poniedziałek, 23 maja 2016

Plac Hiszpański - magiczne miejsce w Sewilli



Przypuszczam, że w życiu każdego z Was zdarzył się kiedyś taki moment i taka chwila, że będąc w jakimś konkretnym miejscu - po prostu zaniemówiliście  z wrażenia. Ja miałam taki "chwilowy odlot" na Plaza de Espana-Placu Hiszpańskim w Sewilli.
Kiedy znalazłam się tutaj - po prostu stałam i patrzyłam jak zaczarowana. 
Być może u kogoś innego nie powoduje on szybszego bicia serca, ale dla mnie Plac Hiszpański jest jednym z piękniejszych miejsc, jakie kiedykolwiek widziałam. I jest to bez dwóch zdań  miłość  od pierwszego wejrzenia. Szczerze mówiąc nie mogłam się doczekać momentu, kiedy na swoim blogu pokażę Wam zdjęcia tego magicznego miejsca.


Na Plac Hiszpański przyszliśmy bardzo wcześnie, kiedy nie zdążyła jeszcze opaść poranna mgła. Początkowo byłam nią zdegustowana, martwiąc się o kiepską jakość zdjęć, które przy takiej aurze nie wychodzą najlepiej. Ale gdy odtworzyłam je w komputerze - zdjęcia wspaniale oddały poranną, rozleniwioną, mglistą rzeczywistość Sewilli. 
Mało ludzi, błogi spokój i wspaniała aura otulająca nas, sprawiły, że czułam się tutaj jak w pięknym, bajkowym śnie.
Mostki przewieszone nad rzeką oraz wszystkie balustrady
ciągnące się wzdłuż Placu są ceramiczne. Coś pięknego.

Po sztucznie stworzonej rzece - pod mostkami pływają łódeczki.
Każdy chętny może taką wypożyczyć
Ceramiczne mostki, wyłożone płytkami azulejos
zauroczyły mnie totalnie
Plac Hiszpański otoczony jest galeriami i pawilonami wystawowymi.  
Ma kształt połowy koła, a jego twórcą jest Anibal Gonzalez. Trudno uwierzyć, że cały ten kompleks powstał w zasadzie nie tak dawno - bo w roku 1929, w związku z Wystawą Iberoamerykańską organizowaną w Sewilli. Inauguracji otwarcia dokonał król Alfons XIII. Na wystawie prezentowano nowinki hiszpańskiego przemysłu i rzemiosła. Każdy kraj biorący udział w wystawie wybudował własny pawilon, aby się zaprezentować.
Budowle wokół pałacu stanowią mieszankę różnych stylów: art deco, neogotyku, neomudejar /wzorce z architektury mauretańskiej/. Głównym budulcem jest kamień i cegła. Różnorodność zdobień i form architektonicznych powodują, że miejsce to jest naprawdę niezwykłe i bywa nazywane "Hiszpańską Wenecją".
Cztery mosty na niewielkiej rzeczce symbolizują cztery królestwa Hiszpanii: Kastylię, Leon, Nawarrę i Aragonię. 

Wzdłuż galerii  rozmieszczone są ławki oraz ściany ozdobione płytkami azulejos, ułożone alfabetycznie w obrazy historyczne. 
Przedstawiają 48 prowincji hiszpańskich oraz najważniejsze wydarzenia w dziejach tego państwa. 
Jest to bardzo fajna lekcja historii pokazana metodą obrazkową:)





W ciągu ostatnich lat Plac Hiszpański stanowił scenerię dla kilku znanych filmów, takich jak "Lawrence z Arabii", czy też "Gwiezdne wojny-atak klonów". 
Będąc w Hiszpanii - właśnie w tym miejscu  po raz drugi spotkaliśmy polskie małżeństwo, na stałe mieszkające na Lazurowym Wybrzeżu we Francji. Pierwszy raz widzieliśmy się w Kordobie i ponownie "wpadliśmy na siebie" na Placu Hiszpańskim. 
Efektem naszych sympatycznych pogaduszek była wymiana numerów telefonów i zaproszenie nas do francuskiego Frejus, w którym mieszkają od siedmiu  lat i absolutnie nie zamierzają wracać do Polski. 
Kto wie... Może nie był to zwyczajny zbieg okoliczności. We Francji jeszcze nigdy nie byłam:)

