy podróżowaliśmy przez Andaluzję - sielskie widoki z pasącymi się na zielonych łąkach bykami oraz ich gigantycznymi makietami, spotykaliśmy bardzo często. 
 

W najlepszym okresie hiszpańskiej historii - walki z bykami były ważną częścią życia publicznego. Przez mniej więcej 600 lat obowiązkiem arystokracji było ich hodowanie i walka z nimi w obecności króla i dworu, którzy zasiadali w specjalnie przygotowanej loży królewskiej i obserwowali corridę.

Loża królewska
Słynny matador z Jerzmanowic:)


Pierwszym człowiekiem dla którego walka z bykami stała się profesją, był stolarz z Rondy Francisco Romero.  
A propo's Rondy miasto to jest kolebką hiszpańskiej korridy oraz miejscem, w którym stacjonowali iberyjscy rozbójnicy. Podróżując po Andaluzji - w żadnym wypadku nie można pominąć tego pięknego kolosa  położonego na stromej skale /tutaj/.
Dopiero  wnuka Francisca, wielkiego Pedra Romero uważa się za ojca współczesnej korridy. W latach 1771-1799 Romero zabił ponad 3600 byków, nie odnosząc przy tym większych obrażeń. Od tamtej pory żaden inny matador nie dorównał mu pod względem minimalnej liczby obrażeń w trakcie walki. 
Wtedy były to walki odbywające się w najbardziej pierwotnej formie, a głównym  założeniem przedstawienia było zabicie byka. Dzisiaj wiele pokazów jest prezentacją zawiłych, artystycznych manewrów z użyciem mulety, a zawodnik walczący ze zwierzęciem nie jest już matadorem, czyli zabójcą w dosłownym znaczeniu - lecz torrero, wyrażającym swoje uczucia i prezentującym możliwości artystyczne poprzez sztukę, która polega na rzuceniu wyzwania dzikiej bestii i zapanowaniu nad nią.
Torrero  nie przestaje być człowiekiem niezwykłym. To profesja dla ludzi, którzy mają sporo odwagi, wdzięku, umiejętności i siły fizycznej, a także zwinności, wrażliwości artystycznej i romantyzmu. Niezbędna jest chyba również odrobina szaleństwa. 
Matador musi wypracować sobie na własny użytek taką filozofię, która pozwoli mu ryzykować życie i regularnie stawać w obliczu śmierci, z zachowaniem precyzyjnej regularności ruchów i mimo wszystko pogody ducha.


Strój matadora waży około 5-6 kg
Tym wyjściem byki wychodzą na arenę




Korrida to dramat przebiegający w trzech aktach. Każdą kolejną część /tercio/ sygnalizuje dźwięk trąbki. W spektaklu bierze udział trzech matadorów, walczących na zmianę z sześcioma bykami, które wcześniej podczas soreto, czyli losowania - podzielono na trzy pary. 
Pierwszy i najwyższy rangą ma za zadanie zabić pierwszego i czwartego byka, drugi - drugiego i piątego, trzeci i najmniej doświadczony z trójki - trzeciego i szóstego.
Każdemu matadorowi towarzyszą trzej banderillerzy, którzy wbijają banderilli w kłąb byka. 
Matador ma 15 minut na zabicie toro /byka/ i zaprezentowanie przy tym swojego kunsztu - faena. Jeśli zrobi to sprawnie i szybko - publiczność wyraża swoją aprobatę machając chusteczkami na znak, że prosi o oddanie matadorowi ucha.
Dzisiaj orejas /uszy/ i rabo /ogony/ są symbolicznymi trofeami za dobre i doskonałe widowisko. 
Byki są oceniane tak samo jak matadorzy. Odważne zwierzę, które dobrze walczy otrzymuje brawa, kiedy muły ściągają je z areny. 
Walki byków z roku na rok przyciągają coraz mniej widzów. 
Na Wyspach Kanaryjskich, a także w Katalonii wprowadzono całkowity zakaz tego typu widowisk. W latach 80-tych zginęło na arenie dwóch świetnych matadorów: Francisco Rivera oraz Jose Cubero, który został ugodzony rogiem w samo serce. 
Nie myślcie sobie, że tylko mężczyźni walczyli z bykami. W latach 90-tych pojawiła się na scenie wspaniała matadorka Cristina Sanchez. Niestety po kilku latach odeszła - twierdząc, że została pokonana nie przez byka, lecz przez  syndrom macho.




