poniedziałek, 28 września 2015

Piraci z Ulcinj



06.09.15 
Gdy już na dobre zainstalowaliśmy się w naszym lokum w Susanji  spragnieni słońca i ciepłej wody plażowaliśmy cały poprzedni dzień, a dzisiaj wyruszamy do Ulcinj - ostatniego miasta łączącego Czarnogórę  z Albanią. 
Prawie 70% jego mieszkańców stanowią właśnie albańczycy.
 Jak to zwykle w Czarnogórze bywa kręta droga prowadząca do celu przebiegała wśród potężnych gór. Może nie są potężne, ale są wszędzie - z tyłu, z przodu i z boku, powyżej i poniżej. Mam wrażenie jakiejś dziwnej "górskiej klaustrofobii". One są piękne, tylko my jakoś nieprzyzwyczajeni do takiej ich ilości.

A co do powiedzenia na temat Ulcinj ma mój przewodnik?
"warto go odwiedzić przede wszystkim ze względu na jego orientalną atmosferę. W centrum jest czynnych kilka meczetów, a śpiew muezina rozlega się w każdym jego zakątku."
 Jednym słowem można tutaj poczuć prawdziwy klimat.
Na parkingu w Ulcinju pan parkingowy wykazał się niezwykłą znajomością języków obcych. 
- English znajesz? - pyta
- Yes, I know. How much 1 hour?
No i się zaczęło. Już się cieszyłam, że parkingowy taki oblatany poliglota, a on zaczyna gadać we wszystkich językach, tylko nie w angielskim. To była istna Wieża Babel. Trochę serbskiego, niemieckiego, no i oczywiście rosyjskiego, bo Rosjanie stanowią lwią część gości Czarnogórskiego Wybrzeża. 
W końcu dochodzimy do ładu - 1 godzina - 1 Euro.
Moje pierwsze nieodparte wrażenie to straszna zapyziała dziura, brud, sterty śmieci i obskurne budynki. 


Ogólnie nie nie ma się czym zachwycać.
Nawet kwietniki wzdłuż głównej ulicy, prowadzącej do Starego Miasta służą za popielniczki i kosze na śmieci.
No, ale dajmy miastu szansę. Nie na całym świecie musi być Wersal. Bo przecież o to chodzi w tym życiu, żeby szablony używane były w grafice komputerowej, a u nas ludzi, jak mawiał mój dziadek: "Nie to co piękne, tylko to co się komu podoba. I tak właśnie jest w przypadku tego miasta. Jednych zachwyca, innych zawodzi.










Ja nie żałuję, że tutaj dotarliśmy. Gdziekolwiek jestem, cieszę się, że mogę tam być. Poznawać i obserwować nowych ludzi, inną kulturę i inną historię. A w przypadku Czarnogóry niewątpliwie ciekawą, a zarazem tragiczną.

 Kierujemy się główną ulicą w stronę Starego Miasta. 
Na ulicy ruch i zgiełk. Turyści, wśród których spotykamy nawet Amerykanów, Szwedów i Belgów oraz miejscowa lokalna ludność tworzą niezwykłą mieszankę kultur i języków. 
Dochodzę do wniosku, że jednak to miasto musi mieć w sobie to coś. 
Oczywiście nie mogę się oprzeć chęci fotografowania wszystkich i wszystkiego co się wokół dzieje.

Mój mąż ciągle zwraca mi uwagę, że to nie Polska i w końcu się doigram. Trudno myślę sobie. Przecież to są tacy sami ludzie jak my. I robię swoje. 

I  zgodnie z czarnogórskim przewodnikiem zaczynamy czuć klimat, którego dość intensywny zapach unosi się  w powietrzu. Inni też go czują i dość szybkim i prężnym krokiem klimat omijają /biedny człowiek, niestety nie on jeden szukał czegoś do jedzenia/. Niezależnie od okoliczności jakie przyczyniły się do takiego stanu rzeczy, jest mi bardzo przykro i smutno, gdy spotykam takich ludzi na swojej drodze. 

Jak wiadomo religia muzułmańska ma to do siebie, że kobiety są traktowane delikatnie rzecz ujmując, troszeczkę inaczej niż mężczyźni. 