  
Jak widać - najlepsze kasztany zjeść można  nie tylko na Placu Pigalle

W związku z tym, że z Placem Hiszpańskim bardzo ciężko było mi się rozstać, po całodziennym zwiedzaniu Sewilli przyszliśmy tutaj jeszcze raz. 
Jakże odmienna atmosfera panowała w tym miejscu po południu. 
Chociaż słoneczko pięknie świeciło, było cudownie ciepło - niestety tłum ludzi oraz zgiełk panujący na placu spowodował, że ciężko było zebrać myśli. Szczerze mówiąc poranna atmosfera o wiele bardziej mi odpowiadała i właśnie tamte - poranne kadry Placu Hiszpańskiego na zawsze zostaną utrwalone w mojej pamięci.

   

Te dwie wieże wybudowano na wzór Giraldy - mauretańskiej wieży
znajdującej się w sewilskiej Katedrze
   




Sewilla - Plac Hiszpański, 04.03.2016 r.

piątek, 13 maja 2016

Spacer po krakowskim Kazimierzu


Kto lubi Kraków - ręka w górę! 
Wiedziałam, że większość Waszych rąk będzie podniesiona, ponieważ mało jest osób które potrafią oprzeć się jego urokowi. Kraków od dawien dawna czaruje również mnie. 
Tutaj się urodziłam. W mieście tym aktualnie spędzam większość swojego czasu, ponieważ codziennie, w dni robocze - od 22 lat przyjeżdżam tu do pracy. Uwielbiam to miasto i jego klimat. Ale wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze i do czego muszę się przyznać? Ja tak naprawdę wcale go nie znam. 
Owszem spaceruję czasem jego uliczkami i bocznymi zaułkami - byłam na Wawelu, znam kilka najważniejszych muzeów i zabytków, ale tak naprawdę moja wiedza historyczna i głębsza znajomość Krakowa  jest minimalna. 
Tak przecież być nie może, żeby najdroższe i najbliższe memu sercu miasto -  było tak bardzo odległe.
Dlatego za punkt honoru - postawiłam sobie jasny i przejrzysty cel. 
Muszę poznać Kraków  w taki sposób, żeby dać mu do zrozumienia, 
że naprawdę bardzo mi na nim zależy. 
Dawno nie składałam takich deklaracji. Ostatnio chyba w dniu ślubu:) 
Mój ambitny plan zakłada, że przynajmniej raz w miesiącu wybiorę jakąś część Krakowa i razem z moją kochaną rodzinką wyruszymy na jego "podbój". 
A wiecie czyimi śladami postanowiłam podążać zabierając Was razem z sobą? Oczywiście będzie to  Kacper Ryks - krakowski wagabunda - niezwykły bohater książek Mariusza Wollnego. 
Autor serii tych książek - od wielu lat mieszka w Krakowie, a z miłości do tego miasta narodził się właśnie Kacper Ryks. 
Ja opierać się będę głównie na przewodniku Pana Mariusza Wollnego zatytułowanego "Z Kacprem Ryksem po renesansowym Krakowie". 

A więc ruszamy w drogę. 
Dzisiaj chciałabym Was zabrać na spacer po przepięknej, niesamowitej i bardzo klimatycznej dzielnicy Krakowa, którą oczywiście jest Kazimierz. Któż nie słyszał o corocznym, słynnym festiwalu muzyki żydowskiej "Szalom" lub pysznych kazimierzowskich zapiekankach?

Dzielnicę Kazimierz, będącą kiedyś odrębnym miastem założył w 1335 r., w miejscu dawnej wsi Bawół - Kazimierz Wielki. Główną jego ulicą była i jest ulica Krakowska, przy której znajduje się Dom Esterki - pięknej Żydówki, która według legendy była kochanką naszego króla. 
Tak naprawdę w XVI wieku mieszkał tutaj Barttolomeo Berecci - włoski architekt, a po nim jego córka Anna.