Sezon korridy w Andaluzji oficjalnie rozpoczyna się 19 marca /dzień św. Józefa/, a kończy 12 października /dzień Kolumba w Ameryce/.
Widzowie korridy zasiadają na trybunach /tendidos/ lub na balkonach /palcos/. Widownia dzieli się na trzy sektory: wygodniejsze i droższe po stronie zacienionej, tańszy słoneczny sektor w którym widzowie muszą znosić upały oraz sektor pośredni - na początku walki świeci słońce, a pod koniec pojawia się cień.
Korrida zwykle rozpoczyna się około godz. 17.00. 
Byki od zawsze były inspiracją dla niezliczonych rzesz pisarzy oraz malarzy, m.in. Hemingwaya, Picassa oraz Goi.
Federico Garcia Lorca nazwał je "największym i najważniejszym poetyckim skarbem Hiszpanii".  Ja co prawda troszkę inaczej postrzegam poezję, ale jak widać pewnie jestem w błędzie. 

Francisco Goya "Walka byków" - zdj. Gazeta Wyborcza
Pablo Picasso "Walki byków" - zdj. internet







Pika,  którą jeździec kłuje zwierzę przed zadaniem ostatecznego ciosu przez matadora
Przed wejściem na arenę matadorzy modlą się w tej kaplicy
Poidła dla byków

Oto i piękna  Carmen. Jej pomnik odlany z brązu stoi dumnie naprzeciwko Plaza de Toros. Czyżby urodziwa cyganka nadal czekała na swojego ukochanego torrero Escamillo, który po zakończonej walce z bykiem  rzuci się w jej ramiona i wyzna swoją miłość?:)
Niestety ta piękna opera ma inne, bardziej tragiczne zakończenie. 
Podobno w tym miejscu, czekając na sławnego matadora Escamillo - Carmen pogardliwie wyrzuciła pierścionek od zakochanego w niej bez pamięci żołnierza Jose, w efekcie czego odrzucając jego miłość - zginęła z jego ręki.


Mijając bardzo efektowny i jeszcze bardziej ekskluzywny hotel o nazwie "Alfons XIII"  - chcę  chociaż z zewnątrz pokazać Wam Królewską Fabrykę Cygar, w której pracowała nasza operowa Carmen. 
Zanim tam pójdziemy, wypada wtrącić słów kilka o samym hotelu, wybudowanym w stylu neomudejarowym. Co prawda nie byłam w jego wnętrzu osobiście, ale doszły mnie słuchy, że jest ono niezwykle piękne. Marmurowe posadzki, kandelabry z czeskiego kryształu, rzeźbione kasetonowe sufity oraz mnóstwo innych zdobień z całą pewnością robią wrażenie.
Inauguracją działalności hotelu były zaślubiny infantki Isabel Alfonsy de Berbon - siostrzenicy Alfonsa XIII, z hrabią Juanem Kantym Zamoyskim - synem naszego rodaka Andrzeja Zamoyskiego ze Starej Lubowni na Spiszu i księżniczki Caroliny de Borbon.
Hotelowy bar i restauracja Italica są dostępne także dla turystów.  Biorąc pod uwagę fakt, że doba hotelowa oscyluje w granicach jednego tysiąca Euro  - to pewnie zjedzony w nim obiad, każdy turysta zapamięta do końca życia:)

Wnętrze wygląda całkiem niczego sobie:) - zdj. wikip.


Królewska Fabryka Cygar /Real Fabrica de Tabacos/ jest obecnie filią Uniwersytetu w Sewilli i stanowi największy tego rodzaju gmach w Hiszpanii. 
Zbudowana w XVIII wieku, z pomieszczeniami do suszenia i cięcia tytoniu, mieszkaniami zarządców i strażników oraz więzieniem dla tych, którzy kradli tytoń - wytwarzała trzy czwarte europejskich cygar.
Trzy tysiące robotnic /cigareras/ zwijało je na spoconych udach, a wśród nich była również piękna i uwodzicielska Carmen - główna bohaterka mojej ulubionej opery. 
Fabrykę otaczała fosa i mur ze strażnicami. Na głównym portalu widać popiersia H. Cortesa oraz K. Kolumba.
Czy wiecie, że George Bizet skomponował tę piękną operę na podstawie noweli napisanej przez poetę Prospera Merimee /1803-1870/ o tym samym tytule?
Merimee z zawodu archeolog, parał się z zamiłowaniem historią sztuki i konserwacją zabytków. W związku z tym odbywał liczne i długotrwałe podróże zagraniczne. Przedmiotem jego szczególnych zainteresowań była Hiszpania.