Przechodząc ulicą zauważyłam kilka knajp, 
w których siedzieli wyłącznie panowie.
Skoro mężczyźni, zaprosiłam więc moich dwóch mężczyzn na kawę. 
Wchodząc do tej knajpy, w zasadzie ja osobiście trochę ryzykowałam, ponieważ miasto jest głównie muzułmańskie, a wyznaczone knajpy wyłącznie dla nich. I ta właśnie do takiej należała. Janusz trochę się obawiał, a ja stwierdziłam, że przecież trzeba  poczuć klimat danego miejsca. I rzeczywiście tak było. Kelner /bardzo sympatyczny/ przyjął zamówienie, ale większość oczu /około 20/, siedzących tam  panów skierowana była na mnie. Myślę sobie teraz albo nigdy. Postanowiłam pójść na całość, wyciągając aparat fotograficzny i zaczęłam robić zdjęcia. Mój mąż wpadł w lekką histerię i natychmiast kazał mi przestać, bo ewidentnie niektórym się to nie podobało. 
Doszłam do wniosku, że pozytywne nastawienie do innych nie może stanowić dla mnie zagrożenia życia i żeby utrwalić jeszcze bardziej atmosferę tam panującą, nagrałam krótki film. Udało się. Nie zlinczowali nas, ale ewidentnie nie było im to na rękę.
A co mi tam, Makłowicz może, a ja nie? 
Ani trochę nie żałuję, bo zobaczyłam typowy sposób spędzania wolnego czasu przez typowych muzułmanów. Gwarno i tłoczno jak na meczu piłkarskim. 
No i rzecz najważniejsza - doskonała kawa. Mocna, aromatyczna i gorąca. Taka, jaka prawdziwa kawa być powinna.
Spacerując po mieście zauważyłam, że knajpy w których siedzą mężczyźni zasadniczo różnią się od pozostałych - koedukacyjnych. Są bardziej eleganckie i lepiej wypasione. No cóż, są to w końcu "Królowie życia" i tak też się zachowują. Oczywiście nie wszyscy.
 Spotkaliśmy wielu bardzo sympatycznych albańczyków, którym dobrze z twarzy patrzyło.
Ja staram się nigdy do ludzi nie uprzedzać i zakładać, że ktoś z natury rzeczy jest zły, dlatego nie bałam się robić zdjęć potencjalnym mieszkańcom tego brudnego i zróżnicowanego miasta.














W oczekiwaniu na kebab


Czyż ten przystojny  albańczyk poniżej, 
uroczo pozujący do zdjęcia nie wydaje się być miły?



Na marginesie bardzo polecam, jeśli ktoś tam trafi. Naprawdę pyszny kebab, zawinięty w ciasto z tortilli pieczone oczywiście na miejscu. Cena 3 euro.




Gdy brzuchy są już pełne idziemy w stronę Starego Miasta, mijając po drodze tłum ludzi i sklepy z pamiątkami.

Dywanik modlitewny sadżadża - kobierzec służący wyznawcy islamu do przykrycia miejsca, na którym odprawia modlitwę, w celu uzyskania jego rytualnej czystości. Do użytku weszły w XVI w. Nie są obowiązkowe.  
Odmawiający salat, czyli modlitwę rytualną powinien być w stanie rytualnej czystości (uzyskuje się ją przez obmycie wodą – wudu, a gdy jej nie ma, to piaskiem - tajammum). Rozkłada on  dywanik i zwraca się w kierunku Mekki  wykonując określoną liczbę pokłonów, gestów i recytacji wersetów (ajatów) Koranu (przede wszystkim pierwszej sury Al-Fatiha). Największe znaczenie mają modlitwy piątkowe (Dżummuah)– odmawiane wspólnie w meczecie, którym często towarzyszy kazanie (chutba). Salat na całym świecie odbywa się tylko w języku arabskim.
W Ulcinj jest bardzo dużo meczetów. 

My odwiedzamy meczet Ali Paszy I 
z 1718 roku, w którym siedzi muzułmanin  i sprawdza pocztę w telefonie
Obok meczetu znajduje się mała łaźnia turecka.