W roku 1495  Jan Olbracht - z powodów politycznych i ekonomicznych polecił przesiedlić na Kazimierz wszystkich Żydów mieszkających dotychczas w Krakowie. 
Tuż za kościołem Bożego Ciała znajdowała się osobna dzielnica "Oppidum Iudaeorum", czyli "Miasto Żydowskie". Na początku XVI wieku dołączyli do nich uchodzący z Hiszpanii przed prześladowaniami pobratymcy, a także wielka fala Żydów wypędzonych z Czech.
Początkowo Żydzi mieszkali na całym Kazimierzu, ale w związku z konfliktem interesów pomiędzy kupcami żydowskimi, a polskimi o prawo handlu na krakowskim rynku, Olbracht wydał kolejny dekret o oddzieleniu dzielnicy żydowskiej od części zamieszkanej przez chrześcijan. Wydzielono parkan i postawiono mur, który istniał do roku 1800. Żydzi zajęli północno-wschodnią część miasta z zastępującą rynek ulicą Szeroką, przy której w XVI wieku stanęła Synagoga Stara, a także wiele innych. Żydzi budowali  szkoły, cmentarze, uczelnie, a także okazałe domy mieszkalne dla szybko bogacących się kupców i bankierów. Kazimierz stał się istotnym ośrodkiem kultury żydowskiej w Polsce i na świecie, którego najistotniejszą postacią  był Mojżesz Isserlesoraz Natan Spira.
Dzisiaj nie tylko turyści, ale również Żydzi z całego świata przyjeżdżają tutaj, żeby poznać i zobaczyć kawałek historii swoich przodków, w postaci starych kamienic, muzeów, czy też  po prostu chcących wczuć się w klimat i atmosferę dawnego miasta. A niewątpliwie spacerując uliczkami Kazimierza jest to jak najbardziej możliwe.

Kazimierz był mniejszy od Krakowa, ale miał duży rynek. Jest to dzisiejszy plac Wolnica, którego nazwa pochodzi od tego, że kiedyś odbywał się tutaj wolny targ. W każdą sobotę, kto tylko miał ochotę mógł sprzedawać mięso. Korzystali z tego tak zwani kijacy, czyli wiejscy rzeźnicy z podkazimierskich Piasków Wielkich, którzy przynosili na targ połacie mięsa zawieszone na rozdwojonych kijach /soszkach/. Ponoć kije były wewnątrz wydrążone, a w nich /nielegalnie/ przemycano i sprzedawano pokątnie pyszną wiejską kiełbasę.
Do dzisiaj na Wolnicy stoi okazały Ratusz Miejski z XV wieku, w którym obecnie znajduje się Muzeum Etnograficzne.
Okres świetności Kazimierza przypada na XV i XVI wiek. Od połowy XVII wieku następował powolny upadek miasta, a w XIX wieku włączono go do Krakowa.
Teraz, uroczymi uliczkami Kazimierza kierujemy się w stronę gotyckiego Kościoła Bożego Ciała, pochodzącego z XIV wieku. Muszę Wam powiedzieć, że ta żydowska dzielnica ma naprawdę swój niepowtarzalny klimat i urok dający się odczuć na każdym kroku. Przed II wojną światową cały teren Kazimierza zamieszkiwało kilkadziesiąt tysięcy ludności żydowskiej, tworząc w ten sposób specyficzną atmosferę i niespotykaną kolorystykę. Niestety większość zabytków została bezpowrotnie zniszczona przez hitlerowców.
Kościół Bożego Ciała to jeden z najstarszych, a zarazem najpiękniejszych zabytków Krakowa, ufundowany przez króla Kazimierza Wielkiego. 
Za jego czasów powstało 65 całkiem nowych miast i co najmniej 500 wsi.
Ta okazała budowla, należąca od początku XV wieku do Kanoników Regularnych Laterańskich jest jednym z najwybitniejszych przykładów krakowskiego gotyku.
 

Wewnątrz zwraca uwagę okazały, barokowy ołtarz główny, a także piękne stalle z XVII wieku, należące do najwspanialszych dzieł tego typu w Polsce.
Wewnątrz świątyni spoczywają bł. Stanisław Kazimierczyk - zakonnik tutejszego klasztoru, żyjący w XV wieku oraz twórca Kaplicy Zygmuntowskiej - Bartłomiej Berecci, który został zasztyletowany na krakowskim rynku. 



Poniżej znajduje się budynek w którym niemieccy okupanci w latach 1939-1944 urządzili przejściowy obóz pracy, gdzie więzili tysiące Polaków wysłanych potem do Niemiec. Wielu z nich było głodzonych i torturowanych, w efekcie czego zmarli. Nad drzwiami wejściowymi znajduje się tablica upamiętniająca to wydarzenie. Aktualnie mieści się tutaj  szkoła.