Główne wejście do fabryki cygar - zdj. Travelin

Merimee wojażował przez Hiszpanię nieraz nawet najgorszymi i bardzo niebezpiecznymi drogami, zawierając znajomości z prostymi ludźmi, pikadorami, woziwodami, przemytnikami i różnymi podejrzanymi typami. Chętnie też przebywał w towarzystwie Cyganów. Właśnie wędrówki autora po Andaluzji i trzy przypadkowe spotkania z groźnym bandytą, poszukiwanym listem gończym, są treścią noweli "Carmen".
Ostatnie spotkanie z przestępcą Jose Marią, bo tak go tutaj nazywano odbyło się w Kordobie, w Klasztorze Dominikanów. Jose szczegółowo opowiada mu o nowej zbrodni. Twierdzi, że kiedy dowiedział się o romansie "swojej" Carmen z pikadorem z Grenady - zabił ją i pogrzebał zwłoki w lesie, a sam oddał się w ręce policji. A teraz chętnie chciałby opowiedzieć innym ludziom dzieje swojej miłości oraz śmierci ukochanej - traktując to wyznanie jako spowiedź i uwolnienie od win ciążących na jego sumieniu.
Po powrocie do Paryża Merimee przetwarza opowieść bandyty na język literacki. Nowela cieszy się dużym powodzeniem wśród czytelników różnych sfer, a po kilku latach zafascynowany tą historią kompozytor George Bizet, z wielką ochotą zabrał się do pracy nad partyturą dzieła.
Niestety dzieje opery Bizeta są nie mniej burzliwe, niż dzieje jego głównej bohaterki. Na spektaklu premierowym w 1875 r. publiczność Paryża przyjęła "Carmen" wręcz wrogo, zarzucając operze brak melodyjności oraz niemoralne prowadzenie się bohaterki. Te wszystkie zarzuty ugodziły w Bizeta: boleśnie przeżył porażkę dzieła, które bardzo ukochał w trakcie tworzenia. 
Wielu twierdzi, że przeżycia spowodowane złym przyjęciem "Carmen" przyspieszyły śmierć wspaniale zapowiadającego się kompozytora. W dniu swojej śmierci Bizet miał zaledwie 38 lat i jak to się w życiu zdarza, dopiero na łożu śmierci dowiedział się, że słynna Wiedeńska Opera zdecydowała włączyć nowe dzieło do swojego repertuaru. 
Entuzjazm jaki wywołała "Carmen" w Wiedniu - mieście słynącym z wielkiej kultury muzycznej, przeszedł wszelkie oczekiwania, a dzień 23 października 1875 r. stał się momentem przełomowym w historii tej opery. Od tego dnia rozpoczął się triumfalny pochód  "Carmen" przez wszystkie sceny operowe świata.
Merimee w swojej noweli tak pisał o głównej bohaterce: "Podniosłem oczy i ujrzałem ją. Było to w piątek, nie zapomnę tego dnia nigdy. Ujrzałem Carmen. Miała czerwoną spódnicę, poniżej której widać było jedwabne pończochy. Rozchyliła mantylkę, aby pokazać ramiona i duży bukiet kasji sterczący zza koszuli. Szła kołysząc biodrami niczym klacz z kordowańskiej stadniny. W naszych stronach na widok kobiety w takim stroju każdy by się przeżegnał. W Sewilli każdy rzucał jej dwuznaczny komplement, odpowiadała z ręką na biodrach, bezczelna jak szczera Cyganka ...
Kiedy weszła do fabryki, spostrzegłem kwiat kasji, który upadł mi pod nogi. Nie wiem co się stało, ale podniosłem go tak, żeby koledzy nie widzieli i schowałem troskliwie do kieszeni. To było pierwsze głupstwo ..."
A kolejne możecie zobaczyć sami - wybierając się na tę pełną emocji, gorących uczuć, nieustającej ekspresji oraz fascynującej muzyki opery:)

Carmen - zdj. wikip.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was dzisiaj moimi różnorodnymi opowieściami, a wręcz przeciwnie - zachęciłam do odwiedzenia Sewilli - miasta o wielu twarzach. 
Jeśli planujecie swój pobyt w tym pięknym mieście, mogę Wam tylko podpowiedzieć, że jeden dzień na jego chociażby pobieżne zwiedzenie na pewno nie wystarczy. My spędziliśmy tutaj dwa - bardzo intensywne dni, ale i tak nie byliśmy w stanie zobaczyć wszystkiego. 
Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby wizytę w Sewilli powtórzyć raz jeszcze i ponownie poczuć magię tego miasta, a szczególnie jednego miejsca które podbiło moje serce i w którym  zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Głęboko wierzę w to, że dane mi będzie jeszcze kiedyś zobaczyć Plac Hiszpański /tutaj/ osnuty poranną mgłą ...:) 


Dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze
i życzę Wam wspaniałych, białych
i mam nadzieję słonecznych ferii zimowych:)


Sewilla, marzec 2016