Nie wiem czy tak jest zawsze, czy też powodem jest fakt, że podróżujemy po sezonie, ale mam wrażenie, że tutaj na górze czas się zatrzymał. Nie słychać już samochodów, przekrzykujących się ludzi i zgiełku miasta. Z góry roztacza się widok na morze i cmentarz, znajdujący się u podnóży Starego Miasta Ulcinj, którego fragmenty od czasu do czasu zabiera morze.

Mury Starego Miasta




Chyba każdy człowiek kocha spacerować po takich uliczkach.
Ulcinj jest jednym z najstarszych miast Czarnogóry. Najpierw, na przełomie V i IV w.p.n.e mieszkali tutaj Ilirowie, a w II w.p.n.e miasto zdobyli Rzymianie.
Przechodziło w ręce Bizancjum, Serbów, Wenecjan, a w 1571 r. dostało się pod panowanie Turków, stając się centrum światowego piractwa.
Od roku 1878 Ulcinj należy do Czarnogórców.

Dostawa towaru do jednej z restauracji znajdujących się na terenie murów Starego Miasta, a ja wczuwam się w klimat miejsca.
Po przekroczeniu Bramy Północnej znajdujemy się na dziedzińcu, zwanym Trg Robova, gdzie kiedyś był targ niewolników, których piraci przetrzymywali w zakratowanych celach  nawet po kilka lat.

Piraci ulcinijscy - rabowali na całym morzu Śródziemnym, a załogi statków mordowali lub sprzedawali. W 1571 r. Ulcinj zajęli Turcy dlatego miasto opustoszało, więc król Algierii osiedlił w nim 400 swoich piratów. Z Sudanu przywożono czarnych niewolników. Ci których nie sprzedano zostawali w służbie u piratów. Gdy czasem odzyskiwali wolność asymilowali się z miejscową ludnością, a w Ulcinju do dzisiaj mieszka  kilka murzyńskich rodzin.  Na początku XVIII wieku piracka flota liczyła aż 120 statków. Ich działalność miała przyzwolenie władz tureckich, a dziesiątą część łupu oddawali sandżak-bejowi - lokalnemu tureckiemu władcy.


Aktualnie w celach przechowuje się resztki detali architektonicznych - fragmenty kolumn, islamskich nagrobków, itp. 
Obok znajduje się cerkiew z 1510 r., którą Turcy przemienili w meczet. Od XIX wieku ma ułamany minaret.


Idąc w dół Starego Miasta docieramy do punktu z którego rozciąga się widok na Małą Plażę która stanowi dumę mieszkańców. Natomiast Wielka Plaża zaczyna się za miastem i ciągnie prawie do samej granicy albańskiej /12 km/.

Ziemia ma tutaj  kolor czerwony 



Gdy skończyliśmy  delektować się historią i architekturą Starego Ulcinja, wracając z powrotem do rzeczywistości, po drodze wstępujemy jeszcze do XIX-wiecznej Cerkwi św. Mikołaja położonej w przepięknym gaju oliwnym. 
Miejsca, ludzie i wydarzenia  które spotykamy w naszym życiu, zawsze mniej lub bardziej zostawiają po sobie jakiś ślad w naszej pamięci lub zapadają w niej na zawsze.
Czasami są to rzeczy miłe i przyjemne, czasami wspomnienie ich budzi niezbyt pozytywne skojarzenia. Ale jakiekolwiek by one nie były warto poznawać świat i  bywać nawet tam, gdzie nie zawsze jest kolorowo i radośnie jak na tym targu, który odwiedziliśmy szykując się do drogi powrotnej.

Od tego pana poniżej zakupiliśmy oliwę domowej roboty no i oczywiście świeże owoce, które tutaj naprawdę mają inny smak
Wjeżdżając  do Ulcinj byłam do tego miasta nastawiona bardzo negatywnie i sceptycznie, ale gdy stąd wyjeżdżam bardzo się cieszę, że mogłam tutaj być  i chociaż przez kilka godzin stanowić jego małą cząstkę.  

Jutro planujemy podróż do Starego Baru.
Mam nadzieję, że będzie należał do kategorii "niezapomniane".