Przechadzając się uliczkami Kazimierza, na każdym kroku spotykamy urocze knajpki, z których do naszych nozdrzy dolatują smakowite aromaty. 
Nie sposób się oprzeć ich zróżnicowanemu i cudownemu wystrojowi. 
W naszych planach jest  restauracja "Rzeźnia", ale część rodzinnej załogi nie przepada za żeberkami, więc udajemy się najpierw na słynne tutejsze zapiekanki. 
Nie ma wyjścia. Moi synkowie nie odpuszczają. 

Jak widać na załączonych poniżej obrazkach zapiekanki na Placu Żydowskim muszą być dobre, skoro od rana do wieczora ustawiają się do nich gigantyczne kolejki. Ja w każdym razie bardzo je polecam. 

A skoro już nasza dzisiejsza wycieczka przybrała charakter kulinarny, to chciałabym również polecić Wam restaurację "Rzeźnia" znajdującą się przy ulicy Bożego Ciała, z której możecie wysłać firmową kartkę pocztową do swoich bliskich.



Kiedy wychodzimy z "Rzeźni" moje "bystre oko" wychwytuje w podworcu zjawiskowo piękną knajpkę o troszeczkę przewrotnej i niezbyt poetyckiej nazwie "Stajnia". Zanim jednak wejdziemy do "stajni", musimy przejść przez "mleczarnię".  Po prostu wchodzisz i jesteś w innym świecie. Jeśli tylko ktoś z Was odwiedzi Kazimierz, nie może jej pominąć. Szczególnie zachwycone będą romantyczne kobitki:). Nawet nie chodzi o kulinarne specjały /chociaż jedzonko wydaje się być smaczne, a ceny bardzo przystępne/, ale o sam fakt przebywania w tym niecodziennym otoczeniu.
Ktokolwiek z Was oglądał filmy pt. "Anioł w Krakowie" oraz "Zakochany Anioł", z całą pewnością kojarzy to miejsce. Tutaj nagrywano również sceny do "Listy Schindlera" i "Nie kłam kochanie".
Naprawdę niezwykłe miejsce. Obiecałam sobie, że będąc na Kazimierzu kolejnym razem, koniecznie musimy się tutaj zatrzymać na dłużej. 


Idziemy dalej. Jeśli ktoś jednak woli poczuć wiatr we włosach i odrobinę luksusu może skorzystać z pięknej, klasycznej dorożki lub nowoczesnego meleksa.  
Jak wiemy, dzielnica Kazimierz nigdy nie byłaby taka sama bez tych - którzy mieszkali tutaj bardzo długo i stworzyli jej niepowtarzalny klimat.  Chodzi oczywiście o Żydów. 
Za chwilkę będziemy wchodzić w ulicę Szeroką o typowo żydowskim charakterze i zabudowie. Kiedyś nazywana była Wielką i stanowiła centrum Miasta Żydowskiego. Tutaj mieszkali najbogatsi Żydzi, tu skupiało się ich życie religijne, towarzyskie i handel. 
Tuż na rogu stoi synagoga. Zwróćcie również uwagę na sklepiki, które mimo iż pochodzą z minionej epoki, nadal prosperują.



Mimo, iż Żydzi opuścili to miejsce dawno, dawno temu - życie na Szerokiej toczy się na najwyższych obrotach, a dialogi prowadzone są we wszystkich możliwych językach świata. 
Absolutnie się temu nie dziwię, ponieważ miejsce to stanowi serce krakowskiego Kazimierza, które bije bardzo spokojnym i pięknym rytmem. To tutaj znajduje się najwięcej pubów, restauracji i kawiarni - gdzie turyści, 
a także mieszkańcy Krakowa przesiadują do późnych godzin nocnych.
Przez wiele lat dzielnica ta kojarzyła się głównie z ruderami i opuszczonymi domami. Jednak po upadku komunizmu zaczęła powracać do życia. Przyczyniły się do tego coroczny festiwal muzyki żydowskiej "Szalom" odbywający się na tym własnie  placu, czy też kręcone w tym rejonie filmy. Obecnie wielu ludzi bardzo interesuje się sztuką i kulturą żydowską, a religijna społeczność żydowska Krakowa liczy obecnie 150 osób.
Coraz więcej artystów przeprowadza się na Kazimierz, ze względu na jego unikatową atmosferę.
Pamiętacie, kiedy pisałam swój post o dzielnicy Albaicin w Granadzie? 
My właśnie tutaj mamy naszą Albaicin.


W styczniu tego roku - tuż przed synagogą Remu, odbyła się kameralna uroczystość odsłonięcia ławeczki Jana Karskiego - emisariusza całego podziemnego państwa Polskiego, okupowanego przez Niemców, który do rządu emigracyjnego i władz Francji, Wielkiej Brytanii i USA przekazywał informacje i prośby dotyczące sytuacji politycznej w Polsce.

W uznaniu swoich działań na rzecz ratowania współobywateli polskich żydowskiego pochodzenia został uznany Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata oraz osobiście odebrał honorowe obywatelstwo państwa Izrael w roku 1994.

W 1996 r. zgłoszono kandydaturę Jana Karskiego do Pokojowej Nagrody Nobla. Niewątpliwie człowiek niezwykły, o wielkim sercu i jeszcze większej odwadze, a jego biografię warto prześledzić bardziej szczegółowo.
Polecam książkę pt.  "Karski. Raporty tajnego emisariusza".
Nie muszę mówić, że ławeczka jest oblegana przez turystów  z całego świata /z Jerzmanowic również/, chcących chociaż przez chwilę pobyć w zacnym towarzystwie Pana Jana.


Dzisiaj koniecznie chciałabym Wam jeszcze pokazać jedną z najstarszych synagog w Europie, a zarazem  najstarszą w Polsce. 
Synagoga Stara pochodzi prawdopodobnie z XV wieku i znajduje się oczywiście tutaj - czyli  przy ulicy Szerokiej. 
W jej pięknym gmachu mieści się Muzeum Judaistyczne poświęcone historii Żydów krakowskich. 
Budynek synagogi przylega do zrekonstruowanego fragmentu murów obronnych Kazimierza.
Początkowo była ona przeznaczona wyłącznie dla mężczyzn. Podczas II wojny światowej, po utworzeniu przez Niemców getta w Podgórzu i przesiedleniu do niego w marcu 1941 r. pozostałej w Krakowie ludności żydowskiej - używana była jako magazyn wojskowy. Jej wyposażenie uległo zniszczeniu i rozproszeniu. Po zakończeniu wojny jeszcze przez kilka lat pozostała opuszczona i zrujnowana. Dopiero w latach 1956-59 na polecenie Miejskiego Konserwatora Zabytków została odrestaurowana. 




Podczas II wojny światowej niemieccy okupanci wysiedlili w lubelskie większość mieszkańców żydowskiej dzielnicy, a następnie utworzyli getto po południowej stronie Wisły w obrębie dzielnicy Podgórze, do którego przeniesiona została pozostała, licząca 17 tysięcy osób społeczność żydowska Krakowa. 
Późniejsza likwidacja getta doprowadziła do unicestwienia praktycznie całej społeczności, z której nieliczni ocaleni decydowali się na wyjazd z kraju, poszukując nowej nadziei w powstającym państwie Izrael.

Czy podoba Wam się krakowski Kazimierz? 
Ja osobiście jestem nim  urzeczona i bardzo się cieszę, że razem z moją rodzinką mogłam spędzić w tym miejscu cudowne, sobotnie popołudnie. 
Jeśli ktoś z Was trafi do Krakowa - niech koniecznie tutaj zajrzy. 
Na pewno nie będzie rozczarowany, a raczej zaczarowany. 
A jeśli ktoś mieszka blisko i do tej pory nie potrafił docenić walorów tej krakowskiej dzielnicy - niech szybko nadrabia zaległości.
Ja wkrótce znów zamierzam odwiedzić Kazimierz, żeby opowiedzieć Wam o innych jego atrakcjach i uroczych zakątkach.
Tymczasem życzę wszystkim wspaniałego - mam nadzieję słonecznego weekendu:)

Zabytki Kazimierza wraz ze ścisłym Starym Miastem i Wawelem zostały wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w 1978 r. 
W 1994 r. Kazimierz wraz ze Starym Miastem, Wawelem, Stradomiem, Podgórzem i Nowym Światem został uznany za pomnik historii.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...